Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Otrzymaliśmy list od nauczyciela z następującym pytaniem:

„Czy zgodne z zasadą trójpodziału władzy jest to, że posłowie są równocześnie ministrami, a jeden z nich nich jest nawet prokuratorem generalnym? Jak mam to wytłumaczyć uczniom?”.


O odpowiedź poprosiliśmy prof. Marcina Matczaka, UW. Poniżej jego odpowiedź.

Najważniejsza jest równowaga władzy

Nasza konstytucja mówi o „podziale i równowadze władz”, nie o „trójpodziale”. Chociaż są systemy prawne, w których obowiązuje ścisły trójpodział (tak jest np. w USA, gdzie istnieje wyraźny rozdział administracji prezydenckiej, władzy ustawodawczej i sądownictwa), w naszym systemie podział władzy ustawodawczej i wykonawczej nie jest tak precyzyjny. Dlatego poseł może być ministrem, a więc wykonywać zarówno władzę ustawodawczą, jak i wykonawczą. Nasza wersja podziału władz kładzie za to nacisk na oddzielenie władzy sądowniczej od innych władz – czyni tę władzę odrębną od pozostałych. Kluczową ideą podziału władz nie jest bowiem ich liczba, ale to, by nikt nie mógł sprawować władzy wyłącznej. A to zapewniają takie rozwiązania jak np. weto prezydenta wobec ustaw (element równowagi władzy ustawodawczej i wykonawczej), kontrola konstytucyjności prawa przez niezależny Trybunał Konstytucyjny (element równowagi władzy ustawodawczej i sądowniczej) czy też kontrola sądownictwa administracyjnego nad administracją (element równowagi między władzą sądowniczą a wykonawczą). Dopóki te elementy równowagi oraz rozdzielenie władzy sądowniczej od innych władz są zapewnione, fakt pełnienia przez posłów funkcji w rządzie nie jest zagrożeniem dla podziału i równowagi władz.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.