Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Żenia Aleksandrowa - edukatorka seksualna, wolontariuszka Grupy Ponton

Magdalena Warchala: Biskupi zaapelowali z Jasnej Góry, żeby rodzice nie godzili się na deprawację dzieci i by sprzeciwiali się zajęciom z edukacji seksualnej w szkołach.

Żenia Aleksandrowa: Po pierwsze, w polskich szkołach nie ma edukacji seksualnej, tylko wychowanie do życia w rodzinie – to dwie różne rzeczy. Po drugie, rzetelna edukacja seksualna powinna być wprowadzona na tyle wcześnie, aby wyprzedzać proces dojrzewania, przygotowywać do niego uczniów, by nie byli zaskoczeni tym, co dzieje się z ich ciałem i emocjami podkręconymi przez hormony. Rodzice niechętnie rozmawiają z dziećmi o tych sprawach. Nie potrafią, bo ich rodzice też z nimi o tym nie rozmawiali. Tyle że kiedyś nie było internetu, z którego młodzież czerpie większość wiedzy o dojrzewaniu i seksualności. Niestety, tych informacji jest tak dużo, że trudno im zweryfikować, co jest prawdą, a co mitem. Na lekcji można rozwiać wszelkie niejasności.

Jak wygląda taka lekcja?

– Rozmawiamy o ciele, dojrzewaniu, zdrowiu, także o infekcjach przenoszonych drogą płciową. O tym, jak przebiega cykl miesięczny.

Często zajęcia o fizjologii chłopców i dziewczyn prowadzone są z podziałem na grupy. Niesłusznie, bo później dorośli mężczyźni uważają miesiączkę za coś obrzydliwego, wstydzą się kupić podpaski czy tampony dla partnerki. Po co robić z czegoś naturalnego sensację?

Mówimy też dużo o emocjach towarzyszących dojrzewaniu. O granicach, których innym nie wolno przekraczać.

Udział w lekcjach pomaga chronić się przed molestowaniem? Ofiary mówią często, że nie wiedziały, co robi im oprawca.

– Przeprowadziłam w całej Polsce kilkadziesiąt warsztatów na temat gwałtu. Bardzo często młodzież, ale również dorośli, nie potrafili zdefiniować, czym on jest. Uważali, że to penetracja bez zgody drugiej osoby. Ale gwałtem może być każda forma kontaktu z intencją seksualną, na którą druga osoba nie wyraża zgody – całowanie, dotykanie. Nie będąc tego świadomym, młodzież często nie potrafi powiedzieć „stop” we właściwym momencie.

Zwłaszcza że jest przeseksualizowana: pobudzające treści są w filmach, na billboardach, w reklamach. Młodzież odbiera je jako element codzienności. Do tego dochodzi presja rówieśnicza, że już czas na „pierwszy raz”. Prowadzone na świecie badania pokazują, że im wcześniej uczniowie objęci zostali edukacją seksualną i im była ona na lepszym poziomie, tym później decydują się na inicjację. Takie nastolatki wiedzą, że z seksem wiąże się nie tylko przyjemność, ale też konsekwencje.

Mówimy także sporo o różnorodności płciowej i tożsamości seksualnej, czyli o tym, że są różne orientacje i nie ma w tym nic nienaturalnego.

Ostatnie miesiące pokazały, że to temat bardzo potrzebny.

– Młodzież reaguje na te kwestie bardzo emocjonalnie. Wielu uczniów wynosi z domu negatywny stosunek do środowiska LGBT. Dlatego tak ważne jest, by mówić o tym w szkole i stwarzać bezpieczną przestrzeń dla nieheteroseksualnych nastolatków, którzy czują się samotni i przerażeni. W czasie lekcji mówimy, że orientacja psychoseksualna w okresie dojrzewania dopiero się kształtuje. Oczywiście są osoby, które mają ją jasno zdefiniowaną wcześniej, ale są także takie, które nagle zaczyna pociągać osoba tej samej płci. Wpadają w panikę, nie wiedzą, kim są. Być może są homoseksualne, a być może to tylko chwilowe zauroczenie, całkiem naturalne w okresie dojrzewania.

Co poniedziałek cała prawda o edukacji w Polsce. Zapisz się na newsletter

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.