Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Niezmiernie mnie cieszy, że w mediach coraz częściej pojawia się temat emerytury. Być może dzięki temu przynajmniej trochę uda się złagodzić skutki katastrofy, która nas czeka. Niestety, przekazom medialnym brakuje jednej podstawowej cechy, która powoduje, że nie trafiają one do ludzi – konkretności. Mowa jest o średnich, „przeciętnym Kowalskim”, a przecież „u mnie” jakoś to będzie. Problem polega na tym, że ludzie dowiedzą się, jak będzie, gdy już będzie za późno, by sami mogli coś z tym zrobić.

Emerytura stała się elementem gry politycznej i pewnie w aktualnym parlamencie trudno będzie o szerszy konsensus w tej sprawie. Jest jednak pewien element, co do którego być może udałoby się uzyskać porozumienie, gdyż ludzie powinni być rzetelnie informowani o tym, czego mogą oczekiwać.

Wyobraźmy sobie, że coroczna komunikacja z ZUS zawierałaby informację niedotyczącą składek i uzbieranych pieniędzy, ale również przyszłej emerytury. Na jaką emeryturę już udało się mi zebrać (pomijając długość stażu pracy). Jaką emeryturę mógłbym uzbierać, gdybym w kolejnych latach odkładał tyle, ile w ostatnim roku. Jeżeli przejście na emeryturę może się odbywać w różnym wieku, to warto pokazać też, ile otrzymamy, gdy przejdziemy od razu na emeryturę, a ile otrzymamy, gdy przejdziemy później.

Ważne przy tym, by wartość emerytury już uzbierana nie tylko była kwotą szacowaną, ale też stanowiła gwarancję państwa co do już wypracowanej emerytury (która może być wyższa w przypadku późniejszego przejścia na emeryturę, gdyż krócej będzie wypłacana). Jeżeli przyjąć przy tym, że emerytura jest podawana w bieżącej wartości pieniądza, natomiast faktyczna kwota będzie waloryzowana przynajmniej o inflację, to taką gwarantowaną sumę można by było łatwo policzyć.

Im system emerytalny prostszy, tym lepszy

Jak? Można to zrobić, korzystając z tablic śmiertelności. Zresztą warto by było przy tym publicznie pokazać algorytm liczenia i wykorzystywane założenia tak, by każdy, krok po kroku, mógł sprawdzić wyliczenie. Być może wręcz ZUS mógłby w załączniku do korespondencji rozpisać krok po kroku, jak policzył tę gwarantowaną emeryturę. Nie trzeba do tego armii urzędników, tylko odpowiedniego programu.

Prawdopodobnie politycy różnych opcji będą mieć zupełnie odmienne zdanie co do winnego tego, że tak mało mamy oszczędności emerytalnych. Ale pierwszym krokiem, by faktycznie coś z tym zrobić, jest pokazanie ludziom, jak jest. A wprost wskazana przez ZUS wysokość emerytury zrobi to skuteczniej niż jakiekolwiek gadanie w mediach na ten temat.

Ludzie liczą, że kiedy płacą na ZUS, to państwo potem o nich zadba na emeryturze. A to niekoniecznie musi być prawda. Wydaje się, że są dwa główne scenariusze: emerytura oparta na transferach i emerytura oparta na kapitale.

Emerytura oparta na transferach

Nie ma w nim oszczędności, tylko transfery od płacących podatki przeznaczone dla emerytów. W końcu, zapewne w głębokim kryzysie, politycy powiedzą, że nie ma pieniędzy, składki na ZUS to w zasadzie podatki, a państwo może zapewnić tylko stałą kwotę emerytury socjalnej na przeżycie.

Wysokość tej stawki pewnie będzie przedmiotem gorących debat. Niestety, gdy emerytów będzie coraz więcej, nawet minimum socjalne może się okazać dużym obciążeniem dla pracujących.

Być może będzie to też zmierzch demokracji. Emeryci będą dysponować większością głosów, a politycy będą mamić „godną emeryturą”. Tymczasem młodzi, silni, słowem: pracujący, powiedzą, że mają „gdzieś” taki ustrój, który „strzyże ich jak owce” i że trzeba było samemu odkładać na emeryturę. Powiedzą, że teraz to jest ich czas na życie, a „zniedołężniali starcy” nie będą ich „doić” ani mówić im, co mają robić. To może nie brzmi tak strasznie, dopóki nie uświadomimy sobie, że to my będziemy wtedy tymi „starcami”.

Emerytura oparta na kapitale

Im dalej od katastrofy, tym większe możliwości wprowadzenia emerytury w pełni opartej na kapitale. Co stoi na przeszkodzie, by państwo wyemitowało obligacje skarbowe na podstawie zgromadzonych składek, przypisując je do kont emerytalnych? Co stoi na przeszkodzie, by w końcu zacząć traktować zaciągnięty dług emerytalny jak każdy inny dług? A emerytów jak innych inwestorów?

Owszem, na początku to może być szok, gdy okaże się, ile długu państwo ma w praktyce. Ale proszę się nie martwić – rynki finansowe sobie z tym poradzą, a i wartość obligacji skarbowych na rachunkach emerytalnych zawsze można będzie policzyć.

Co ciekawe, tego rodzaju inwestycje emerytalne mogłyby być w pełni obsługiwane przez państwo lub bank państwowy po bardzo niskich kosztach administracyjnych. W końcu nie trzeba tam jakiejś strategii inwestycyjnej, tylko prostej obsługi rachunków. Więc nie ma potrzeby, by jakiś inny podmiot musiał na tym zarabiać. Podobnie wygląda wypłata emerytur. Państwo spokojnie mogłoby przejąć tego rodzaju ubezpieczenie emerytalne, korzystając ze statystyk dotyczących przewidywań dotyczących długości ludzkiego życia. Bez potrzeby generowania zysku z tego rodzaju działalności.

Dlaczego państwo i obligacje skarbowe? Pewność emerytury jest ważniejsza niż poszukiwanie większego zysku (kosztem ryzyka straty). A jeżeli państwo nie zbankrutuje, nad czym jako wyborcy mamy bezpośrednią pieczę, to będą pieniądze na emerytury zgodnie z rentownością obligacji skarbowych.

Inne formy inwestycji, np. akcje, wymagają już zarządzania i tu być może nieodzowny byłby sektor prywatny. Sprawdzałyby się one jako dodatkowe elementy emerytury pod warunkiem zapewnienia emerytury podstawowej. Choć pewnie wciąż warto zachować możliwość przelania ich na państwowy rachunek emerytalny.

System kapitałowy ma pewne słabości, także w kontekście solidarności z mniej zarabiającymi. Ale to może warto rozwiązywać przez podatki i transfery z tych podatków, a nie przez system emerytalny.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.