Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W ostatnich dniach, tygodniach, a uwzględniając wątek chiński, to miesiącach, tematem przewodnim w mediach, ale także w prywatnych rozmowach i dyskusjach jest koronawirus SARS-Cov-2 i jego wpływ na świat. Żadne z państw nie było ani nie jest na niego przygotowane. Zdarzenie to jednak powinno wywołać refleksję na przyszłość odnośnie do zmian, jakie należy poczynić, aby nie tyle uniemożliwić pojawienie się nowej pandemii, ile ograniczyć jej rozprzestrzenianie.

Dla wielu osób ostatnie dni, odwołane konferencje, eventy, spotkania, ograniczenie wyjazdów, odwołanie samolotów itd. jest szokujące, a nawet przerażające. W jednej chwili nasz dotychczasowy sposób funkcjonowania został co najmniej zawieszony (przy czym nie wiadomo na jak długo), a może nawet jesteśmy świadkami jego końca. Ale czy to koniec świata? Nie, jeszcze nie (pomimo iż zawieszenie we Włoszech i Watykanie mszy mogłoby to sugerować). Ale mamy nadzieję, że to koniec naszego bezrefleksyjnego dotychczasowego postępowania i często bezsensownego pędu. Początek nowego podejścia do pracy, nauki, komunikacji oraz technologii.

Więcej czasu

Argumentami na rzecz zmian jest nie tylko rozprzestrzenianie się SARS-Cov-2, ale także konieczność ochrony klimatu i zmniejszenie efektu cieplarnianego. Jak? Między innymi przez ograniczenie emisji CO2 i pełniejsze wykorzystanie nowoczesnych technologii. Paradoksalnie koronawirus może się do tego przyczynić przez zmianę naszych przyzwyczajeń oraz wprowadzenie nowych, ale także już dawno istniejących narzędzi, chociaż marginalnie wykorzystywanych, wspierających naszą pracę, naukę czy zwykłe funkcjonowanie.

Od lat istnieje możliwość przeprowadzania telekonferencji, spotkań online, szkoleń, a także wykładów zarówno jako podcast, jak i streamingowanych live. Możliwości te były wykorzystywane, jednakże wybiórczo i raczej marginalnie. Zgoda – inaczej wygląda nasza percepcja, zaangażowanie przy spotkaniach na żywo, ale prawidłowo przygotowane spotkanie, szkolenie czy konferencja online inaczej, ale równie efektywnie realizuje założony cel.

Wśród wielu naszych znajomych, którzy pozostali w domach w związku z odwołaniem spotkań i zamienieniem ich na spotkania online, po krótkotrwałym szoku, zaskoczeniu i zdziwieniu coraz częściej daje się słyszeć iż to nie takie złe, całkiem dobrze funkcjonuje, a po paru minutach zapominają, iż rozmawiają przez komputer. Racja – tracimy na relacjach bezpośrednich i spotkaniach kuluarowych. Zyskujemy jednak na czasie (którego wiecznie brak przy napiętych grafikach spotkań i wiecznej bieganinie ze spotkania na spotkanie, na transporcie i komunikacji (zamiast jechać przez zatłoczone miasto na kolejne spotkanie, po przerwie na kawę uruchamiamy kolejną telekonferencję), na efektywności – nagle mamy więcej czasu i efektywniej możemy pracować, na kosztach (m.in. transportu), na relacjach rodzinnych – bo powrót z pracy nie jest już późny, ale też – na co nie wszyscy zwracają uwagę – na poprawie powietrza i pozytywnym wpływie na klimat. Nieprzejechane tysiące kilometrów przez „nomadów XXI w.” na spotkania, eventy i powrót do domu. Jeszcze tego w Polsce nie widzimy, ale mocno już jest widoczne w Chinach (ograniczenie transportu).

