Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Czy kościół na Rynku Wieluńskim zmienił patrona i zamiast Pana Jezusa Konającego jest teraz pod wezwaniem komitetu wyborczego PiS? – pyta czytelnik w liście do częstochowskiej „Wyborczej”.
Zawisły tam banery z podobiznami kandydatów na posła i senatora z tej partii Szymona Giżyńskiego i Artura Warzochy.



Plakat Giżyńskiego umieszczony był również na płocie kapliczki św. Anny przy ul. św. Rocha na Grabówce, reklamy dwóch innych kandydatów zawieszono na ogrodzeniu kościoła św. Teresy.



W Rzeszowie rekordzistą jest parafia pw. Matki Boskiej Saletyńskiej – osiem banerów wyborczych zawisło na ogrodzeniu domu zakonnego. Wszyscy kandydaci są z Prawa i Sprawiedliwości, m.in. posłowie Krystyna Wróblewska i Mieczysław Miazga oraz wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł.

Plakat wyborczy kandydata PiS do Sejmu Marcina Fijołka zawisł także na plebanii rzeszowskiego kościoła pw. Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. – Tutejszy proboszcz od lat agituje na rzecz PiS, robi to podczas mszy św., na kazaniach, a teraz banery – mówi „Wyborczej” mieszkanka sąsiadującego z kościołem osiedla.

W Białymstoku na ogrodzeniach wokół kościoła św. Rocha banery zachęcały do głosowania na radnego Mariusza Gromkę, również kandydata PiS. Zgodę na ich zawieszenie na przykościelnych ogrodzeniach wydał proboszcz.



Kandydat przyznaje, że była do doskonała lokalizacja. – Kieruję swoją kampanię do całego elektoratu prawicowego, w tym do mieszkańców wyznania katolickiego. I jeśli z takiego punktu widzenia patrzeć na moją reklamę w tym miejscu, to faktycznie liczę na wsparcie Kościoła i jego wiernych – tłumaczył „Wyborczej”.

Czarnecki przy ołtarzu, Pawłowicz w oratorium

W niedzielę 8 września w Jedlińsku koło Radomia obchodzono powiatowe dożynki. Rozpoczęły się mszą w miejscowym kościele pw. Świętych apostołów Piotra i Andrzeja. W trakcie mszy, po komunii, do mikrofonu podszedł Marek Suski, szef gabinetu politycznego premiera i jedynka na radomskiej liście PiS. Przeczytał list od Mateusza Morawieckiego.


W kościele byli również posłowie opozycji, którzy po wystąpieniu Suskiego wyszli. – Byłem przekonany, że list będzie po prostu odezwą do rolników. Ale się okazało, że poseł Suski czyta list propagandowy: mamy
taki świetny rząd. Po prostu sprawozdanie z działalności premiera wprost z ołtarza. Z mszy zrobił się wiec polityczny, a przecież nie po to chodzę do kościoła – opowiada Leszek Ruszczyk, poseł PO i kandydat Koalicji Obywatelskiej do Sejmu z Radomia.

Ryszard Czarnecki pod koniec sierpnia przemawiał z mównicy przy ołtarzu do wiernych na Dolnym Śląsku.

„Wczoraj wieczorem jeszcze Wiązów, dziś już przed południem Kamieniec Wrocławski, gmina Czernica, powiat Wrocław. Dożynki parafialne i misterium chleba. Nie pierwszy raz tu byłem i nie ostatni. Dziękuję za serdeczne przyjęcie, rozmowy i staropolską gościnność” – pochwalił się na Twitterze.

Później przyznał, że o zabranie głosu poprosił go proboszcz.


Były wiceminister obrony narodowej Bartosz Kownacki w ostatnią sobotę agitował w Bydgoszczy. Miejsce: oratorium przy kościele Jezuitów. Na wprost słuchaczy na ścianie wielki krzyż i obraz z wizerunkiem Jana
Pawła II w objęciach Maryi.

