Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– W poniedziałek miałam dość. Chciałam odpuścić. „Idź na tę swoją codziennicę, może będzie ci lepiej” – powiedział mi mąż. Poszłam i prawie całą przepłakałam. Z bezsilności, z myśli o tym, jak będzie dalej w Polsce, czy da się tu żyć – mówi Sylwia Nowakowska, 29-letnia uczestniczka cieszyńskich protestów na miejskim rynku.

Godzina 17. Codziennie. Do tej pory ponad 500 razy. Pierwsza była Gabriela Lazarek, cieszyńska fryzjerka i działaczka Obywateli RP. Jeździła na protesty w obronie demokracji do Warszawy i samotnie demonstrowała przed siedzibą sądu w Cieszynie. Kiedy 19 października 2017 r. samospalenia dokonał Piotr Szczęsny, stanęła przed lokalnym biurem PiS mieszczącym się w jednej z kamienic przy miejskim rynku. Odczytywała manifest, który mężczyzna też odczytał przed śmiercią. Na miejski rynek przychodzi nadal. W powyborczy poniedziałek również. W koszulce z napisem „Love is why we are here” [Jesteśmy tu dla miłości].

Stanąć po dobrej stronie

Jedną z pierwszych, która dołączyła do Gabrieli, była Sylwia. – Nie znałyśmy się. Byłam poruszona śmiercią pana Piotra, czułam, że muszę coś zrobić. Przechodziłam któregoś dnia o 17 przez rynek i zobaczyłam Gabrysię. Stałyśmy w objęciach i płakałyśmy. Zostałam, a z czasem zaczęli dołączać kolejni – opowiada.

Jest też m.in. 67-letni Stanisław Kulka. Dokumentalista codziennic. Zdjęcia z kolejnych umieszcza na swoim facebookowym profilu. Chce, żeby wszystko zostało zapisane.

Szacuje, że odkąd dołączył półtora roku temu, ma 95-proc. obecność. Przeszkodą bywa tylko wyjazd z miasta.

– Protestuję dla siebie, dla naszych dzieci i wnuków. Historia oceni ten okres historii Polski negatywnie. Muszę stać po właściwej stronie, kiedy łamana jest demokracja.

Chcę zmiany, jeśli już nie władzy, to prowadzonej przez nią polityki i szacunku dla obywateli – mówi.

Jesienią 2017 r. na Facebooku zobaczył zdjęcie protestującej samotnie Lazarek. – Młoda kobieta potrafi stać, a starsze społeczeństwo jest obojętne – pomyślałem. Pokazałem żonie. Powiedziała, że to jej fryzjerka. Poszedłem do pani Gabrysi od razu. Zaprosiła mnie na protest, tego dnia akurat pod sądem. Stanęliśmy we dwójkę – wspomina.

Sylwia jeszcze cztery lata temu mieszkała w Warszawie. Do Cieszyna przyjechała za miłością. Mąż górnik. Początkowo wobec codziennic sceptyczny, teraz czasem też bierze w nich udział, chociaż zwykle zostaje z dziećmi w domu, kiedy protestuje żona.

Syn i córka. Sylwia przychodziła na codziennice w obu ciążach. Teraz zdarza się jej przyjść z wózkiem. – Najtrudniej było w lipcu 2018 r., podczas obrony Sądu Najwyższego. Ósmy miesiąc, ale musiałam być. Kupiłam krzesełko rybackie i tak na nim wytrwałam do porodu – wspomina. – To na tych protestach nabrałam świadomości politycznej, jeszcze kilka lat temu polityka w ogóle mnie nie obchodziła – opowiada. Demonstrowała przeciwko zaostrzeniu ustawy aborcyjnej, w obronie konstytucji, przeciwko faszyzmowi, pedofilii w Kościele, wspierała 40-dniowy protest osób z niepełnosprawnościami w Sejmie w zeszłym roku i tegoroczny.

Dziś protestujący stają w centralnym miejscu rynku, przy fontannie św. Floriana. Stałych uczestników protestu jest kilkoro. Mówią o sobie: codziennicy. – Jesteśmy różnorodni. Katolicy, protestanci, ateiści, zwolennicy Koalicji Europejskiej, Wiosny i PSL – opisuje Lazarek.

