Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Są w Polsce sprawy mniej ważne i ważniejsze. Do tych pierwszych należą tematy, które podejmujemy Biejat i ja. Do tych drugich - domniemana ciąża spowodowana przez Tymoteusza Szydłę, kto z kim pił w Magdalence i - last but not least - żeńskie końcówki.

Będę używać: "czytelników i czytelniczek" i "pracowników i pracownic", bo mogę. Przyjmie się, to się przyjmie. Nie przyjmie się, to szkoda. 

Na łamach "Wyborczej" odpowiedział Witold Gadomski w dość przewrotny sposób: Naprawdę uważacie, że możemy sobie pozwolić na luksus zajmowania się duperelami i problemami urojonymi?

Myli się totalnie Gadomski, że feministki żyją tylko problemem żeńskich końcówek. Na szczęście "Wyborcza" jest pięknie różnorodna - odpowiedziała z kolei Agnieszka Kublik.

W dyskusji nieobojętni pozostaliście Wy, nasze Czytelniczki i Czytelnicy. Jakie jest Wasze zdanie? Przeczytajcie i komentujcie!

***

Jestem, zdecydowanie jestem feministką. Dlatego zdziwiła mnie taka interpretacja tego problemu napisana przez feministkę: "Dlaczego 'męskie' ciągle wielu z nas, także kobietom, kojarzy się z czymś lepszym, poważniejszym, bardziej profesjonalnym? Dlaczego 'kobiece' oznacza 'podległe, opiekuńcze, służące', podczas gdy 'męskie' - 'zwierzchnie, sprawcze, naczelne'?".

Nie wiem, dlaczego pani tak uważa, to chyba jakieś ciągnące się kompleksy. Pora wyrosnąć! Ale to nie żeńskie końcówki sprawią cud, ale szacunek do siebie samej i przeświadczenie o swojej pozycji. Edukacja tych facetów, którzy wciąż nie wyrośli z patriarchatu też oczywiście. Doprawdy feminatywy są dzisiaj aż tak ważne, że najważniejsze?!

Trochę to śmieszne i egzaltowane, ale to czas pokaże, co język przyjmie, a czego nie. Profesorka się podoba? OK... A jak przywołana tu człowieczka?

Wciskanie ich na siłę jest... słabe. Pohukiwanie i tupanie też - to oznaka słabości. Dajcież spokój... Facetom żeńskie końcówki nie przeszkadzają (wojewoda, sędzia, poliglota).

Równouprawnienie jest najprzód w głowach!

willie1950 pod tekstem Agnieszki Kublik

  ***

A jaki jest w ogóle cel natarczywego używania w każdym zdaniu fraz w rodzaju: Polki i Polacy, posłowie i posłanki, nauczyciele i nauczycielki??? Co zwykły słuchacz, czytelnik ma przez to wiedzieć, czuć. Jak słucham tych wywiadów, to tylko uderza mnie namolne używanie tych zbitek wyrazowych, trochę odciąga od tego, co realnie chce przekazać słuchaczowi ta osoba. Co finalnie powoduje, że to, co jest główną treścią przekazu, jest mniej wyraziste. Osobiście obojętne mi, czy kobieta powie o sobie gościni czy gość, ale powtarzanie do znudzenia Polki i Polacy to już trochę tak jak 'przez 8 lat...'.

zbychld pod tekstem Adriany Rozwadowskiej

11.04.2019, Wrocław, przykład praktycznego zastosowania żeńskiej końcówki podczas manifestacji wspierającej strajk nauczycieli.11.04.2019, Wrocław, przykład praktycznego zastosowania żeńskiej końcówki podczas manifestacji wspierającej strajk nauczycieli. Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta

  ***

Nie, panie Gadomski. Jest dokładnie odwrotnie. Najbliższe zagrożenie nie czyha na nas w zbrojących się (ha ha ha) Niemcach czy Rosji (to oczywiście poważna sprawa) czy odległych Chinach. Jak nie zaczniemy głośno mówić o żeńskich końcówkach i niebezpiecznym zbliżaniu się do fizycznej przemocy wobec gejów i innych mniejszości, to zagrożenie będzie wypływać od nas samych. Wściekły język przemocy prowadzi wprost do naprawdę strasznych rzeczy. Nie za 50 lat, ale za chwilę. I to jest najważniejsze, bo gdy zaczną się akty przemocy z przyzwoleniem partii i Kościoła, to nic już tego nie zatrzyma.

art30000 pod tekstem Witolda Gadomskiego

  ***

Z tymi żeńskimi końcówkami jest trochę podobnie jak z przekleństwami. Gdy byłem małym chłopcem i powiedziałem "cholera", to dostałem od mamy w pupę (dziś pewnie dostałbym w "dupę"). Piszemy, mówimy, drukujemy, klnąc obrzydliwie i strasznie, i mnie to razi. No ale jestem dinozaurem.

Końcówki żeńskie popieram pod warunkiem, że nie są narzucane na siłę i żadna posłanka nie oskarży mnie o hejt, jak zwrócę się do niej: "pani poseł". Sądzę, pani redaktor, sorry redaktorko, że powoli przyjdzie czas i będziecie lingwistycznymi 100% paniami.

Nic na siłę.

majkdzeger pod tekstem Agnieszki Kublik

  *** 

No dobrze, ale są osoby nieidentyfikujące się z żadną płcią lub identyfikujące się z obiema. Jakich rodzajników powinniśmy używać w ich przypadku?

