Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nazywam się Zosia Szozda, mam 37 lat, jestem urzędniczką, żoną i mamą rocznej Wikusi.

Większość ludzi mi mówiła - kiedy urodzisz, nie będziesz już miała czasu i ochoty działać, zobaczysz... Czekam i czekam, ale ciągle robię to, co chcę, i powiem jedno: aby w pełni cieszyć się macierzyństwem, nie można rezygnować z tego, co się kocha; dziecko potrzebuje szczęśliwej, realizującej się mamy.

Prawie trzy lata temu założyłam - chociaż to za dużo powiedziane - skrzyknęłam, przyciągnęłam świetne osoby do grupy Wspólna Zielona Góra. Po krótkim epizodzie bycia koordynatorką KOD Zielona Góra stwierdziłam, że sformalizowane struktury nie są dla mnie. Jestem wolnym duchem i moje miejsce jest we Wspólnej - czyli tam, gdzie można działać bez szefów, wytycznych, statutów. Mamy jasne cele: niech ludzie będą wobec siebie bardziej przyjaźni, nacjonalizm w Zielonej Górze się nie rozprzestrzenia, obywatele będą bardziej świadomi swoich praw, a obcokrajowcy czują się jak u siebie. Każdy, kto chce działać, ma pomysł - po prostu to robi. Inni pomagają. Tak właśnie od trzech lat działamy. Pierwszym działaniem była projekcja filmu pt. „Solidarność według kobiet” z dyskusją o ich roli w dzisiejszej polityce.

Postanowiliśmy także, że pomożemy chociaż jednej rodzinie lub kilkorgu dzieciom z Aleppo. Chcieliśmy, żeby w naszym mieście znaleźli dom. Niestety, narodowcy wysyłali setki pogróżek, a nawet powywieszali plakaty z moimi i Tomka Łagutko danymi w całej Zielonej Górze.

Pomyślałam OK, chociaż to nie jest OK, w takim razie trzeba skupić się na działaniach edukacyjnych, i wymyśliłam projekt „Pociąg do tolerancji”, który potem rozszerzył się na całą Polskę. Dwa lata temu na deptaku podczas wakacji postawiliśmy namiot i organizowaliśmy zajęcia edukacyjne połączone - to dla dzieci. Dla dorosłych były dyskusje, wykłady, projekcje filmów. Kilkadziesiąt osób zaangażowanych w całej Polsce i kilkaset wydarzeń w ramach projektu.

W ramach grupy Wspólna Zielona Góra zbierałyśmy podpisy pod projektem „Ratujmy kobiety” i „Świeckie państwo”. Jestem także koordynatorką Ogólnopolskiego Strajku Kobiet w Zielonej Górze - organizowałyśmy protesty, m.in. „Kobiety przeciw nienawiści”.

Opozycja uliczna w Zielonej GórzeOpozycja uliczna w Zielonej Górze Krzysztof Kubasiewicz

Były też różnego rodzaju działania prodemokratyczne, m.in. „Spacery z konstytucją”, warsztaty „Obywatele w wyborach” z Różą Rzeplińską, Literiadę, wykłady i spotkania, m.in. z prof. Adamem Strzemboszem (marszałek województwa udostępniała nam bezpłatnie salę).

W dużej mierze inspiruje mnie Marta Lempart, było tak także podczas tworzenia przez Wspólną Zieloną Górę projektu „WybieraMy kobiety”, który realizowaliśmy podczas wyborów samorządowych. Dziewczyny z różnych partii prodemokratycznych spotykały się, współpracowały, dyskutowały. Przy okazji zastanawiałyśmy się, jak możemy mieć realny wpływ na to, co dzieje się w mieście, w województwie. Początkowo w planach było utworzenie Miejskiej Rady Kobiet, ale postanowiłyśmy pójść dalej. W Zielonej Górze mamy dostęp do lekarzy, instytucji, jest wiele możliwości rozwoju, ale w mniejszych miejscowościach kobiety nie mają tylu możliwości, tymczasem ich głos także powinien być słyszalny. Bardzo chciałyśmy, aby Rada Kobiet skupiała panie z całego województwa, aby wymieniały się doświadczeniami, przedstawiały najważniejsze sprawy, którymi trzeba się zająć.

Przygotowałam projekt niezbędnych dokumentów, wysłałam do marszałkini wniosek mailem i zastanawiałam się, czy jest jakakolwiek szansa, aby taka Rada powstała.

Wkrótce przyszło zaproszenie na spotkanie i wraz z Krystyną Stacino-Łuczyńską ze Wspólnej Zielonej Góry spotkałyśmy się z marszałkinią Elżbietą Anną Polak. To w dużym stopniu jej zasługa, że powstała Rada Kobiet. Marszałkini od początku była bardzo zainteresowana pomysłem. Zresztą nie boi się wspierać różnych inicjatyw. Objęła honorowym patronatem Marsz Równości, w województwie lubuskim dofinansowany jest także projekt in vitro. Pomysł powołania Wojewódzkiej Rady Kobiet jako organu opiniująco-doradczego uznała za świetny. Powiedziała: robimy to.

Ponad miesiąc później został ogłoszony konkurs do Wojewódzkiej Rady Kobiet. Z dziewczynami ze Wspólnej robiłyśmy od tego czasu wszystko, by projekt nagłośnić. Zależało nam, aby informacja o Radzie dotarła do jak największej grupy lubuszanek, chciałyśmy zachęcać panie do startu.

Udało się – swoje kandydatury zgłosiło kilkadziesiąt pań na 15 miejsc w Radzie. Ja oraz Krystyna Magdziarek i Bogumiła Burda zostałyśmy wybrane na członkinie Rady. Żałowałam, że wiele cudownych aktywistek, społeczniczek nie zostało wybranych, z tego powodu początkowo nie potrafiłam się cieszyć sukcesem, ale od dziewczyn dostałam bezwarunkowe wsparcie, za które jestem im wdzięczna. Chciałabym móc je wymienić z imienia i nazwiska bo dzięki ich zaangażowaniu, dzięki wspólnym dyskusjom Rada miała szanse powstać. Dziękuję Bogusi Husak, Romie Musze, Krysi Stacino-Łuczyńskiej, Adzie Ruszkowskiej, Emilii Piotrowicz, Krysi Magdziarek, Bogusi Burdzie, Basi Kukulskiej.

Wszystkie te kobiety działają społecznie. Roma Mucha zorganizowała wspaniały koncert Serce dla Aleppo, gdzie zbierane były środki na protezę dla 11-letniej Elaf, działa także na rzecz takiego samego dostępu dzieci do edukacji. Krysia Magdziarek pomaga seniorom, inicjuje programy wspierające ich. Emilia Piotrowicz należy do Instytutu Równości, wspiera jego działania, motywuje, edukuje, dodaje sił i odwagi, aby móc żyć tak, jak się chce. Bogusia Husak koordynuje projekt "Ośmiorniczki dla wcześniaków". Mam nadzieję, że sprostam zaszczytowi bycia ich przedstawicielką.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.