Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Aza ze swoim synem Adamem może być deportowana z Polski do Czeczenii, o czym możesz przeczytać pod tym linkiem. Jej przyjaciele postanowili napisać petycję do ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Kamińskiego, aby ją przed tym uchronić. To Kamińskiemu podlega Urząd ds. Cudzoziemców. Inicjatorzy petycji wciąż zbierają pod nią podpisy. Proszą czytelników „Wyborczej” o wsparcie dla tej akcji i rozpowszechnianie jej w mediach społecznościowych. To wspaniali ludzie, wolontariusze, którzy pomagają uchodźcom, poświęcając swój czas i pieniądze.

Aza żyje w strachu i niepewności. Powrót do Czeczenii może się skończyć dla niej nieszczęściem. W „Wyborczej” opisaliśmy jej historię. Dlaczego ta grupa ludzi zdecydowała się stanąć w obronie właśnie tej kobiety? To samotna matka z dzieckiem, wyklęta przez swoją rodzinę. Nie ma dokąd pójść. W swoim ojczystym kraju była torturowana przez ludzi Kadyrowa. Do dziś ma na nogach blizny. Przyjaciele Azy poprosili nas o pomoc, bo Czeczenka potrzebuje psychicznego wsparcia. Dlatego informujemy o tej akcji.

Aza w Polsce też musiała się zmierzyć z nienawiścią i rasizmem. Gdy była jeszcze w ośrodku dla cudzoziemców, odprowadzała codziennie Adama do szkoły. Na drodze spotkali mężczyznę, który im groził śmiercią i ich opluł. 18 kwietnia 2018 roku podjechał na rowerze i przystawił Azie nóż do gardła. Adam bał się potem tak bardzo, że nie mógł wieczorem zasnąć. Sprawa znalazła się na policji, a potem w prokuraturze. Po pewnym czasie agresor Tomasz Jerzy G. zostaje skazany w procesie, w którym Aza jest pokrzywdzoną.

Adam też musi się mierzyć z problemami w szkole. Zdarzyło się, że koledzy go zwymyślali, a potem przybiegli za nim do jego mieszkania, by go pobić. Chcieli wybić okna. Sąsiadka osłoniła go własnym ciałem. Ale nie wszystko da się zwalić na uprzedzenia i okrucieństwo dzieci. Zresztą taka jest opinia psycholożki, która badała chłopca. Zaobserwowała u niego tiki, stany lękowe, zbyt ostre reakcje na różne bodźce, co utrudnia mu funkcjonowanie w klasie. Z opinii wynika, że Adam wymaga  długotrwałej terapii. Aza także. Ich przyjaciele starają się im to zapewnić. Ale kluczowe jest poczucie stabilizacji i pewność, że mogą planować swoją przyszłość w Polsce.

Adam spędzał wakacje z moją rodziną. To wesoły rozrabiaka. Ale gdy siadłam z nim w Gazeta Cafe, by wypytać go o przeszłość, stał się nagle kimś innym. To nie był ten Adam z wakacji. Siedział skulony, odpowiadał niechętnie. A przecież mnie znał, nie jestem dla niego kimś kompletnie obcym. Ale wtedy właśnie wychodzi z niego cały strach przed deportacją i powrotem do czeczeńskiej rodziny.

Przyjaciele Azy wierzą, że petycja i akcja społeczna sprawią, że urzędnicy spojrzą na jej sprawę na nowo i uda się ją uchronić przed deportacją. A presja społeczna będzie w tym bardzo pomocna.

Podpisz petycję: Nie dla deportacji Azy Abdulkhadzhievej i jej syna

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.