Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szturm klientów na sklepy spożywcze trwa od ponad tygodnia. W obawie przed ich zamknięciem z powodu koronawirusa Polacy zaczęli robić zapasy. Gromadzą wszystko, co nadaje się do jedzenia i ma długi termin ważności, oraz środki higieniczne – przede wszystkim mydło i papier toaletowy.

Dopiero od poniedziałku napór na sklepy trochę zelżał, ich obsługa znów nadążała z wykładaniem towarów na półkach. Choć nie w całej Polsce było pełne zaopatrzenie.

W ub. tygodniu poprzez media społecznościowe Polacy dzielili się zdjęciami pustych regałów. To widok nieznany nam po 1989 r. Na taśmy przy kasach klienci wykładają dziesiątki produktów, często to duże opakowania – zgrzewki wody, kartony puszek rybnych i mięsnych, zgrzewki mleka. Za jednym podejściem zostawiają w sklepach po kilkaset zł.

Pracownikom mdlały ręce

– Robiłem zakupy w Carrefourze. Dochodziła godzina 22. Jeden z klientów ruchem ręki zgarnął z regału do koszyka wszystkie konserwy, które jeszcze zostały. Nie sprawdził nawet, co bierze. Obsługa sklepu z niedowierzaniem patrzyła, jak w oczach znikają produkty, które chwilę wcześniej wyłożyła na półkach. Kasjerce mdlały już ręce od bezustannego skanowania towarów. Co pewien czas zmieniała ją koleżanka ze wsparcia kas bezobsługowych, by ta mogła choć moment odetchnąć – opowiada czytelnik „Wyborczej”.

W rozmowie „Wysokich Obcasów” o swoich doświadczeniach z ostatnich dni opowiadał Sylwester Kęszczyk, pracownik supermarketu z woj. mazowieckiego. – W piątek obsłużyłem kilka tysięcy osób. Nie przesadzam. Jak przyszedłem do pracy na 6.30, ludzie już stali pod sklepem. Ludzie wydawali swoje całe oszczędności. Robili zakupy nie za 300, 500 złotych, ale za dwa, trzy tysiące. Kupowali i kupują nadal wszystko: mięso, wędliny, ryby, jajka, chemię – relacjonował. Dodawał, że wielu klientów niecierpliwi się i wyładowuje na ekspedientach. – Słyszałem, że nie mam prawa odejść od kasy, nie mogę pójść do łazienki, że mam wrócić w tej chwili i nabijać towar, obsługiwać, skoro są takie kolejki, bo za co mi przecież płacą? – opowiadał sprzedawca.

W ubiegłą środę zapytaliśmy największe sieci spożywcze, czy za tak ciężką pracę, narażając się na ciągły kontakt z ludźmi, którzy mogą być zakażeni koronawirusem, zamierzają dodatkowo wynagrodzić swoich pracowników.

Biedronka, która zatrudnia blisko 70 tys. osób, zadeklarowała, że za ostatni tydzień pracy da pracownikom sklepów i centrów dystrybucyjnych premię.

„W obecnej sytuacji wzmożonego ruchu klientów, pracownicy Biedronki zatrudnieni w placówkach i centrach dystrybucyjnych mają więcej zadań. W związku z ich zaangażowaniem przyznaliśmy dodatkową premię w wysokości 300 zł za tydzień pracy od 9 do 14 marca wszystkim pracownikom, którzy pracowali w tym tygodniu zgodnie z zaplanowanym grafikiem albo przyszli do pracy ponad obowiązujący ich plan pracy. Dodatkowo, w związku z zamknięciem żłobków, przedszkoli i szkół w trakcie tygodnia, osobom posiadającym dzieci w wieku do lat 14 premia zostanie przyznana, o ile przepracowali minimum jeden dzień w tym okresie” – poinformowało „Wyborczą” biuro prasowe Biedronki w odpowiedzi na pytanie, czy za tak ciężką pracę przyzna pracownikom dodatkowe wynagrodzenie.

Nasza branża jest teraz szczelnie ważna

Premię dla pracowników zapowiada również Lidl, ale bez konkretnych kwot. – W związku z aktualną sytuacją pracownicy otrzymają dodatkowe premie za swoją pracę – poinformowała nas Aleksandra Robaszkiewicz z Lidl Polska.

Carrefour do dziś nie odpowiedział nam na nasze pytania z 11 marca.

Pracownicy sklepów spożywczych, obok farmaceutów, personelu medycznego, pracowników komunikacji, instytucji publicznych, inaczej niż wielu Polaków, którzy dziś mogą pracować z domów, muszą być w miejscu pracy. Codziennie ryzykują zdrowiem.

W Żabce i Biedronce pracownicy dwa tygodnie temu upominali się o dostarczenie środków dezynfekujących. Do naszej redakcji docierały skargi, że są sklepy, gdzie kasjerki myją ręce płynem do mycia naczyń. W Biedronce płyny odkażające dotarły pod koniec zeszłego tygodnia.

W Biedronce co kilka minut z głośników płynie zatroskany męski głos (cytat z pamięci): „Drodzy klienci, zdajemy sobie sprawę, jak w ostatnim czasie nasza branża jest dla wszystkich ważna”.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.