Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Komentować teksty na Wyborcza.pl możecie tylko Wy, nasi prenumeratorzy. Dzięki temu nie grasują tu boty i płatne trolle (albo w każdym razie jest ich bez porównania mniej niż gdzie indziej), a dyskusje są prawdziwe. Wyborcza to Wy – komentujcie!

Matura do likwidacji?

Według Łukasza Ługowskiego, wieloletniego dyrektora Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii „Kąt” (a w nim gimnazjum i liceum) w Warszawie, maturę należy zlikwidować, tak samo jak oceny z zachowania. Polska szkoła powinna zbliżyć się do fińskiej, która rozwija ciekawość i uczy współpracy, a nie zmusza do wkuwania wiedzy, którą łatwo można znaleźć w internecie. Tekst wzbudził Waszą dyskusję:

Nie wiem, skąd się wzięło przekonanie wielu skądinąd inteligentnych ludzi o tym, że dawniej egzaminy na studia były przejrzyste i uczciwe oraz że wyłaniały tylko najlepszych kandydatów. Ja jestem z rocznika ludzi zdających egzaminy na studia i dostałam się na nie (na szczęście) bez protekcji, ale powszechnie znane były następujące zjawiska:

1. Ordynarne łapówkarstwo. Oczywiście nikt się głośno tym nie chwalił i nie publikował ogłoszeń, ale zawsze można było znaleźć tzw. dojście.

2. Miejsca rektorskie. Dzieci lekarzy, adwokatów, sędziów, prokuratorów miały praktyczne z urzędu zapewnione miejsce. Jeśli nawet nie znały wcześniej pytań, to zawsze ostatnią instancją były miejsca rektorskie. Mój kolega z klasy - syn lekarza - tak właśnie dostał się na medycynę.

3. Kursy przygotowujące do egzaminów na studia prowadzone oficjalnie na uczelni lub nieoficjalnie przez asystentów, ale nawet profesorów. Była to wręcz oficjalna metoda dorabiania sobie przez pracowników uczelni do marnych pensji. Biorący udział w takich kursach mieli zagwarantowane, że na ich pracę ktoś spojrzy przychylnym okiem.

Obecna matura ma wiele wad. Ale nie jest nią anonimowość zdających. Sama jestem egzaminatorem i nigdy nie poprawiam prac z mojego regionu (najczęściej nawet nie z tego samego województwa), a maturzystę mogę najwyżej zidentyfikować po PESEL-u. Problem marnej jakości studentów polega na tym, że przyjmuje się wszystkich, którzy tylko zechcą się zapisać na studia. I jeszcze jedno. Nie zgadzam się, że nauczyciel (czy uczeń) na szacunek musi sobie zasłużyć. Zasłużyć sobie trzeba na miano autorytetu. Szacunek należy się wszystkim i koniec. Zawsze to powtarzam moim uczniom - szanuję was, bo jesteście ludźmi, i tego od was wymagam. Nie musimy się lubić, ale powinniśmy się wszyscy szanować. [tipi]

 ***

Też mi się marzy szkoła zbudowana na nowo. Jestem fizykiem, ale nie nauczycielem. Pracuję w IT, zarabiając tyle co nauczyciel przez kilka miesięcy, ale szczerze - czułabym się zrealizowana, ucząc w szkole, gdybym tylko mogła odciąć się od durnego i przestarzałego programu, aby uczyć na miarę XXI w. Mówiłabym dzieciom o fizyce kwantowej, zasadzie nieoznaczoności i zakrzywieniach czasoprzestrzeni, wyszukiwałabym dla nich ciekawe programy popularnonaukowe i dyskutowała o dylematach współczesnej fizyki, bo uważam, że dużo więcej dobrego można zrobić, wzbudzając zainteresowanie nauką, niż wymuszając wkuwanie wzorków. Przyciągnijcie do zawodu najlepszych i dajcie im wolną rękę, a edukacja zmieni się diametralnie! I nie patrzcie na dzieci jak na ułomne istoty, które nie są w stanie za wiele zrozumieć, a tym bardziej myśleć i jeszcze jakieś wnioski wyciągać. Dzieci i młodzież są ciekawe świata. Warto wykorzystywać tę ciekawość i ją wzmacniać. To coś przeciwnego do systemu wkuwania, zdawania i oceniania. [Margon]

