Bardzo dziękujemy wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom za udział w naszej zabawie.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mój stały trening umysłu

Moją ulubioną „Gazetę Wyborczą” czytam wytrwale już 30 lat, od pierwszego jej numeru 1/89 wydanego w poniedziałek 8 maja 1989 r. Na pierwszej stronie jest zdjęcie Lecha Wałęsy z jego podpisem i przesłaniem: „Nie ma wolności bez solidarności”, oraz wskazaniem: „Żeby było inaczej i lepiej, musimy te wybory wygrać” (hasła dzisiaj szczególnie są aktualne).
Zdjęcie mojego archiwalnego numeru, który przechowuję niczym relikwię. Na stronie tej zespół redakcyjny „Wyborczej” informuje czytelników o wydaniu pierwszego niezależnego dziennika, jego genezie i dalszych planach. Ostatnie zdanie zachęcające do czytania brzmi: „Jeśli chcecie, Drodzy Czytelnicy, mieć wolną prasę, poprzyjcie ją, kupując naszą gazetę”. Zapewne wówczas nie zwróciłem uwagi na ten apel, ale „Gazetę Wyborczą” kupuję i czytam prawie codziennie od 1989 r.
W „Wyborczej” codziennie znajduję ciekawe artykuły opisujące trafnie naszą „kuchnię polityczną” i zwaśnionych przy kotle nieudolnych kucharzy z silną żądzą władzy przy kotle.
Przez 30 lat mojego czytania „Wyborczej” uzyskałem stałe korzyści nie tylko intelektualne, ale również często materialne. Wasze obszerne artykuły z różnych dziedzin pomagały mi w osobistym doskonaleniu i rozwiązywaniu problemów.

Dzięki „Wyborczej” doskonaliłem znajomość języka niemieckiego, nauczyłem się pisać pozew do sądu, wypełniać bezbłędnie deklaracje podatkowe, dzięki sudoku mam stały trening umysłu, a uczestnictwo w wielu Waszych konkursach było również dla mnie często wyróżnieniem.
Przechowuję w moich zbiorach ciekawe artykuły, które opisują drogę życiową wielu mądrych ludzi, którzy są dla mnie wielkimi autorytetami, między innymi prof. Barbara Skarga (wywiad rzeka z 27-28 października 2007 r.) czy też wspomnienie o prof. Wincentym Stysiu, wybitnym wrocławskim uczonym, którego droga wiodła z Husowa (miejsca bliskiego moich stron rodzinnych) do Wrocławia przez Lwów (11 grudnia 2003 r.). Dziękuję za wszystkie ciekawe zawsze artykuły i życzę Redakcji kolejnych jubileuszy wydawniczych.

Adam Słonina, Wrocław

Pierwszy raz napisałem do Was, gdy miałem 10 lat

Jestem Waszym równolatkiem, urodziłem się 4 stycznia 1989 r. Pół roku później, w dzień wolnych wyborów, miałem chrzest. „Wyborczą” czytam, odkąd pamiętam, i razem z Wami obserwuję zmieniającą się rzeczywistość. Wielce prawdopodobne jest, że pierwsze słowa czytane przeze mnie to były fragmenty artykułów w „Wyborczej”.
Mój debiut dziennikarski także był na Waszych łamach – 2 września 1999 r. opublikowaliście w kieleckim wydaniu mój list. Miałem wtedy 10 lat, opisywałem, jak według mnie powinien wyglądać kielecki deptak po remoncie.
Rodzice oraz babcia regularnie czytali. Był taki okres, że codziennie kupowali „Wyborczą” i dwa lokalne kieleckie dzienniki. Obecnie posiadają prenumeratę teczkową „Wyborczej”. Ja również mam prenumeratę, ale w wersji cyfrowej. Mimo to nie wyobrażam sobie likwidacji wersji papierowej – zapach farby drukarskiej i szelest papieru są nie do zastąpienia. Pasją czytania zaraziłem też swoją żonę Monikę. Lubimy tak spędzać wolne chwile. Mam nadzieję, że kiedyś zaszczepimy tę pasję w naszych dzieciach. I ta sztafeta pokoleń „Wyborczej” będzie trwać nadal.

Michał Filarski

Obalam mit, interesuję się polityką

Jako studentka Uniwersytetu Gdańskiego biorę udział w tym konkursie, żeby obalić pewien mit – mianowicie wiele osób uważa, że młodzi ludzie nie interesują się polityką oraz że nie obchodzi nas to, co się dzieje w kraju. Poniższym zdjęciem obalam ten mit oraz przesyłam pozdrowienia z gdańskiej Zaspy.
A „Wyborczą” czytam od gimnazjum, u nas w domu to pozycja numer jeden przy śniadaniu.

Aleksandra Łęcka

Archiwum Prywatne

Dzięki Wam żyję po swojemu

Nie wiem dokładnie, kiedy zaczęłam czytać „Wyborczą”. Na zdjęciu mam 17 lat, i to nie jest moje pierwsze spotkanie z Wami. W liceum co tydzień w poniedziałek przychodziłam do szkoły z naręczem prasy.
Zawsze pośród nich była „Wyborcza” z „Dużym Formatem”. Pamiętam komentarz koleżanki z klasy: „Jeszcze trochę i przyjdzie czas na »Panią Domu«”. Nawet najlepsze liceum w mieście nie uchroniło jej od schematu widzianego wokół, a ja pozostałam wierna „Wyborczej” i nie zamieniłam jej na gazety z przepisami.

Archiwum Prywatne

Czytałam ją nocą, wycinałam interesujące felietony. Pomagało mi to szczególnie, gdy czułam, że brakuje mi osób myślących podobnie.
„Wyborcza” pokazywała mi ścieżki, o których marzyłam, ale czasem otoczenie próbowało mi pokazać, że są niemożliwe. Teraz, po kilkunastu latach, piszę, aktywizm nie jest mi obcy. Odkryłam Ukrainę, moją miłość, nauczyłam się języka, zaangażowałam się tam – tak jak w Polsce – w wolontariat i inne działania. Tłumaczę, każdego dnia idę swoją ścieżką.
Dziękuję „Wyborczej” za to, że jest, za to, że towarzyszyła mi i będzie towarzyszyć podczas mojego życia na Ukrainie (i w Polsce) przez elektroniczną prenumeratę.

Karolina Olszewska

Archiwum Prywatne

Czekamy na Wasze listy. Piszcie na listy@wyborcza.pl 

Archiwum Prywatne

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Bardzo żałuję, że prezydentem nie został Trzaskowski. Ale,ale.. bądźmy obiektywni. Jak wiadomo, po ogłoszeniu wyników sondażowych Duda zaprosił Trzaskowskiego z żoną do Pałacu Prezydenckiego. Trzaskowski odrzekł, że to świetny pomysł, ale zrobi to po oficjalnym ogłoszeniu wyników. To się już stało. Teraz przekonamy się, ile warte są słowa Trzaskowskiego o pojednaniu i szanowaniu osób przeciwnego zdania. Jeśli przyjmie zaproszenie - słowa te potwierdzi czynem, dowiedzie, że nie są próżne, natomiast jeśli nie, albo jeśli będzie nadal stawiał jakieś warunki - nie będą wiele warte. Marta Nowicka
    już oceniałe(a)ś
    0
    0