Aktualna sytuacja na świecie niech będzie zachętą do przewartościowania i zmiany naszych przyzwyczajeń. Czy naprawdę na godzinne spotkanie w Warszawie lub innym mieście musimy jechać 300 km w jedną stronę? Lecieć na chwilę na drugi kraniec Europy czy świata? Czy jest rozsądna jazda 2,5 godziny samochodem przez wykładowcę na uniwersytet, aby przeprowadzić godzinne seminarium dyplomowe? Przykłady można mnożyć. Oczywiście nie zawsze wszystko jest możliwe online, nie wszystkie spotkania, nie wszystkie szkolenia. Ale odwróćmy pytanie – czy wszystkie muszą się odbywać live? Obaj przejeżdżamy tysiące kilometrów, spędzając mnóstwo czasu w pociągach, samolotach, taksówkach i tramwajach. Od tygodnia jesteśmy w stanie zrealizować wszystkie spotkania, nie przejeżdżając kilometra. I to z ulgą dla środowiska, ale także dla nas samych (nagle pojawiła się odrobina wolnego czasu). Uczelnie od wtorku przechodzą na kształcenie online. Mamy nadzieję, iż po fali koronawirusa będą kontynuowały ten trend z korzyścią dla studentów i środowiska. Nieraz sugerują nam studenci, zarówno dzienni, ale jeszcze bardziej zaoczni, iż wiele wykładów mogłoby się odbyć online, z możliwością dostępu w trakcie semestru w chwili odpowiedniej dla studenta, zamiast dziesiątej godziny wykładu w sobotę, gdy percepcja jest mocno ograniczona. W chwili pisania artykułu premier poinformował o zamknięciu szkół powszechnych. Warto rozważyć na przyszłość zwiększenie e-learningu, aby dzieci, a już na pewno młodzież szkół ponadpodstawowych, mogły korzystać z tego typu sposobu kształcenia. Mamy sporo do odrobienia.

Bezpieczniej

Przez najbliższe tygodnie wiele osób pozostanie w domach. Tylko część z nich będzie mogła pracować zdalnie. Wielu bowiem przedsiębiorców nie wprowadziło pełnego obiegu elektronicznego dokumentów. Od wielu lat wszelkie czynności wymagające podpisu, w tym zawieranie umów w formie pisemnej (także pod rygorem nieważności, jak leasing), mogą być dokonywane online z użyciem kwalifikowanego podpisu elektronicznego. Nie ma potrzeby drukowania, przesyłania pocztą, archiwizowania i dotykania (co w czasach wirusa nie jest niebagatelne). Wystarczy uzyskać kwalifikowany podpis elektroniczny, który w przeliczeniu na miesięczne wydatki wynosi równowartość dwóch biletów tramwajowych, i funkcjonować w pełni online.

Polska administracja jest w sporej części zinformatyzowana. Należy pilnie pójść dalej na wzór administracji estońskiej, gdzie wszelkie czynności można dokonywać online, a urzędnicy mogą pracować zdalnie z każdego miejsca, a nie tylko w wewnętrznym intranecie. Także obieg dokumentów powinien być w pełni online – bez możliwości wytwarzania wewnętrznie przez administrację dokumentów na swoje potrzeby. Co najwyżej wysyłać, gdy już nie ma innego wyjścia, w sposób tradycyjny dla osób wykluczonych cyfrowo.

