Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Do napisania mojego listu skłonił mnie ostatnio przeczytany artykuł, czy i ile mamy plastiku w naszym organizmie. Okazuje się, że mamy, i to niestety sporo… A zaczęło się tak niewinnie… W 1907 r. amerykański chemik Leo Hendrik Baekeland z połączenia fenolu i formaldehydu wynalazł bakelit i zapoczątkował erę tworzywa sztucznego… i tak to się zaczęło. Nie mam do niego o to pretensji, bo myślę, że gdyby nie on, to jakiś inny naukowiec prędzej czy później dokonałby tego odkrycia.

Zaczęłam zastanawiać się nad sobą, czy jem ten plastik, czy jestem uzależniona od plastiku. Nie ma się czym chwalić, że nie jemy mięsa, wędlin, że staramy się zdrowo odżywiać, nie o to mi chodzi. Chodzi
o to, gdzie i w jakiej formie to kupujemy, czy szczelnie zapakowane w plastik, czy w zwykły papier.



Przypomniałam sobie zdarzenie chyba z 1978 lub 1979 roku. Do rodziny przyjechał Polak od lat mieszkający w Ameryce i do dnia dzisiejszego pamiętam, co powiedział po kilku dniach pobytu w Giżycku. „Dlaczego Polacy chodzą na randki z reklamówką? W Ameryce w reklamówkach nosimy zakupy…”
A w tamtych latach noszenie reklamówek z napisem np. ALDI to był szpan!!

Co ja dobrego robię i co jeszcze mogę zrobić dla ochrony świata od nadmiaru plastiku? Wody w butelkach plastikowych nie kupuję od dawna, oj, czasem zdarzy się w podróży na szybko kupić małą butelkę do
pociągu. W domu nasz mazurski „kamień” z kranówki przelewam przez filtr.



Sporadycznie odwiedzam supermarkety, wspieram nasze małe, lokalne polskie sklepy oraz targowisko. Do dzisiaj mam jeszcze stary wiklinowy koszyk na zakupy, oj, kiedyś to była moda na wiklinę, nawet sklep z wikliną mieliśmy w centrum, ale padł, bo lżejsze i wygodniejsze są reklamówki.

Na truskaweczki kobiałeczka, w torebce zawsze lniana torba na zakupy. Więc gdy lodówka świeci pustkami, biorę ten mój koszyczek i odwiedzam rynek, tam wszystkie warzywa i owoce lądują w koszyku bez towarzystwa woreczków foliowych. Ale latem serce mi się kraje, gdy widzę mój ulubiony bób zapakowany w woreczek foliowy… O zgrozo.

Ryż, kasze czy inne podobne produkty tylko luzem, choć tu nie da rady uniknąć opakowania plastikowego. Oczywiście dużo szybciej i łatwiej ugotować ryż w woreczku, niż bawić się w odmierzanie proporcji wody
i sypkiego ryżu. Gotowanie 20 minut w folii… więc stąd ten plastik w naszym ciele.

Kupujemy mrożonki w folii, bo łatwiej i szybciej wrzucić gotowe do garnka, a warzywa z rynku trzeba umyć, obrać i pokroić. Chodzi też o kupowanie dzieciom zabawek plastikowych.

Fajnie byłoby wrócić do układania na podłodze drewnianych klocków, ileż to radości było. Z racji mojej pracy często jeżdżę autobusami do Niemiec.

Ostatnio miałam przyjemność jechać piętrowym, zajmując miejsce 74, czyli było tam ponad 70 osób, które przez kilkanaście godzin jazdy chcą pić.  Przemiłe panie lub panowie piloci podają herbatki, kawki w jednorazowych kubeczkach plastikowych. Niech każdy pasażer wypije przez drogę kilka napojów. Można sobie pomnożyć, ile plastiku ląduje na śmietniku.

Byłam kilka razy z przyjaciółmi na obiedzie w fajnej stołówce w Giżycku, proste wyposażenie, ale obiady naprawdę domowe i cena przystępna. Ale podawane na talerzach plastikowych.

Wiem, że nie unikniemy plastikowego świata, nie przeskoczymy tego. Ale gdyby każdy z nas zastanowił się, co JA mogę zrobić dla naszej PLANETY, to już jakiś krok ku lepszemu. 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.