Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Klaudia Jachira, rocznik 1988, jest kandydatką Koalicji Obywatelskiej do Sejmu (nr 13 na warszawskiej liście KO). Absolwentka wydziału lalkarskiego PWST w Krakowie, filii we Wrocławiu.

Występowała m.in z kukłą Jarosława Kaczyńskiego. Jedno ze swoich wyborczych spotkań rozpoczęła od słów: "W imię ojca i syna i brata bliźniaka". Potem zapowiadała fikcyjny program: "22 zacznie się na żywo blok ekshumacyjny oraz quiz 'czyja to kończyna?'”. Nagranie opublikowała „Gazeta Polska”.

Jachirę krytykują nie tylko politycy prawicy. Lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zaapelował do KO o wycofanie dla niej poparcia. Szef kancelarii premiera Michał Dworczyk (PiS) zwrócił się do liderów Koalicji Obywatelskiej o usunięcie Klaudii Jachiry z listy kandydatów do Sejmu. 

Małgorzata Domagała: Czy pozwie pani Jana Pietrzaka za to, że w czwartek rano na antenie TVP Info nazwał panią "jakąś Zdzirą"?

Klaudia Jachira: Tak, mój prawnik już nad tym pracuje.

Ale przecież pani sama często używa ostrego języka.

- Używam języka adekwatnego do zachowań obecnej władzy, ale nigdy w stosunku do innych osób nie używałam słów uznawanych za wulgarne.

W czwartek po południu TVP Info poinformowało, że Klaudia Jachira zagrała w propagandowym rosyjskim filmie o Armii Czerwonej ratującej polskie dzieci. Zagrała pani?

- Miałam niemy epizod polskiej zakonnicy w rosyjskim filmie "Jednoczka". Nigdy tego filmu nie widziałam, więc nawet nie wiem, czy mnie z niego wycięli, czy nie. Zadzwonił do mnie agent z propozycją. Zgodziłam się. Jestem aktorką. Granie w filmach to mój zawód. To było jakieś cztery, pięć lat temu. Pamiętam, że reżyser poszedł nam, polskim aktorkom, wtedy na rękę i umieścił nasze nazwiska w napisach końcowych, abym mogła wpisać ten epizod do dossier.

 Wyjaśnijmy sprawę z hasłem „Bób, hummus, włoszczyzna".

- W ubiegły piątek brałam udział w Młodzieżowym Strajku Klimatycznym w Warszawie. Pod Sejmem dwie dziewczyny z transparentem o tej właśnie treści postanowiły się sfotografować pod pomnikiem Armii Krajowej z napisem: "Bóg, Honor, Ojczyzna". Uznały, że to taka gra słów. Zapytały, czy chcę być z nimi na tym zdjęciu. To działo się spontanicznie.

Podczas Młodzieżowego Strajku Klimatycznego ja i mój sztab nie agitowaliśmy wcale. Po prostu jestem zachwycona tym, że młodzi ludzie go zorganizowali, i chciałam być jego częścią jako ich nieco starsza koleżanka. Zdjęcie z napisem "Bób, hummus, włoszczyzna" wrzuciłam na swojego Facebooka jako dokumentację z MSK. Tyle.

Gdybym wiedziała, że to wywoła aż taka aferę, absolutnie nie wrzuciłabym tego zdjęcia. Ale piekło się rozpętało.

Dostaje pani groźby?

- Jest hejt: „Jachira, won", „Powinnaś się zastrzelić". Dwa dni temu dostałam wiadomość, że mam 45 godzin na wycofanie się z kampaniij, bo inaczej „mafia wałbrzyska cię zaszczeli". Mam zamiar to zgłosić na policję. Żeby była jasność. Ja przeprosiłam za to zdjęcie. Jeżeli dla kogoś to jest nie do zaakceptowania, to ja nie mam problemu, by za coś przeprosić. Mam szacunek dla osób, które walczyły w powstaniu, mam szacunek do bohaterów wojennych, którzy walczyli o naszą Ojczyznę.

Z drugiej strony mam wielki podziw teraz dla tych młodych ludzi, którzy walczą o wyzwania naszych czasów. Sprawy ekologii będą kluczowe w I poł. XXI w i to też są dla mnie bohaterowie. Szkoda, że takie piekło nie rozpętuje się za każdym razem i prawa strona milczy, kiedy neonaziści i nacjonaliści idą ze sztandarami: "Bóg, Honor, Ojczyzna", a obrażają Żydów, gejów.

Jest pani youtuberką, stand-uperką. Po co aż tak mocno kontrowersyjne słowa w pani wystąpieniach jak „parówki smoleńskie"?

- To jest satyra, a ona rządzi się swoimi prawami. Język satyry jest ostry, wyrazisty, są riposty, satyra operuje ironią. Każdy, kto ma dystans do siebie czy do danej sytuacji, rozumie to. Uważam, że Gombrowicz też byłby teraz hejtowany, gdyby robił to, co robił. Próbował uczyć dystansu do nas samych.

Chciałabym zaznaczyć, że w żadnej z moich satyr nigdy nie obrażam ludzi, lecz piętnuję pewne zachowania. Jeśli mówi pani o „smoleńskich parówkach”, to absolutnie nie mam na celu obrazić ofiary czy ich rodziny, tylko piętnować hipokryzję partii rządzącej, pokazać, jak oni wykorzystują instrumentalnie tę straszną tragedię. Wykorzystali ją, by nakręcać spiralę nienawiści. Na to nie ma mojej zgody.

Czwartkowe "Wiadomości" TVP zacytowały pani performance: "Wiecie, ile jest w Polsce osób z zaburzeniami psychicznymi? 6 mln. Sporo, nie? A wiecie, ile osób głosowało na PiS w ostatnich wyborach? 5 mln 711 tys. 686 osób. Ja nic nie mówię. Liczby mówią same za siebie". Nie czuje pani, że tu przekroczyła granice?

- Nie czuję. To nie miało na celu obrażać chorych psychicznie, sama prowadzę zajęcia z osobami z problemami psychicznymi. Zwolennicy PiS mają tendencję do teorii spiskowych - i to jest dla mnie dziwna tendencja.

Są dla pani tematy tabu, z których pani się nie śmieje?

- Zadaniem aktora, artysty jest przełamywanie tematów tabu i mówienie prawdy po prostu. Czasem ostrymi słowami, ale też adekwatnie do tego, co robi obecna władza, jak ona się zachowuje, jaka jest bezkarna w swoich działaniach. Proszę zobaczyć, że oni już niczego się nie boją. Uważam więc, że moja satyra jest dosyć grzeczna i przyzwoita na to wszystko, co się dzieje.

Zamierza pani zrezygnować z kandydowania do Sejmu z list KO, czego chciałaby szefowa Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer?

- Absolutnie nie. Robię swoje. Głęboko wierzę, że po wyborach władza się zmieni. Idę do Sejmu także dlatego, bo chciałabym, aby zostały rozliczone wszystkie afery rządu PiS. Ekologia, nowoczesna edukacja to są sprawy, które leżą mi na sercu, i chcę o nie powalczyć.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.