W Polsce wiele się dyskutuje na temat reformy i zmian w sądownictwie. Zdarzenia ostatnich dni wskazują, iż pilnie należy wprowadzić zdalny i elektroniczny obieg dokumentów (w tym digitalizację akt), a także wreszcie, i to powszechnie jako standard, a nie jako wyjątek, prowadzić postępowania online (tzw. odmiejscowione), w tym przesłuchiwanie stron, udział pełnomocników itd. Oczywiście nie we wszystkich postępowaniach, ale tam, gdzie jest to możliwe, np. w sprawach cywilnych czy gospodarczych – jak najbardziej. Wiele państw już dawno wprowadziło taką możliwość. W Polsce przepisy to umożliwiające obowiązują od 2016 roku. Niestety, w praktyce wykorzystanie narzędzi i nowych przepisów nie jest właściwe w ogóle wykorzystywane. Niechętni temu rozwiązaniu byli zarówno pełnomocnicy (z obu korporacji), jak i sędziowie, m.in. w związku z zerwaniem z tradycyjnym podejściem do postępowania i wieloletnią tradycją. Obecna sytuacja powinna zmienić to nastawienie. Nie musimy odwoływać posiedzeń sądowych – przeprowadźmy je online. Z korzyścią dla zdrowia uczestników, ale także z korzyścią dla ochrony środowiska. Jako pełnomocnicy nieraz przemierzamy kraj, aby uczestniczyć czasami w krótkim posiedzeniu sądowym. Ile CO2 niepotrzebnie produkujemy? W ostatnich tygodniach specjaliści od własności intelektualnej dyskutowali o problemie nowych sądów ds. własności intelektualnej i ich potencjalnym umiejscowieniu. A dlaczego ten sąd nie może działać w pełni online? Po co jeździć z Krakowa do Lublina? Czy konieczne jest przesyłanie pism procesowych (papierowych z potencjalnymi wirusami, a na pewno z bakteriami) do innych sądów, prokuratur, pełnomocnikom itd.

Ciekawym uzasadnieniem dla depaperyzacji sądownictwa i administracji Zjednoczonych Emiratów Arabskich i pełne przejście na elektroniczny obieg dokumentów w najbliższych latach, było ujęcie ekologiczne – nieprzejechanie milionów kilometrów przez pojazdy dostarczające tradycyjne pisma. A jest to kraj, który nie narzeka na brak paliwa. W Polsce nie zrobiono takiej analizy. Wiemy tylko, ile Ministerstwo Sprawiedliwości wydaje na korespondencję (setki milionów). Przejechanych kilometrów jest jeszcze więcej. Dodajmy do tego kilometry przejechane przez strony, pełnomocników itd. w milionach spraw rozpatrywanych rocznie. Łatwo możemy to zmienić. Przepisy odpowiednie od lat istnieją, system teleinformatyczny istnieje… koronawirus motywuje. Może już czas z nich skorzystać, przy okazji uruchamiając elektroniczne biuro podawcze (w XXI w. w Polsce nie ma możliwości złożenia pisma procesowego do sądu powszechnego inaczej niż na papierze (wyjątkiem jest eSąd w Lublinie).

I wreszcie problem pieniędzy. Dużym szczęściem dla Polski jest spory poziom płatności z użyciem karty płatniczej. Należy się cieszyć z szybkiej reakcji KNF odnośnie do podniesienia limitów płatności bezdotykowej. Niestety, i tak większość zakupów z użyciem (niebędących drobnymi) karty wymaga wpisania kodu pin, a co za tym idzie - dotykania przez tysiące osób dziennie paneli terminali płatności. Uważamy przy dotykaniu klamek, dzwonków, kierowcy samodzielnie otwierają drzwi autobusów i tramwajów, żebyśmy nie dotykali przycisków, aby udać się do sklepu i jako kolejny (setny? tysięczny?) klient dotknąć terminala. Płatność tradycyjnym pieniądzem jest jeszcze gorsza. Już dzisiaj wiemy, iż wirus na powierzchniach utrzymuje się długi czas. W Chinach podjęto działania mające na celu zniszczenie pieniędzy z ośrodków zagrożonych wirusem. A działa tam wyśmienicie bezdotykowy system płatności. Niestety, w Polsce osoby starsze w większości korzystają z gotówki, a są najbardziej zagrożone negatywnymi konsekwencjami wirusa.

Nasze zachowanie musi ulec zmianie. Wiele już dokonaliśmy. Wiele przed nami. Właściwa i prawidłowa cyfryzacja może ograniczać negatywne konsekwencje wirusa, a także wpływać pozytywnie na poprawę klimatu. Na naszych oczach świat, który znaliśmy, kończy się, a przynajmniej mocno zmienia. Wykorzystajmy naukę płynącą z epidemii w przyszłości. A dzisiaj pilnie zmieniajmy nasze nawyki, wspólnie pracując dla naszego i naszych dzieci dobra.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.