Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O wstrzymanie usług fizjoterapeutów zwróciła się do NFZ Krajowa Izba Fizjoterapeutów. - Codziennie do dziennych oddziałów rehabilitacji zgłasza się 400 tys. pacjentów. Poprosiliśmy Fundusz, by niezwłocznie zawiesić te usługi – mówi prof. Maciej Krawczyk, prezes Krajowej Rady Fizjoterapeutów. Decyzja ma zapaść w ciągu kilkudziesięciu godzin. Fizjoterapeuci negocjują z Funduszem zasady płatności na czas epidemii. NFZ wstępnie zaproponował, by za każdy miesiąc przestoju będzie płacił jedną dwunastą rocznego kontraktu danej placówki rehabilitacyjnej, a kiedy skończy się epidemia, trzeba będzie to odpracować.

Zawiesić pracę zamierza też wielu fizjoterapeutów z prywatnymi praktykami. To również zalecenie samorządu tej grupy zawodowej. Codziennie przyjmują 200 tys. osób. 

- Pacjenci, którzy wymagają fizjoterapii, bo przestój grozi powikłaniami, np. pooperacyjnymi, powinni być obsługiwani w domu – dodaje prof. Krawczyk. Zwrócił się natomiast do szefów ZUS, KRUS i Ministerstwa Rodziny o zawieszenie finansowanych z tych źródeł turnusów rehabilitacyjnych. - Zakończmy te, które się odbywają, i nie przyjmujmy nowych pacjentów – sugeruje prof. Krawczyk.

Normalnie pracują za to szpitalne oddziały rehabilitacyjne. W całym kraju jest ok. 300. Jeśli jednak szpitale będą potrzebowały więcej miejsc dla chorych na koronawirusa, będą musiały zmienić swój profil na tzw. oddział ostry. Pacjenci z rehabilitacji trafią wtedy do domu, a oddziały zamienią się np. w chirurgię czy internę.

Już nie pracują sanatoria

„Od dnia 14 marca 2020 r. do odwołania uzdrowiska zawieszają czasowo swoją działalność. Jeżeli pacjent posiada potwierdzone przez oddział wojewódzki NFZ, skierowanie na leczenie uzdrowiskowe, które ma rozpocząć się po 14 marca 2020 roku – powinien pozostać w domu” - czytamy w komunikacie Funduszu. 

Uzdrowiska są zawieszone bezterminowo. Pacjenci, którzy mieli już przydzielone miejsce, oraz ci, którzy wpisani byli na listę oczekujących, będą mogli skorzystać z sanatoriów, gdy skończy się epidemia. Zachowają obecne miejsce w kolejce.

Sanatoria odsyłają do domu

Jeszcze w piątek, kiedy już nie działały szkoły i obowiązywał zakaz imprez masowych, sanatoria przyjmowały nowych pacjentów. Ci, którzy byli na kuracji, a chcieli wrócić do domu, słyszeli w sanatoriach, że jeśli skrócą pobyt, muszą pokryć koszty rezygnacji.

Do „Wyborczej” w piątek wieczorem napisała zdesperowana pacjentka jednego z uzdrowisk w Ciechocinku.

„Jestem w sanatorium w Ciechocinku od 4 marca. To duże skupisko ludzi, około 150 osób. 12 marca nastąpiła wymiana turnusu 21-dniowego. Przyjechało ok. 120 osób z całej Polski. Najpierw załatwiali sprawy przyjęcia i rejestracji w recepcji, następnie pielęgniarka i lekarz. Nie byli na wstępie badani. Czuję się zagrożona i chciałabym wyjechać do domu. Uzyskałam od pielęgniarki odpowiedź, że muszę za każdy dzień krótszego pobytu zapłacić 90 zł.

Jestem razem z mężem na 28-dniowym pobycie zostało nam jeszcze 20 dni. Suma do zapłacenia byłaby równa naszej emeryturze, a za co mielibyśmy żyć?” - czytamy w mailu od pani Anny. Próbowała interweniować w trzech oddziałach NFZ (Warszawie, Poznaniu i Bydgoszczy), ale bez skutku. Nie zawsze nawet odbierano tam telefony.

W sobotę NFZ zmienił stanowisko. - Do domu mogą wrócić wszyscy kuracjusze, bez ponoszenia kosztów za rezygnację – mówi „Wyborczej” Sylwia Wądrzyk, rzeczniczka Funduszu. 

Nie wiadomo dziś jednak, czy te osoby będą miały jeszcze szanse dokończyć pobyt w późniejszym terminie.

Do sanatoriów wyjeżdża co roku ponad 400 tys. Polaków. Na leczenie uzdrowiskowe NFZ przeznacza kilkaset mln zł rocznie.
----

Piszcie: Listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.