Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Świat się zmienia. W ciągu 30 lat, zwłaszcza dzięki temu, że na uczelni uruchomione zostały Gender Studies i jednak zaczęła się przebijać równościowa, egalitarna myśl feministyczna, zmieniła się nasza świadomość. Potrafimy zidentyfikować, nazwać problemy i nadać zjawiskom stosowne nazwy. Dlatego zachowania, które kilkadziesiąt lat temu były normą, dziś już nią nie są. To nie znaczy, że ich nie ma, i to nie znaczy, że istnieją skuteczne metody reagowania na nie.

Uczelnie, starając się o certyfikaty, muszą spełnić różne wymogi, stąd wiele działań. Mam wrażenie, że wiele z nich to działania sztuczne, pozorowane; mają stwarzać wrażenie woli przeciwdziałania i istnienia stosownych procedur. Molestowanie seksualne na uczelniach to nic innego jak praktykowanie dyskryminacji, wykorzystywanie władzy, by pozbawiać mniejszości podmiotowości, podtrzymywać hierarchię.

To nie tylko sprawa rektorów 

Dla mnie sprawdzianem wiarygodności jest informacja, w jaki sposób studentki i studenci, kadra akademicka dowiadują się o obowiązujących standardach. Gdzie i jak szybko można zgłosić fakt molestowania i uzyskać stosowne wsparcie; w jaki sposób przejawia się wrażliwość wobec mniejszości – osób narażonych na gorsze traktowanie ze względu na płeć, identyfikację psychoseksualną, identyfikację płciową. Co konkretnie świadczy o woli rektorów stworzenia przestrzeni wolnej od zagrożenia molestowaniem, otwartej na bezpieczeństwo zgłębiania wiedzy i pracy naukowej.

Podręcznik jest cool, ale to więcej niż za mało. I to sprawa nie tylko rektorów. To kwestia woli politycznej władz państwowych, by przeciwdziałać dyskryminacji. A ta jest żałośnie wątła. Godność i autonomia seksualna studentek i studentów nie są przedmiotem uwagi władzy. Świadectwem tego jest ustawa równościowa z 2010 r. Nie przez przypadek nie obejmuje studentów i studentek, nie chroni ich przed dyskryminacją ze względu na płeć i molestowanie seksualne. Ochrony tej nie mają także w kodeksie pracy.

Kwestia niechęci

Molestowanie seksualne jest formą dyskryminacji i naruszania praw człowieka. Środowiska działające na rzecz równości i niedyskryminacji starały się rozszerzyć katalog osób i cech, które powinny być chronione przed dyskryminacją. W 2010 r. władza wiedziała, co uchwala, i nie można powiedzieć, że mamy do czynienia z luką prawną. To kwestia świadomej niechęci. Dotyczy zarówno władzy Platformy Obywatelskiej, jak i Prawa i Sprawiedliwości.

Konserwatywna społeczność nie jest zainteresowana świadomym promowaniem egalitaryzmu, w ramach którego istotna jest autonomia seksualna. To nie tylko kwestia tego, że chłopcy czy profesorowie nie potrafią odpowiednio się zachować. Niestosowne zachowanie jest elementem budowania hierarchii. Pokazywania, gdzie w szeregu jest miejsce osób ze względu na ich cechy; płeć lub orientację psychoseksualną. Molestowanie seksualne również na uczelni najczęściej dotyka kobiety, choć oczywiście mężczyźni także nie są wolni od doznawania tej formy dyskryminacji i przemocy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.