Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tekst pochodzi z newslettera Czarna Księga PiS, na który możesz się zapisać na wyborcza.pl/newslettery.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Podczas oficjalnej wizyty w USA 12 czerwca 2019 r. prezydent RP Andrzej Duda powiedział, że w polskim Sądzie Najwyższym znajduje się cała grupa sędziów, którzy orzekali jako sędziowie należący do komunistycznej partii, a nawet w czasie stanu wojennego skazywali ludzi na więzienie.

Po raz kolejny wysoki przedstawiciel państwa polskiego szkalował sędziów na arenie międzynarodowej i zarzucał im komunistyczną przeszłość, pomijając, że twarzą ostatnich zmian w sądownictwie jest prokurator, który był członkiem partii komunistycznej i oskarżał w czasie stanu wojennego.

W czasie wprowadzania nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym było co najwyżej 10 sędziów, którzy orzekali w okresie stanu wojennego, a obecnie jest ich trzech. Oświadczenia te, mimo że powtarzane wielokrotnie przez zwolenników obecnej władzy, nie znajdują jednak podatnego gruntu w Stanach Zjednoczonych Ameryki.

Już 20 lipca 2017 r. rzeczniczka Departamentu Stanu USA Heather Nauert wyraziła zaniepokojenie amerykańskich władz ciągłym dążeniem polskiego rządu do stanowienia prawa ograniczającego niezależność sądownictwa i potencjalnie osłabiającego rządy prawa w Polsce.

Z raportu dotyczącego stanu przestrzegania praw człowieka w Polsce w roku 2018 opublikowanego przez Departament Stanu USA również jednoznacznie wynika, że w Polsce w 2018 roku przyjęto rozwiązania, które ograniczały zakres niezawisłości sędziowskiej. W tym kontekście niezwykle ważne stają się pytania prejudycjalne, które w ostatnich dniach Sąd Najwyższy postanowił skierować do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej na kanwie pozwu, jaki złożyła sędzia Monika Frąckowiak (sygn. akt II PO 3/19).

Dotyczą one dopuszczalności orzekania przez sądy krajowe o statusie osób powołanych na stanowiska sędziów Sądu Najwyższego i prawidłowości procedury zmierzającej do tych powołań oraz charakteru regulacji dotyczącej Izby Dyscyplinarnej. Odpowiedzi na te pytania mogą doprowadzić do konkluzji, że osoby powołane do orzekania w tej izbie nie są sędziami, a sama Izba Dyscyplinarna nie jest sądem w rozumieniu prawa Unii Europejskiej.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.