***

1. Nie przesadzałabym z zachwytem nad osiągnięciami szkoły fińskiej - często jeżdżę do Skandynawii i Finlandia jest tam jedynym krajem, gdzie nie wszędzie da się porozumieć po angielsku, czyli nauka języków coś nie bardzo.

2. Jak się nie ćwiczy pamięci, to ta zanika i się rozleniwia - nauka wierszyka albo piosenki robi dobrze rozwojowi mózgu rosnącego dziecka.

3. Nie wszystko trzeba dokładnie pamiętać i wiadomo, że wiele rzeczy można sprawdzić w Wikipedii, ale treść do Wikipedii też ktoś wkłada i jak on też będzie bazował nie na własnej wiedzy, tylko na tym, co znalazł w Wikipedii, to system wiedzy się zapętli.

4. Nie możemy zakładać, że połączenia internetowe, chmury i wszelkie nowsze wynalazki będą działać niezawodnie i wiecznie. Dziecko, którego szkoła nie nauczy pisania ręką, bo „żyjemy w kulturze cyfrowej”, jak zgubi smartfona, to będzie analfabetą - nie zapisze na papierku nawet numeru telefonu do właśnie poznanej fajnej koleżanki.

5. Założenie, że nic nie muszę pamiętać, a nawet wiedzieć, bo mam internetowe źródła wiedzy, jest naiwne i głupie - wyobraźmy sobie pacjenta, który opowiada lekarzowi o swoich dolegliwościach, a lekarz mówi "proszę chwilę zaczekać, sprawdzę tylko w Wikipedii, co to jest biegunka i co może być jej przyczyną”. [hannabo]

***

Polacy to żenujący Sarmaci

Spore emocje wywołał też wywiad Macieja Stasińskiego z prof. Andrzejem Mencwelem, według którego po odrzuceniu w 1989 tradycji lewicowej i socjalistycznej w polskiej sferze publicznej pozostał głównie prostacki, sarmacki nacjonalizm - kulturalnie jałowy, naukowo bezpłodny, społecznie niewolniczy, obyczajowo żenujący.

To przecież było już w PRL: Chrobry, Grunwald, Zawisza, Sobieski - pacholęta karmione były cały czas sieczką z sukcesów polskiego oręża, "Bogurodzicy" i przedmurza. O Kołłątaju były ze 3 zdania i portret jakiegoś dziwnego gościa w peruce. Poza tym nie ma się co dziwić, że polskie postchłopskie społeczeństwo nie chce kultywować tradycji utożsamianych z niewolnikami, po których plecach pan na konia wsiadał. Woli udawać tegoż pana. Tak samo czarny raper w USA stroi się w złoto jak biskup czy inny gangster, a nie wraca do tradycji z pól bawełny i okolic. Co do ruchów emancypacyjnych, to fajnie, że były, ale rzeczywistą emancypację narodkowi polskiemu przynosiły wielkie wojny i siły zewnętrzne. [bloop]

***

W Europie np. czci się Karola Marksa nazwami ulic i pomnikami, na co Polacy reagują z osłupieniem. Bez Marksa dzieci w Europie zapewne zmuszone byłyby dziś jeszcze pracować w fabrykach po 10 godz. dziennie 7 razy w tygodniu. [mors_04]