„Jeżeli nie jesteś obojętny, stań przy nas na chwilę”

Zgromadzenie jest spontaniczne – w sensie organizacyjnym i motywu protestu. Banery wyciągają z samochodów. Różne, w zależności od atmosfery politycznej. W powyborczy poniedziałek mieli ze sobą m.in. hasła: „Moją ojczyzną jest człowieczeństwo”, „Stop agresji i nienawiści”, „Faszyzm stop”, „Konstytucja”, „Fanatyzm religijny, antysemityzm, rasizm, homofobia, nacjonalizm ZABIJA” oraz flagi polską i unijną oraz baner obecny zawsze, na którym wypisana jest idea codziennic: „Jeżeli nie jesteś obojętny, stań przy nas na chwilę”. – Stoimy nie dla siebie, ale dla ludzi, którzy są na tych ulicach – mówi Lazarek.

Manifest Piotra Szczęsnego codziennicy odczytali do tej pory kilkaset razy. Rozdają go też na ulotkach przechodniom. – W ten poniedziałek czytaliśmy go również – mówi Sylwia. Jego fragmenty zna na pamięć. „1. Protestuję przeciwko ograniczaniu przez władzę wolności obywatelskich. 2. Protestuję przeciwko łamaniu przez rządzących zasad demokracji, w szczególności przeciwko zniszczeniu (w praktyce) Trybunału Konstytucyjnego i niszczeniu systemu niezależnych sądów. 3. Protestuję przeciwko łamaniu przez władzę prawa, w szczególności Konstytucji RP”.

– Kiedyś stawał mało kto, dzisiaj dołącza więcej osób. Miewamy gości z innych miast, pojawiają się artyści i politycy – opowiada Sylwia. Byli m.in.: Andrzej Hołdys, Jacek Kleyff, Władysław Frasyniuk, Robert Biedroń czy Jan Olbrycht. Lokalni politycy PiS nie odnieśli się do protestu słowem. – Mieszkańcy w większości reagują pozytywnie. Dzisiaj, bo kiedyś słownych ataków było więcej – mówi Kulka.

– Czasem młodzi się śmieją: „Dziadki stoją”, pukają się w głowę, ale też pokazują kciuki do góry, że są z nami – opowiada.

Jesienią zmienił się w mieście burmistrz, a wraz z tą zmianą straż miejska i policja przestała codzienników spisywać i wzywać na komendę.

To ludzie dają siłę

Po powyborczej codziennicy jej uczestnicy usiedli jeszcze razem przy herbacie. – Przed 17 wszyscy mieliśmy smętne miny. Później siła wróciła. Powiedzieliśmy sobie, że do wyborów jesiennych będziemy stali – mówi Kulka. – Na początku ten wynik wyborów mnie przygniótł. Teraz myślę, że może nas nauczyć pokory. Gdybyśmy wygrali choćby minimalnie, spoczęlibyśmy na laurach. Zamiast tego musimy pomyśleć, co zmienić, jak działać. Jak? Dzisiaj zrozumiałam znaczenie PSL. Wszyscy powinniśmy zadbać o to, by udało mu się odzyskać pozycję na wsi. Bez tego mostu nie wygramy – uważa Lazarek.

Stanisław Kulka: – Wierzę, że Polacy w końcu wybiorą inaczej. Gdybym nie wierzył, zerwałbym z rynkiem, siedział w domu i tylko patrzył w telewizor. W Cieszynie Koalicja Europejska miała o blisko 20 proc. lepszy wynik niż PiS. Kiedyś poparcie dla opozycji było tu mniejsze i myślę, że ta zmiana to również zasługa codziennic – dodaje.

Sylwia: – Trzeba być wśród ludzi, to oni dają siłę.

Gabriela Lazarek: – Sama bym już nie stała. Do tego czasu zostałabym już bezlitośnie wyśmiana. Wierzyłam, że przyjdą inni. W pojedynkę można coś zacząć, ale potem potrzebni są inni.

---

Co robić? Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.