Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jestem pediatrą, pracuję w podpoznańskiej poradni lekarza rodzinnego.

Nie wiem, czy zdajecie sobie państwo sprawę, jak dramatycznie wygląda zaopatrzenie w środki ochrony osobistej w poradniach. W mojej poradni prawdopodobnie jutro zużyjemy ostatnie maseczki jednorazowe, fartuchów jednorazowych brak, zostały ostatnie pudełka rękawiczek. Obecnie poradnie nie mają możliwości zakupu niczego. Wszystko kierowane jest do szpitali, które też mają dramatyczne niedobory.

Czy mamy zamykać poradnie, dbając o bezpieczeństwo własne i pacjentów? Jeśli ktoś z nas zakazi się koronawirusem przez brak środków ochrony osobistej, będzie nieświadomie zarażał pacjentów i własną rodzinę, do czasu pojawienia się objawów, a wtedy i tak poradnia zostanie zamknięta, a wszyscy pracownicy poddani kwarantannie. 

Ani NFZ, ani Ministerstwo Zdrowia nie odpowiadają na pisma i apele o doposażenie POZ w podstawowe środki ochrony osobistej.

Co dalej? Jeśli nic się nie zmieni, nie zdziwcie się państwo, gdy w najbliższych dniach poradnie POZ przestaną przyjmować pacjentów... 

Czekamy na Wasze listy. Piszcie na listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.