Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od redakcji: To już trzecia inicjatywa - żadna nie wyszła od strony rządowej – zwołania okrągłego stołu, aby rozwiązać kryzys w sprawie sądownictwa. W grudniu z inicjatywą wyszedł szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. Później m.in. na wniosek sędziów z apelem wystąpili prezesi Polskiej Akademii Nauk, proponując, aby okrągły stół działał pod auspicjami Akademii. Poniżej list marszałka Senatu prof. Tomasza Grodzkiego. Czekamy na Wasze opinie: listy@wyborcza.pl.

Do napisania tych kilku słów skłoniła mnie wypowiedź ministra sprawiedliwości pana Zbigniewa Ziobry lekceważąco odnoszącego się do fundamentalnych dla polskiego wymiaru sprawiedliwości ostatnich orzeczeń Sądu Najwyższego. Jeśli minister sprawiedliwości, mówiąc w skrócie, daje do zrozumienia, że ma za nic orzeczenia najważniejszego sądu w Polsce, a inny wiceminister wprost publicznie ogłasza, że ma w nosie 60 profesorów (w domyśle autorytetów prawniczych), to napawa to zdumieniem i przerażeniem. Jeśli dodać do tego agresywne wypowiedzi pana prezydenta Andrzeja Dudy na temat sędziów, to znaczy, że pogarda dla sądownictwa (jednego z filarów demokracji obok władzy wykonawczej – rządu i ustawodawczej – Sejmu i Senatu) osiągnęła poziom niemożliwy do zaakceptowania, który grozi anarchią i rozregulowaniem funkcjonowania państwa.

Wiedza o tym, że wymiar sprawiedliwości (tak jak ochronę zdrowia czy szkolnictwo) należy reformować, wydaje się powszechna. Ludzie oczekują skrócenia postępowań sądowych, niższych opłat, sędziowie - uwolnienia ich od wielu czynności administracyjnych, które mogą wykonać inni, a pracownicy administracyjni sądów - podwyżek ich rażąco niskich płac. Tymczasem kierunek tzw. reform sądownictwa obrany przez rząd i akceptowany przez prezydenta Dudę przypomina gaszenie pożaru benzyną.

W wymiarze sprawiedliwości pracuje ogromna rzesza znakomitych sędziów, prokuratorów, asesorów, sekretarzy i innych doświadczonych pracowników. Dają oni gwarancję bezstronnego procesu i wyroku, który zapadnie na sali sądowej, a nie za drzwiami gabinetów politycznych, jak to miało miejsce w czasach komunizmu. Nikt nie ma prawa dzielić sędziów na „naszych” i „waszych” – muszą pozostać niezawiśli, jeśli my jako kraj mamy pozostać w rodzinie wolnych demokracji zachodnich, a nie stoczyć się w objęcia wschodnich autorytarnych dyktatur. Każdy z nas musi mieć pewność, że jest równy wobec prawa, a nikt nie jest uprzywilejowany czy krzywdzony.

Prokuratorzy, którzy według prawa polskiego (a także rzymskiego) mają szukać dowodów winy, ale także dowodów niewinności, powinni mieć zapewnioną swobodę działania, a nie podlegać naciskom politycznym typu: „Macie człowieka, znajdźcie na niego paragraf”. Nie wolno ścigać zajadle jednych, a innych omijać czy oszczędzać – tak nie działa wymiar sprawiedliwości w demokratycznym społeczeństwie. Swoją drogą ostatnio zwrócił mi uwagę ważny polityk z demokratycznego kraju, że sytuacja, w której formalnie mamy prezydenta i premiera, a faktycznie rządzi szeregowy poseł, do demokracji ma się tak jak NRD do RFN.

Przykłady pogarszającej się sprawności wymiaru sprawiedliwości można mnożyć, ale ważniejsze jest, by szukać rozwiązań.

Reasumując, stan obecny wymaga szybkiego i sprawnego działania. Doceniam szlachetne wysiłki np. PAN w kwestii tzw. okrągłego stołu, ale stoję na stanowisku, że nikt nie zwolni polityków z obowiązku naprawy sytuacji. Senat RP według zawołania Andrzeja Frycza Modrzewskiego jest tym, „co inne władze do szlachetnych uczynków pobudza, od niecnych odwodzi, a emocje studzi...”. Na razie odwiedliśmy (choć tylko na parę dni) od niecnych uczynków, odrzucając ustawy sądowe zwane przez wielu „kagańcowymi”. Teraz czas ostudzić emocje i do szlachetnych uczynków pobudzić.

Siłami roboczej grupy senatorów i zaproszonych posłów, przy wsparciu ekspertów zewnętrznych i znakomitych młodych konstytucjonalistów z biura legislacyjnego Senatu został opracowany i przesłany do laski marszałkowskiej projekt ustawy o KRS, który nie tylko daje szansę na naprawę sytuacji, ale też jest zgodny z wymogami prawa międzynarodowego, które obowiązuje nas jako pełnoprawnych członków Unii Europejskiej – ze wszystkimi przywilejami, ale i obowiązkami. W tym miejscu warto wspomnieć, że zaostrzanie kursu wobec wymiaru sprawiedliwości przez rządzących realnie grozi utratą znaczących środków unijnych, których wypłata ma być uzależniona od przestrzegania praworządności, do czego w odniesieniu do naszego kraju – jak wiadomo – poważne zastrzeżenia mają Komisja Europejska i TSUE. Nie wolno do tego dopuścić, gdyż byłoby to dla Polski katastrofalne.

Ten projekt ustawy o KRS, który przechodzi w Senacie RP staranny proces legislacyjny przewidujący m.in. szerokie konsultacje społeczne, byłby dobrym zaczynem do dyskusji, jak przywrócić wymiar sprawiedliwości na właściwe tory i wypełnić obowiązujące nas standardy praworządności. Aby taka dyskusja miała jakikolwiek sens i nie pozostała jałowa, muszą w niej wziąć udział WSZYSCY liderzy partyjni, prezydent, premier, minister sprawiedliwości oraz marszałkowie Sejmu i Senatu.

Przypomnę, że w 1989 roku do stołu (to naprawdę nieistotne, okrągłego czy prostokątnego) siedli przedstawiciele reżimu i opozycji, którzy teoretycznie nie mieli najmniejszych szans na wypracowanie jakiegokolwiek rozwiązania. A jednak potrafili, a co więcej, wdrożyli te pomysły (nawet jeśli po latach ktoś je ocenia jako niedoskonałe) w życie, doprowadzając do pierwszych wolnych wyborów, na początek przynajmniej w odniesieniu do odrodzonego Senatu.

Wypełnili moralny obowiązek swojej generacji w niekończącej się sztafecie pokoleń. Teraz przed nami podobne wyzwanie. Sens takiego szerokiego spotkania będzie tylko wtedy, gdy WSZYSCY siądą do stołu. Inaczej to czysta strata czasu.

Jako marszałek Senatu oferuję sale senackie jako miejsce dialogu i próby wyjścia z tej dramatycznej sytuacji. Ale jeśli umówimy się, że ma to być Sejm, Pałac Prezydencki, kancelaria premiera czy jeszcze inne miejsce, to spotkamy się tam, gdzie zdecydujemy. Kluczem do ewentualnego sukcesu będzie udział WSZYSTKICH sił politycznych.

To jest moralny i polityczny obowiązek naszej generacji. Jeśli mu nie sprostamy, historia oceni nas bardzo surowo, a kraj stoczy się w otchłań anarchii, a tego – mam ciągle nadzieję – przy wszystkich dzielących nas różnicach nikt nie chce.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.