– Mija osiem lat, kiedy w tym miejscu po raz pierwszy z państwem się spotkałem – zaczyna polityk. – Kolejne wybory 13 października, będę prosić o państwa głos, wsparcie, także duchowe – dodaje, po czym zapowiada gościa specjalnego – posłankę PiS Krystynę Pawłowicz.

Staje obok krzyża i mówi o nowej konstytucji dla „wolnej Polski”. – Jeśli chcemy umocnić Polskę i w przyszłości uniemożliwić różnego rodzaju lewackim inicjatywom, które ich sędziowie dowolnie interpretują lub wprost nie stosują konstytucji, trzeba ją doprecyzować, napisać.

Musi być doprecyzowana rola samorządu terytorialnego, który opozycja opanowała, czyli enklawy ataku antypolskiego: Warszawa, Gdańsk, Bydgoszcz, Poznań, Łódź i tak dalej. To trzeba skończyć. Trzeba im pokazać ich miejsce – stwierdza. – Obywatele wybiorą albo wolną Polskę, albo Holandię, w której „już zabijają ludzi wbrew ich woli” [chodzi o eutanazję] – mówi na koniec.

Spotkania pisowskich kandydatów organizowane są również pod szyldem inicjatywy „SOS dla polskiej rodziny”, która „stawia sobie za cel ochronę rodzin i dzieci przez ideologią gender i jej skutkami”. O spotkaniach informuje regularnie strona internetowa Radia Maryja.

„Traf chciał, że poprosili kandydaci z PiS”

Ksiądz Wojciech Bober, proboszcz parafii saletyńskiej w Rzeszowie, twierdzi, że rozważyłby propozycję każdej partii, która zgłosiłaby się z prośbą o wywieszenie plakatu. Ale „traf chciał”, że przyszli do niego
politycy PiS. – Użyczyłem im ogrodzenia na zasadzie dobrej woli, bez żadnej opłaty czy ofiary – mówi ks. Bober.

A to niezgodne z prawem. Kodeks wyborczy mówi, że w przypadku obiektów kościelnych wywieszanie banerów jest odpłatne. Jeśli parafia udostępnia komitetowi wyborczemu swój płot czy tablicę za darmo, może zostać za to ukarana grzywną.

Kurie nie mają przepisów, które regulowałyby umieszczanie treści politycznych. Ale rzecznik rzeszowskiej kurii diecezjalnej ks. Tomasz Nawak mówi, że agitacja w kościołach jest sprzeczna m.in. z konstytucją duszpasterską o Kościele w świecie współczesnym Soboru Watykańskiego II.

Przed majowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego prymas Polski abp Wojciech Polak oświadczył: „Plakaty wyborcze na kościołach nie powinny być wieszane”.

W tej kampanii głos zabrał rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik. – Zgodnie z prawem kościelnym ambona jest miejscem głoszenia Ewangelii i przekazywania nauczania Kościoła katolickiego. Wykorzystywanie jej do innych celów jest nadużyciem – stwierdził.

Pytania o banery kierowane do księży przez dziennikarzy albo kontrkandydatów z innych partii powodowały, że reklamy z kościelnych ogrodzeń niekiedy znikały.

W niektórych przypadkach interweniowali kuria albo urzędnicy. W Białymstoku banery zniknęły, bo się okazało, że kandydaci nie mieli na ich wywieszenie zgody od podlaskiej wojewódzkiej konserwator zabytków, a kościół i jego ogrodzenie wpisane są do rejestru zabytków.

Z płotu wokół kościoła w Dębicy plakat kandydatki PiS Ewy Leniart zniknął po tym, jak kandydujący z listy KO Jakub Karyś pojechał do proboszcza i zapytał, czy on również może powiesić swój plakat. Ksiądz powiedział, że nic o banerze Leniart nie wie. Dziś jej plakat już nie wisi.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.