Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wyborcza to Wy! Piszcie: listy@wyborcza.pl

Kulminacja efektów reformy minister Anny Zalewskiej i lata zaniedbań oświaty rządów PO-PSL zbiega się z jesiennymi wyborami do parlamentu. Ponad 700 tysięcy młodych ludzi może być sfrustrowanych przepełnionymi klasami, dwuzmianowym system nauczania, zmęczonymi nauczycielami lub brakami kadrowymi w pokoju nauczycielskim. Obawę o taki stan rzeczy dzielą ich rodzice i opiekunowie. Pytanie kluczowe jest takie: czy niezadowoleni z sytuacji w szkołach pójdą na wybory?

Już dawno edukacja nie rozgrzewała tak opinii publicznej jak teraz. Pomimo sezonu wakacyjnego co chwilę spływały informacje o tym, jak tysiące uczniów muszą się pożegnać z wymarzonymi przez siebie szkołami, bo zwyczajnie nie ma dla nich miejsca. Zamieszanie wokół tzw. podwójnego rocznika, czyli spotkania dawnych gimnazjalistów z absolwentami ósmych klas, skrzętnie wykorzystuje opozycja, która nie jest bez winy w tej kwestii. Parę miesięcy temu opinię rozgrzewał strajk nauczycieli. Mało kto jednak pamięta, że zła sytuacja kadry pedagogicznej w polskich szkołach jest wypadkową wielu lat lekceważenia tej grupy zawodowej przez koalicję PO-PSL. Znów kartę pt. „Edukacja” wykorzystuje się jedynie w sytuacjach newralgicznych. Szkoda.

Od wielu lat analizuję, badam i sprawdzam wśród uczniów i nauczycieli w całej Polsce, jaki jest stan polskiego systemu edukacji, i spośród wielu rzeczy, które mają ogromne znaczenie, widzę, że polityków tak naprawdę nie zajmuje edukacja. Dzieli nas mur. Ten mur zdaje się przebiegać wzdłuż linii demarkacyjnej „Co się politycznie opłaca?”. Odpowiedź brzmi, niestety, niekorzystnie dla społeczeństwa – edukacja nie jest priorytetem na żadnej wyborczej liście. Nie jest nawet w pierwszej trójce niczyjej szóstki. Szkoda, że polska szkoła, która powinna być postrzegana jako inwestycja w kolejne pokolenia, schodzi na dalszy plan wobec bieżących transferów politycznych.

Świata za dzielącym nas murem nie widać wyraźnie. Nasz świat - uczniów, nauczycieli, dyrektorów szkół, pracowników oświaty, społeczników zajmujących się od lat edukacją - jest światem merytorycznym, zasilanym rozmowami o siłach napędowych Polski, a także inwestycji w gospodarczy rozwój kraju, dopasowaniu absolwentów do rynku pracy i szczęśliwym życiu kolejnych pokoleń. Świat polityki to dyskusje o tym, co jest tu i teraz, żeby „posprzątać to, co niepozamiatane”.

To wyraźnie widać w programach wyborczych, które w większości podkreślają, że „uspokoją sytuację po poprzednikach”. Przykra konstatacja jest taka, że jesienna kampania w kontekście edukacji będzie się de facto sprowadzać do „pałowania reformy instytucjonalnej” lub holenderskiej giełdy podwyżek nauczycieli pt. „Kto da więcej?”. Niestety, nie przyniesie nam żadnych poważnych deklaracji, jak ten system, który co roku wypuszcza prawie 250 tys. młodych ludzi ma ich przygotować do zautomatyzowanego rynku pracy, do pracy grupowej, do ciągłego przekwalifikowania się, do bycia przedsiębiorczym, do trudnych sytuacji życiowych, podczas których próbie poddawana jest wrażliwość społeczna i psychiczna wytrzymałość. Czy może jednak któraś partia w końcu mnie pozytywnie zaskoczy?

*Marcin Bruszewski – wiceprezes i współzałożyciel fundacji Zwolnieni z Teorii, organizatora największej olimpiady projektów społecznych w Polsce, której celem jest wykształcenie u młodzieży zdolności przedsiębiorczych i empatii społecznej przez praktyczne działanie na projektach. Wyróżniony na liście „Forbesa” 30 Under 30

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.