Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wyborcza to Wy! Piszcie: listy@wyborcza.pl

Jakie tezy chciał udowodnić Pan Redaktor Krzysztof Katka? W największym skrócie - egzaminatorzy w Wojewódzkich Ośrodkach Ruchu Drogowego są złośliwi i bezwzględni, a ich jedynym celem jest bezzasadne oblewanie zdających po to, by WORD-y poprawiły swoją i tak znakomitą sytuację finansową, a ich dyrektorzy mogli dalej "żyć jak szejkowie". Czy mu się to udało? Przyjrzyjmy się kolejnym akapitom artykułu.

Czy to naprawdę duperelne pytania?

Redaktor Katka napisał tekst dotyczący setek tysięcy osób – w zeszłym roku WORD-y przeprowadziły ponad półtora miliona egzaminów praktycznych - w oparciu o studium siedmiu przypadków: 30-latka z Gdyni, kursantki z Gdańska, zdesperowanej kobiety z Rybnika, pani Anny z Tucholi, pana Pawła z Osielska, pana Piotra z Warszawy i wreszcie prezesa TVP pana Jacka Kurskiego.

Zacznijmy od tego ostatniego. Redaktor Katka cytuje wypowiedź z roku 2004 – tak, tak, sprzed piętnastu lat! – w której Kurski nazywa pytanie o to, z jaką prędkością można jeździć w terenie zabudowanym „duperelnymi”, i dziwi się, że z tego powodu można nie zdać egzaminu. Chyba wszystkich czytelników dziwić musi z kolei, dlaczego redaktor Katka tę nie najszczęśliwszą wypowiedź w ogóle przypomina. Czy chciałby, aby egzaminatorzy nie wymagali tak podstawowej wiedzy od zdających? Przecież właśnie przestrzeganie ograniczeń prędkości, zwłaszcza w terenie zabudowanym, zwiększa bezpieczeństwo w ruchu drogowym.

A wystarczyło zadzwonić…

Idźmy dalej. Pani Anna z Tucholi mówi w tekście, że sześć razy przyjeżdżała do Bydgoszczy, by zdać egzamin. Za każdym razem musiała wziąć dzień zwolnienia z pracy, bo egzaminatorzy w weekendy nie egzaminują. – No, no… Co za lenie w tych WORD-ach pracują. Nic ich Pani Anna nie obchodzi – mogli pomyśleć czytelnicy. Tymczasem wystarczyłby jeden telefon redaktora Katki do sekretariatu WORD w Bydgoszczy, by sprawdzić, jak jest naprawdę – każda druga sobota każdego miesiąca to sobota pracująca i można się na egzamin w tym dniu zapisać. Tylko że wtedy z siedmiu przykładów zostałoby już tylko pięć.

Sprawdźmy kolejny z nich. Redaktorowi Katce na przebieg egzaminu praktycznego skarży się kursantka z Gdańska: ,,egzaminator oblał mnie za to, że to on nie zamknął swoich drzwi‘’. Czy aby na pewno? Przypomnijmy czytelnikom, jak taki egzamin wygląda. Wjeżdżając na plac manewrowy, samochód prowadzi egzaminator. Egzaminowana siedzi z prawej strony, na miejscu pasażera. Potem oboje wysiadają, egzaminator pozostaje na placu i wydaje polecenia. To egzaminowana zamyka drzwi zarówno z prawej strony, kiedy wysiada, jak i lewej strony, kiedy zasiada za kierownicą.

Kamera prawdę ci powie

Akapit powyżej nie jest sugestią, że kursantka z Gdańska, podobnie jak Pan Paweł z Osielska i Pan Piotr z Warszawy, okłamała redaktora. Każdemu egzaminowi, także temu na prawo jazdy, towarzyszą ogromne emocje. To one wpływają na to, jak zapamiętujemy jego przebieg. Bardzo często egzaminowani tuż po wyjściu z samochodu są autentycznie przekonani, że nie przekroczyli podwójnej linii ciągłej albo nie zajechali komuś drogi. Na szczęście dla wszystkich łatwo można sprawdzić, czy mają rację. Każdy egzamin jest nagrywany, najczęściej z czterech kamer równocześnie. Po spokojnym przejrzeniu nagrań osoby, które chciały wnieść skargę na jego przebieg lub wynik, bardzo często przyznają egzaminatorowi rację. A jeśli się z nim nie zgadzają, mogą się zgodnie z przepisami  odwołać. W 2018 roku na ponad 44 tys. egzaminów praktycznych przeprowadzonych w toruńskim WORD-zie, którym kieruję, o wyjaśnienie poprosiło 55 zdających, a 16 osób złożyło skargi. Przeprowadzone postępowania wyjaśniające w żadnym przypadku nie wykazały błędu egzaminatora. Podobnie wygląda to w innych WORD-ach.

Redaktor Katka wyciąga z tego wniosek, że „egzaminatorzy oblewają w taki sposób, że nie sposób z nimi wygrać.” Jest w nim tyle samo sensu, co w stwierdzeniu, że redaktorzy tak piszą swoje teksty, aby nie można było uzyskać od nich sprostowania fałszywej informacji. Prawda o egzaminach na prawo jazdy jest zaś taka, że „widzimisię egzaminatora” nie istnieje, ponieważ sposób oceniania jest szczegółowo sprecyzowany przez odpowiednią instrukcję, w oparciu o ścisłe zapisy prawne, niepozostawiające miejsca na dowolną ich interpretację.

