Tu chodzi chyba nie o brak gotowości polskiej szkoły do e-learningu, tylko o kompletną impotencję sprawczą obecnego systemu - ocenia czytelniczka.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piszę do Państwa po przeczytaniu artykułu "Czy jesteśmy gotowi na e-lekcje?". Otóż wydaje mi się, że problem leży między innymi w traktowaniu przez MEN e-learningu jako modnego hasła, które ładnie brzmi we wszelkich projektach unijnych oraz innych dokumentach, ale w zasadzie nikt, szczególnie z kręgu decydentów oraz urzędników, nie do końca wie, czym mógłby być e-learning w realiach polskiej szkoły i co właściwie z tym modnym hasłem zrobić. Pozwolę sobie przytoczyć przykład z własnego doświadczenia zawodowego.

Jestem jedną z wielu osób, które w ramach konkursów ogłoszonych przez Ośrodek Rozwoju Edukacji w zeszłym roku opracowały programy nauczania wraz ze scenariuszami zajęć do kształcenia ogólnego. Wersję finalną materiałów przekazałam w sierpniu 2019 r. Programy nauczania ukazały się w wersji elektronicznej, bodajże na początku 2020 r., ale o losach scenariuszy lekcji niewiele wiem - jeszcze kilka tygodni temu ciągle nie były opublikowane, podobno z przyczyn technicznych (prace nad stworzeniem odpowiedniej platformy).

Dlaczego o tym piszę? Jako osoba żywo zainteresowana ideą e-learningu, mająca odpowiednią wiedzę, umiejętności oraz własną wizję, przemyciłam w tych scenariuszach linki i kody QR do moich autorskich, zupełnie prywatnych zasobów e-learningowych (ćwiczenia interaktywne, gry dydaktyczne, plansze poglądowe itp.) stworzonych przeze mnie z wykorzystaniem ogólnodostępnej platformy LearningApps. Tego typu materiały byłyby jak znalazł w obecnej sytuacji zawieszenia lekcji z powodu koronawirusa.

Nie wątpię w to, że również w materiałach nadesłanych przez innych autorów mogły się znajdować propozycje nadające się do wykorzystania przez uczniów. Jednym z założeń projektu było to, że scenariusze lekcji będą kładły nacisk na wykorzystanie technologii cyfrowych w nauczaniu danego przedmiotu. Tylko cóż z tego wynika, skoro ważniejsze okazało się to, żeby projekt rozliczyć na papierze, a nie żeby udostępnić odbiorcom wypracowane rozwiązania dydaktyczne? Tu chodzi chyba nie o brak gotowości polskiej szkoły do e-learningu, tylko o kompletną impotencję sprawczą obecnego systemu.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Wszystko pięknie, tylko "nie mamy armat" - ani nauczyciele, ani uczniowie nie mają sprzętu i umiejętności wystarczających do choćby dobrego korzystania z nauczania na odległość. W mojej okolicy nie ma dostępu do szerokopasmowego Internetu....
    już oceniałe(a)ś
    0
    0