Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tekst pochodzi z cotygodniowego newslettera "Czarna Księga rządów PiS", na który możesz zapisać się tu.

Pamiętam, gdy w lipcu 2017 roku Sejm przyjął pakiet ustaw sądowych. Zainicjowało to falę społecznych protestów w obronie sądów o bezprecedensowej skali.

Wydarzenia tamtego lipca poruszyły ludzi. Jako społeczeństwo mieliśmy wówczas taką wrażliwość prawną, że powszechnym było przekonanie o zagrożeniach systemowych uderzających w nas wszystkich w razie wejścia w życie tych ustaw. Ludzie mieli świadomość, iż proponowane zmiany godzące w zasady funkcjonowania demokratycznego państwa prawnego są sprawą nas wszystkich, że oto nie można pozostać bezczynnym w obliczu dewastacji systemu prawa.

Fala protestów w obronie sądów zainicjowana została tamtego lata wydarzeniami na sali sejmowej, kiedy to rozpoczęto brutalne, nieodpowiedzialne majstrowanie przy ustroju sądów. Jako obywatele wszyscy mieliśmy wówczas poczucie, że dzieje się coś ważnego, czemu należy dać odpór. Wszyscy też mieliśmy świadomość, że należy myśleć o skutkach tych działań legislacyjnych…

Dziś mamy lipiec 2019 roku.

Ostatnie kilka dni obfitowały w wydarzenia, których znaczenie dla obszaru praworządności jest niebagatelne: Rzecznik generalny TSUE Jewgienij Tanczew w połączonych sprawach C-585/18, C-624/18 i C-625/18 przeciwko Sądowi Najwyższemu wydał opinię o zgodności z prawem unijnym zasad wyboru Krajowej Rady Sądownictwa i ustroju Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, w odwecie na co Sąd Najwyższy - Izba Cywilna w jednoosobowym składzie sędziego Kamila Zaradkiewicza - skierował 1 lipca do Trybunału Konstytucyjnego cztery pytania prawne, które mogą podważyć uprawnienia orzecznicze kilku tysięcy polskich sędziów.

Teza tego ostatniego postanowienia głęboko celuje w podstawy porządku prawnego w Polsce, w tym w zaufanie do wymiaru sprawiedliwości i w pewność obrotu prawego na wszystkich płaszczyznach istotnych dla obywatela, począwszy od odpowiedzialności karnej, a skończywszy na takich sprawach jak adopcje, alimenty, rozwody czy zasądzenie odszkodowania.

Oto bowiem sędzia Kamil Zaradkiewicz w postanowieniu swym pyta, czy sędziowie powołani na urząd dzięki rekomendacjom KRS działającej do czasu ogłoszenia wyroku przez TK w 2017 r. mogą w ogóle orzekać i czy ich wyroki można w ogóle uznawać za ważne i wiążące, a także, czy ważne są toczące się postępowania z udziałem tych sędziów. Już sama teza zawarta w pytaniach sformułowanych powyżej pociąga za sobą niewyobrażalne dla systemu prawnego niebezpieczeństwo jego dewastacji i chaosu. Nie trudno sobie wyobrazić przecież świat, w którym zakwestionowana zostaje większość wydanych dotąd orzeczeń sądowych.

Mamy oto w lipcu 2019 r. sytuację, w której sędzia Sądu Najwyższego, powołany na ten urząd dzięki uchwale neo-KRS rekomendującej jego kandydaturę, kieruje do Trybunału Konstytucyjnego pytania mogące rozsadzić nasz porządek prawny.

Kieruje te pytania do tego samego Trybunału Konstytucyjnego, który 20 czerwca 2017 roku w sprawie o sygn. K 5/17, orzekając w składzie sędziów TK: Julii Przyłębskiej, Michała Warcińskiego, Grzegorza Jędrejka, Lecha Morawskiego i Mariusza Muszyńskiego (ci dwaj ostatni zyskali miano sędziów dublerów), uznał, że kadencyjność członków KRS musi być ujęta łącznie, bo tylko takie rozumienie jest zgodne z konstytucją. To orzeczenie, przypomnę, stało się podstawą do zainicjowania zmian ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa przyjętych na posiedzeniu Sejmu 12 lipca 2017 roku. Na tamte wydarzenia ludzie zareagowali, stając przed sądami.

Dziś, mam wrażenie, wydarzenia z lipca 2019 r. zostały przyjęte z filozoficznym dystansem. Być może trwająca już drugi rok batalia o polskie sądownictwo przyniosła ten efekt, że obywatele przyzwyczaili się niejako do nagłych zwrotów akcji. Być może ludzie przyzwyczaili się do stanu zagrożenia na tyle, że zaczęli go oswajać brakiem reakcji. Do tego intensywnie wykorzystywany przez władzę oręż ustawodawczy i wykonawczy, wspierany kampanią przeciw sądom, skutecznie gmatwa rzeczywistość prawną tak, by obywatelowi coraz trudniej było zrozumieć, o jaką stawkę gra się toczy. Być może z tej przyczyny zmniejszyła się społeczna wrażliwość na tego typu wydarzenia.

A przecież i teraz można przewidzieć konsekwencje. Obecny Trybunał Konstytucyjny, na wniosek sędziego wybranego przez neo-KRS, ma przesądzić, czy miliony orzeczeń sądów polskich ma przymiot orzeczeń ważnych. Cóż…

Mówiąc o przewidywaniu konsekwencji, jakoś nie mogę uciec od obrazu, który mam w głowie… Oto sędzia Dagmara Pawełczyk–Woicka, reprezentując Krajową Radę Sądownictwa na rozprawie przed Trybunałem Sprawiedliwości UE 14 maja 2019 roku, przekonywała skład Trybunału w swym pełnym dramatyzmu wystąpieniu o konieczności odpowiedzialnego kształtowania orzecznictwa przez sędziów Trybunału. Mówiła o konieczności wglądu na skutki orzeczeń. Podnosiła, że sama dwadzieścia lat jest sędzią i zawsze starała się, i stara patrzeć szerzej, zastanawiając się, jakie konsekwencje wywrze jej orzeczenie, nie tylko w sferze prawnej, ale także w zakresie skutków systemowych. Wskazywała, że tego też oczekuje od każdego sędziego. Swoje wystąpienie zakończyła: „I beg you, don’t do it!”, kierując to zdanie do sędziów TSUE.

Ta sama sędzia jako członek KRS brała udział w rekomendacji sędziego Kamila Zaradkiewicza na sędziego Sądu Najwyższego w konkursie, który stanowi oś historyczną pytań prejudycjalnych rozpatrywanych obecnie przez  TSUE, a w których w dniu 27 czerwca 2019 roku rzecznik generalny TSUE wydał opinię.

Pomijając zupełnie to, że teraz, czytając postanowienie SN z 1 lipca 2019 roku zawierające pytania do TK, rodzi się we mnie pytanie, czy sędziowie zasiadający w KRS również wygłaszać będą apele o potrzebie umiejętności przewidywania skutków systemowych ewentualnego orzeczenia, to pojawia się w tej sytuacji pewna smutna refleksja o naturze ogólniejszej…

Oto w 2019 roku doszliśmy do takiego momentu, w którym naprawdę niebezpieczne dla systemu prawa tezy, teorie, posunięcia nie budzą w obywatelach naturalnego odruchu sprzeciwu. Tak, jakbyśmy zaczęli oswajać fakt, że tam, gdzie dewastuje się system prawa, cierpią nie tyle sądy, ile obywatele, których prawa pozbawione należytej ochrony przestają mieć znaczenie.

---

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.