Kowal zawinił, Cygana powiesili

No dobrze, mógłby w tym momencie zapytać redaktor Katka, jeśli jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Dlaczego w Niemczech za pierwszym razem egzaminu nie zdaje tylko 30 proc. osób, a Polsce proporcje są mniej więcej odwrotne? Sam na to pytanie odpowiada pod koniec swojego tekstu, pisząc w czterech dosłownie zdaniach o ośrodkach szkolenia kierowców, które „nie są nastawione na realne przygotowanie do jazdy”.

Tak właśnie jest - zbyt liczne niepowodzenia zdających na prawo jazdy w naszym kraju najogólniej rzecz biorąc, wynikają ze słabego przygotowania kandydatów. Kompletny brak nadzoru nad efektami pracy instruktorów sprawia, że rozwój zawodowy i ekonomiczny kompetentnych instruktorów – a jest ich wielu, są tacy, których absolwenci spokojnie przekraczają próg 70 proc. zdawalności pierwszego egzaminu - niweczony jest i hamowany przez tych, którzy albo tych kompetencji nie mają, albo z innych powodów zawód instruktora wykonują niewłaściwie lub przypadkowo.

Ta oczywista prawda, z którą się nic nie robi, znana jest w branży od ponad 30 lat. Raport Najwyższej Izby Kontroli z dnia 18 września 2015 roku jako podstawę niepowodzeń egzaminacyjnych wskazuje właśnie nieprawidłowości w funkcjonowaniu zarówno procesu szkolenia, jak również nadzoru nad ośrodkami szkolenia kierowców.

Szejkowie, których nie ma

Redaktor Katka zna ten raport, jednak woli cytować tylko jego fragment: „Rygoryzm egzaminów nie przekłada się na poprawę umiejętności kierowców, ale korzystnie wpływa na sytuację finansową WORD-ów, które utrzymują się głównie z opłat egzaminacyjnych”. Bo pasuje on do jego tezy, że „WORD-y to jedyne jednostki samorządów wojewódzkich, które przynoszą zyski, zwykle po kilkaset tysięcy rocznie.”

Tyle tylko, że ona także jest nieprawdziwa. Po pierwszym półroczu tego roku 35 z 49 ośrodków odnotowało ujemny wynik finansowy. Patrząc w skali województw - pod finansową kreską jest 14 z 16. Wszystkie WORD-y zmagają się z niżem demograficznym i zamrożeniem przez kolejnych ministrów wysokości opłat za egzaminy. Pomimo tego wydają w skali kraju miliony złotych na poprawę bezpieczeństwa w ruchu drogowym, miedzy innymi budując miasteczka ruchu drogowego, bezpłatnie szkoląc nauczycieli i organizując egzaminy na kartę rowerową czy konkursy.

Redaktora Katki to jednak nie interesuje, bo zdaje się przychylać do zdania oblanego Pana Piotra, który mówi w artykule: – Niech pan nie wierzy w żadne tłumaczenia szefów WORD-ów. Niech pan lepiej obejrzy ich gabinety. Żyją jak szejkowie.

To zresztą najzabawniejszy fragment tekstu, który pokazuje, że redaktor Katka nie tylko próbuje udowodnić fałszywe tezy, ale także, podobnie jak cytowany Pan Piotr, nie był w żadnym gabinecie ani dyrektora ośrodka, ani szejka.

O żeglarzach też nieprawda

Jakie rozwiązanie proponuje redaktor Katka słowami Pana Piotra? - Trzeba uwolnić rynek egzaminów, sprywatyzować, musi być konkurencja. Dlaczego egzamin na żeglarza mogę zrobić, gdzie chcę, a kierowcy tylko w WORD-zie?

Hm... Znów czytelnikom należy się wyjaśnienie. Po pierwsze, w Polsce nie ma rejonizacji przy zdawaniu egzaminów na prawo jazdy i poszczególne WORD-y rywalizują między sobą o kandydatów na kierowców. Po drugie, nie bardzo wiadomo, na czym miałaby polegać proponowana prywatyzacja i czy w ramach konkurencji nowe przedsiębiorstwa miałyby możliwość ustalania własnych, prywatnych reguł przeprowadzania egzaminów, kierując się wyłącznie oczekiwaniami w rodzaju tych, jakie w 2004 roku zgłaszał cytowany wcześniej Jacek Kurski, by nie pytać o takie duperele jak ograniczenie prędkości w terenie zabudowanym. Bo jeśli tak, to jest to prosta droga to gigantycznego zwiększenia liczby wypadków i ich ofiar w Polsce. Po trzecie wreszcie - patentu żeglarza też nie można zrobić wszędzie, a tylko w uprawnionych do tego jednostkach.

I już zupełnie na koniec - o wszystkich sprawach poruszonych przez redaktora Katkę warto dyskutować. System egzaminowania, choć wcale nie odstający od europejskich standardów, także zapewne można poprawić. Dyskusja opierać się musi jednak na faktach i merytorycznej wiedzy, których w artykule z 6 sierpnia kompletnie zabrakło. Z ilości telefonów i maili, jakie otrzymałem od koleżanek i kolegów ze środowiska zawodowo zajmującego się problematyką opisaną w tekście redaktora Katki, mam prawo sądzić, że nie jestem w swojej ocenie odosobniony.

* Marek Staszczyk jest prezesem Krajowego Stowarzyszenia Dyrektorów Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.