Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nic dziwnego, że część rodziców niepokoi się, że ich pociechy będą miały w nowym roku szkolnym „zajęcia z masturbacji”, zapominając, że służą one przede wszystkim zdrowiu i bezpieczeństwu dzieci. A gdyby tak wszystko zorganizować zgodnie ze standardami WHO?

W lutym prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski podpisał deklarację LGBT+, manifest otwartości wobec osób o odmiennej orientacji seksualnej. Zakłada ona m.in. wyznaczenie w szkołach podstawowych i średnich nauczycieli wspierających w razie potrzeby uczniów LGBT+ i wprowadzenie edukacji antydyskryminacyjnej i seksualnej na podstawie standardów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

Miesiąc później na konwencji PiS w Rzeszowie przed wyborami do europarlamentu Jarosław Kaczyński ogłosił: „Mamy wielkie zagrożenie (...) atak na rodzinę (...). Ma być zastosowana specyficzna socjotechnika. W jej centrum jest bardzo wczesna seksualizacja dzieci. Nie mogłem w to uwierzyć, dopóki nie przeczytałem. To się ma zacząć w okresie 0-4 lata. Przez cały czas ma być kwestionowana naturalna tożsamość chłopców i dziewczynek. Cały mechanizm przygotowania dzieci do przyszłej roli matki i ojca ma być zniszczony”. Chodziło właśnie o standardy WHO.

Kaczyński, PiS, biskupi i Ordo Iuris skupili się na dwóch stronach przygotowanego przez ekspertów 68-stronicowego dokumentu: cytują wyrwane z kontekstu zdania z matrycy zagadnień dotyczących rozwoju dzieci w wieku 0-4 lata. Bulwersuje ich np. fragment, by nauczyciel przekazał informacje na temat „radości i przyjemności z dotykania własnego ciała, masturbacji w okresie wstępnego dzieciństwa”.

Nie zwracają jednak uwagi na to, że „przekaż informacje” nie oznacza „naucz dziecko”. Wiele dzieci w tym wieku ma naturalną potrzebę poznawania swojego ciała bez seksualnych podtekstów, żadna nauka im do tego niepotrzebna. Nauczyciel – zgodnie z propozycjami zawartymi w matrycy – mógłby dzieci w tym wieku uczyć nie technik masturbacji, ale „wyrażania własnych potrzeb, życzeń i granic, np. w kontekście zabawy w lekarza ” oraz „pozytywnego nastawienia do własnego ciała”. Szczególnie wyznaczanie granic wydaje się ważną nauką na całe życie, przydatną od najmłodszych lat.

Nauczyciel mógłby tego uczyć, ale wytyczne nie zakładają, że musi to robić. Bo matryca – jak podkreślają autorzy publikacji – nie jest obowiązkowa: „Stanowi ramę, na podstawie której nauczyciele mogą wybrać tematy szczególnie interesujące daną grupę osób”. Poza tym w Polsce nie ma mowy o wprowadzeniu zajęć edukacji seksualnej w przedszkolach. Jest jasne, że nie zgodzą się na to rodzice, politycy ani księża, którzy pomijają całą pierwszą część dokumentu opisującą kilkudziesięcioletnie doświadczenia we wprowadzaniu edukacji seksualnej w Europie. Eksperci podkreślają, że powinna ona powstawać z uwzględnieniem kultury danego kraju, w ścisłej współpracy z rodzicami i organizacjami religijnymi.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Standardy edukacji seksualnej w Europie. Podstawowe zalecenia dla decydentów oraz specjalistów zajmujących się edukacją i zdrowiem

Zacytujmy jedną z kluczowych rekomendacji ekspertów WHO:

„Edukacja seksualna zakłada ścisłą współpracę z rodzicami i społeczeństwem w celu stworzenia przyjaznego środowiska. Rodzice są zaangażowani w prowadzoną w szkole edukację seksualną, co oznacza, iż są poinformowani wcześniej o jej rozpoczęciu. Daje im to możliwość wyrażania życzeń oraz zastrzeżeń. Szkoła i rodzice nawzajem wspierają się w procesie ciągłego wychowania seksualnego. Korzystna jest również współpraca z innymi osobami i instytucjami mającymi istotne znaczenie w procesie edukacji seksualnej (społeczne i kościelne organizacje młodzieżowe, opieka społeczna, usługi zdrowotne i doradztwo, grupy religijne)”.

Zamiast więc straszyć atakiem na rodzinę, należałoby usiąść do stołu i określić wspólnie, czego warto uczyć dzieci, a co nie jest im potrzebne. Plan minimum, od którego można by zacząć, taki ponad wszelkimi światopoglądowymi różnicami, to wyczulenie dzieci na zły dotyk, żeby nikt nie mógł wykorzystać ich niewinności i nieświadomości. To leży we wspólnym interesie dzieci, rodziców, polityków i Kościoła. Prawda?

Edukacja seksualna wg standardów WHO:

1. Powinna być dostosowana do wieku, stopnia rozwoju młodych osób i zdolności rozumienia, a także do kultury, z jakiej się wywodzą, uwzględniając społeczno-kulturową tożsamość płci. Powinna też odnosić się do rzeczywistej sytuacji, w jakiej żyją młodzi ludzie.
2. Oparta jest na prawach człowieka (seksualnych i reprodukcyjnych).
3. Oparta jest na koncepcji holistycznie rozumianego dobrostanu, w tym zdrowia.
4. Jest trwale oparta na równości płci, samostanowieniu i akceptacji różnorodności.
5. Rozpoczyna się w momencie narodzin.
6. Należy ją rozumieć jako wkład w kierunku sprawiedliwego i samostanowiącego społeczeństwa, zarówno w odniesieniu do jednostek, jak i wspólnoty.
7. Oparta jest na aktualnych/sprawdzonych informacjach naukowych.

Co poniedziałek cała prawda o edukacji w Polsce. Zapisz się na newsletter

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.