***

Sarmacko-konserwatywna narracja ma tę przewagę, że odwołuje się do tradycji polskiej myśli i jest spójna. Co więcej, nie jest nacjonalistyczna i ksenofobiczna, bo od wieków dopuszcza włączanie w polskość Niemców, Żydów, Ukraińców itp. Po to wymyślono zresztą sarmackość w XVI w., aby mieć wspólny czynnik łączący zróżnicowane grupy szlacheckie Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Kluczowe tu było przeciwstawienie obywatela - szlachcica - grupom niesarmackim, wsiom i miastom na prawie niemieckim (czyli obcy) albo i Żydom, Tatarom czy Ormianom. Zwracam uwagę, że ówczesny podział szlachta/chłopi miał niewiele wspólnego z kryterium majątkowym. Istnieli bogaci chłopi i biedna szlachta. Przytłaczająca większość szlachty (może nawet i 9/10) to była szlachta zaściankowa, utrzymująca się z własnoręcznej uprawy ziemi. Co ważne przy tym, ok. 1/3 ludności Mazowsza stanowiła właśnie szlachta zaściankowa i to ona - masowo migrując do Warszawy w XIX w. - przenosiła szlacheckie pojęcia i tradycje na grunt kształtującej się świadomości mieszczańskiej i robotniczej. Szlachcicem z zaścianka był Roman Dmowski.

Analogicznie, inteligencję kształtowała szlachta średnia. Z niej właśnie wywodzili się Piłsudski, Brzostowski, Narutowicz, Daszyński i wielu innych. O ile zresztą szlachta zaściankowa była zwolenniczką ciasno pojmowanego katolicyzmu i polskości, co zaowocowało tradycją Narodowej Demokracji, o tyle szlachta średnia, szczególnie kresowa, otwarta była na ideę narodu jako wspólnoty politycznej, gdzie było miejsce i na Żyda, i na Niemca, i na Ukraińca - pod warunkiem że poczuwali się do wspólnoty obywatelskiej. W takim właśnie kształcie Piłsudski kształtował państwo po przewrocie majowym i do hasła narodu jako wspólnoty politycznej odwołuje się obecna Konstytucja RP.

W odróżnieniu od myśli sarmackiej obecna lewica nie potrafi stworzyć wspólnej narracji. Z jednej strony lewica postkomunistyczna odwołuje się do dziedzictwa PRL, jakby nie spojrzeć konserwatywnego obyczajowo, a nowoczesna lewica małpuje współczesną myśl lewicową zachodnią, opartą na schemacie wyzwolenia grup biologicznych uciskanych przez konserwatywnych, białych mężczyzn hetero. Oczywiście, ta ideologia ma charakter silnie antagonizujący, a z uwagi na niski stopień uświadomienia tożsamościowego reprezentowanych grup pozostaje produktem niszowym, odrzucanym przez większość społeczeństwa. [Azzo]

***

Dołącz do debaty

Na Wyborcza.pl dyskutujemy o tym, co naprawdę ważne. Dołącz do tych rozmów: 

"Wygaszanie popytu", czyli jak likwiduje się polską kolej

Że warszawiak jest skazany na samochód, gdy jedzie na wywczasy, to pół biedy. Ale najgorsze było to, że gdy zamykano wielkie zakłady - likwidowano też połączenia kolejowe, które bezrobotnym pozwalałyby dojeżdżać np. z Radomia do Warszawy.

***

Przed 1939 rokiem było wiadomo, że Niemcy się zbroją, a Rosja prowadzi intensywne ćwiczenia. A myśmy czekali. Dzisiaj też czekamy

Gen. Mirosław Różański: Jeżeli ktoś by zniszczył nasze alianse z Europą Zachodnią, to może bez agresji wojskowej staniemy się częścią lenną Rosji. Zawłaszczy nas bez zielonych ludzików.

***

Katarzyna Miller: Nieważne, czy mój facet zdradził mnie z jedną, czy z trzema. Jeżeli nie jestem odrzucona, to jest OK

Jak mam dwóch mężczyzn albo dwie kobiety, to mam wybór. Można sobie myśleć: no dobrze, ty krzyczysz, że źle stawiam kapcie, ale tamten nie krzyczy. Albo: tamta nie lubi gotować, a u drugiej dostanę swoje ukochane kotlety mielone.

***

Wybrane komentarze redagowaliśmy i skracaliśmy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.