Pamiętam dyskusję z 2012 roku i choć rozumiem, iż rodzaj żeński stosowany w przypadku rzeczowników "tradycyjnie" używanych w rodzaju męskim jest wyrazem równouprawnienia, nadal uważam słowa w stylu "profesorka" lub "generałka" za językowe cudactwa. Wyobraźmy sobie wygraną pani Kidawy-Błońskiej w wyborach prezydenckich. Kompania honorowa wita ją słowami: CZOŁEM PANI PREZYDENTKO!!! Brzmi to sztucznie, komicznie, na siłę, prawie niegramatycznie.

Byczek pod tekstem Adriany Rozwadowskiej

***

Znakomity artykuł. O tym, co ważne, a co nie, decyduje pan Gadomski. Już to kiedyś przerabialiśmy: aborcja to potem, edukacja seksualna później, równość potem, bo gospodarka, głupcze! Już dziękuję Panu za ustalanie moich priorytetów. Zrobię to sama.

penceence pod tekstem Agnieszki Kublik

  ***

Amen. Z małą korektą: nagonka na 'ideologię LGBT' nie jest 'duperelami i problemami urojonymi', zwłaszcza dla ludzi, którzy właśnie dostali po mordzie od krzepkiego narodowca za niesłuszną orientację seksualną... to w gruncie rzeczy wciąż jedno i samo oblicze: prorosyjskiego, antyliberalnego nurtu sprzedawanego suwerenowi w pakiecie z 500+.

czerstwabuleczka pod tekstem Witolda Gadomskiego

  ***

Kwestia akceptacji dla końcówek żeńskich to wyłącznie czas. Kiedyś lekarka i nauczycielka brzmiały dziwnie, teraz nikt się tym nie ekscytuje. Tak samo będzie z ministrą czy tokarką. Nikt obecnie nie śmieje się z kierowniczki, że to mała kierownica, a nie kobieta będąca kierownikiem np. budowy czy sklepu. (…) Sens wynika ze zdania: Rozmawiałem z tokarką o dorobieniu kluczy pasujących do nowych śrub. Na razie może brzmi śmiesznie, ale za jakiś czas się przyjmie. (…) To wynika wyłącznie z osłuchania. Adwokatka używałam chyba od 30 lat, ale psycholożka dopiero od niedawna i już mnie nie razi. Za chwilę (parę lat) ministra, premiera czy premierka też się przyjmą albo nie - to żywy język. Sama na razie wolałabym być ministrem, premierem, posłem, adwokatką, lekarką. Panie promujące żeńskie końcówki powinny zrobić zestawienie zawodów z męskimi końcówkami i tam, gdzie są sprawdzone, akceptowane i używane formy dla kobiet dostawiać nowe zawody. Wtedy wszyscy zobaczą, że wychowawczyni już nie razi, ale naukowczyni potrzebuje trochę czasu

mnbv pod tekstem Adriany Rozwadowskiej

 ***

Dyskryminacja, pogardza na każdym kroku i poczucie wyższości wobec kobiet to według Autora duperela i problem urojony? Z pewnością nie. No więc niech raczy sobie uświadomić, że głęboko zakorzeniony w naszej kulturze (?) patriarchalizm ma swoją kotwicę w języku.

Jakimś cudem formy żeńskie, te ładne, delikatne i poprawne, są zdrobnieniami.

Póki kobiety określa się przez zdrobnienia, nie będą równie poważnie traktowane jak mężczyźni, także przez kobiety.

Uważam, że trzeba zrobić krzywdę naszemu pięknemu językowi i zbrzydzić go, jeśli taka jest cena za szansę na uczciwe traktowanie kobiet i mężczyzn.

Tales pod tekstem Witolda Gadomskiego

  ***

To prawda, że język mówiony jest żywym tworem, który się zmienia. Zmiany językowe odzwierciedlają zmiany, są elementem postępu. Jednak język to także reguły, które są stałe, powszechnie akceptowane i które opierają się przesadnym zmianom. Język to także liczne ograniczenia.

Próbując tworzyć nowy rzeczownik dla zawodów kobiet, zauważamy, że końcówki żeńskie rzeczowników albo są "zajęte" (tokarka to nazwa maszyny), albo nie brzmią dobrze (ministra to dopełniacz od słowa minister). Albo brzmią po prostu dziwacznie, jak np. adiunktka, premierka. Ponadto wiele osób uważa, że nowe słowa obniżają rangę zawodu i wolą używać rodzaju męskiego, mówiąc przykładowo "pani Iksińska, profesor doktor habilitowany" (nie profesorka), albo "pani Zetowska, prezes Rady Ministrów" (nie prezeska).

Jak w takiej sytuacji ma się zachowywać gazeta o ogólnopolskim zasięgu. Promować "nowe słowa" czy używać "starych". Uważam, że przede wszystkim powinno się stosować istniejące i akceptowane reguły gramatyczne. (…).

Krótko mówiąc, bardzo bym chciał czytać moją gazetę, która stosuje się do obowiązujących norm językowych, opisanych akceptowanymi regułami gramatycznymi, o których uczą się dzieci w szkołach.

Ma rację autorka artykułu i w pełni się z nią zgadzam – nie poprzez nowotwory językowe kreuje się nowe normy i zachowania społeczne, ale przez promowanie ich i opisywanie językiem zgodnym z zasadami gramatyki.

Portenio pod tekstem Adriany Rozwadowskiej

  ***

Po prostu używajmy żeńskich końcówek i zakończmy wreszcie tę debatę. Temat co jakiś czas wraca od lat. Jest to już nudne. Część ludzi nie chce używać, to niech nie używa. Jeszcze niedawno dziwne się wydawało mówienie "Polki i Polacy", ale dzięki temu, że PiS powtórzył to tysiąc razy, już się wszyscy przyzwyczaili.

lukasz_ls pod tekstem Adriany Rozwadowskiej
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.