Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– W Hajnówce 23 lutego policja otoczyła kordonem 75 osób, by umożliwić przejście manifestacji ku czci Romualda „Rajsa” Burego. Rozpoczęło się legitymowanie, które trwało od blisko 40 do 75 minut. 1 marca w Warszawie po zniesieniu z drogi marszu na cześć „żołnierzy wyklętych” kilkudziesięciu osób biorących udział w kontrmanifestacji, policja otoczyła te osoby kordonem i legitymowała dwie godziny – mówi Małgorzata Nowogońska, koordynatorka projektu pomocy prawnej ObyPomoc. W jego ramach bezpłatne wsparcie otrzymują osoby, które są represjonowane z powodu swojej działalności politycznej.

Legitymowanie przez funkcjonariuszy uczestników manifestacji w obronie konstytucji, sądownictwa, kontrmanifestacji itp. to od czterech lat stały element działań policji. Czynność przeciąga się w czasie, poza sprawdzeniem tożsamości osoby legitymowanej policja ustala na przykład, czy nie jest poszukiwana.

Odciąganie od protestowania

– To się zaczęło w czasie miesięcznic. Funkcjonariusze powoływali się wtedy na art. 15 ustawy o policji mówiący o tym, że policjant ma do tego prawo. Wtedy to jednak były jeszcze pojedyncze przypadki, które z czasem wydarzały się coraz częściej. Wyglądało to na metodę policji na to, by odciągnąć manifestujących od protestu. To też rodzaj szykany – mówi Nowogońska. Legitymowani – w tym również starsze osoby – w czasie prowadzonych przez policję czynności nie mogą usiąść, napić się ani oddalić do toalety.

– Po raz pierwszy legitymowano mnie w ten sposób podczas kontrmiesięcznicy smoleńskiej w maju 2017 r. na Krakowskim Przedmieściu. Policjanci zamknęli nas prewencyjnie w swoich kordonach – mówi Wojciech Kinasiewicz z Obywateli RP.

Podobny scenariusz powtórzył się podczas demonstracji przed siedzibą PiS przy ul. Nowogrodzkiej w lipcu 2017 r. Protestowali przeciwnicy zmian w sądownictwie. – Policjanci wyciągnęli z tłumu protestujących 12 osób – opowiada Nowogońska. – Byliśmy trzymani ponad godzinę w samochodzie przez policję, nie wiedzieliśmy dlaczego – wspomina Artur Szczurek, jeden z legitymowanych. Samochód, w którym przebywali protestujący, był nieklimatyzowany. Na zewnątrz panował tamtego dnia upał.

To zatrzymanie, nie legitymowanie

– Legitymowanie powinno trwać kilka minut – aby sprawdzić tożsamość danej osoby. Kiedy przeradza się w czynność dwu-trzygodzinną, jest to już wtedy nie legitymowanie, ale zatrzymanie – mówi mec. Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska. – To odbieranie wolności na kilka godzin, które musi mieć podstawę prawną – podkreśla Nowogońska.

Protestujący składają więc zażalenia na bezpodstawne zatrzymanie. Sądy badają ich zasadność, legalność i prawidłowość. I coraz częściej przyznają rację obywatelom.

Sąd Rejonowy w Warszawie uznał m.in., że niezasadne i nieprawidłowe było zatrzymanie przez policję w grudniu 2017 r. Wojciecha Kinasiewicza. Funkcjonariusze nie mieli podstaw, by przetrzymywać go dwie godziny w radiowozie. Nie sporządzili z zatrzymania protokołu. Choć sama czynność zatrzymania była legalna, bo Kinasiewicz odmówił policji pokazania dokumentów.

Jeden z funkcjonariuszy biorących udział w akcji zabezpieczania sierpniowej miesięcznicy zeznawał, że interwencję wobec Kinasiewicza podjęto dlatego, że „krzykiem miał zakłócać interwencję innego patrolu policji”. Podczas interwencji „odmówił podania swoich danych personalnych oraz stawiał bierny opór”. W związku z tym „został przetransportowany do radiowozu w celu wylegitymowania” i tam także odmówił podania danych.

Podobnie sąd rozstrzygnął niedawno w sprawie trzech osób zatrzymanych przez policję przy ulicy Smolnej w Warszawie 11 listopada 2018 r. Obywatele RP chcieli zaprotestować przeciwko organizowanemu przez nacjonalistów Marszowi Niepodległości. Przed godz. 15 – jeszcze zanim rozpoczął się marsz narodowców i z daleka od jego trasy – otoczyli ich policjanci. 45 osób doprowadzili do komendy w związku z rzekomym „zakłócaniem zgromadzenia cyklicznego”, mimo że nie przebywali na trasie Marszu Niepodległości. W komendzie przetrzymywano ich przez kilka godzin.

Zażalenia na te zatrzymania złożyło 38 Obywateli RP. Policja dowodziła, że nie doszło do zatrzymań, dokonywano tylko legitymowania. Sądy były jednak przeciwnego zdania. W ustnych uzasadnieniach sędziowie podkreślali, że przetrzymywanie kogoś przez kilka godzin w radiowozach i komendach to nie doprowadzenie czy legitymowanie, ale właśnie zatrzymanie. – Takie zatrzymania powszechnie stosowała milicja przed 1989 r., chcąc utrudnić działania opozycji. Zapobieżenie sytuacji konfliktowej – jak uzasadnia swoje działania policja – nie czyni zatrzymania zasadnym – stwierdził sędzia w jednej z tych spraw.

Zdaniem rzecznika prasowego Komendy Głównej Policji insp. Mariusza Ciarki orzeczenia sądów dotyczące zażaleń na legitymowanie „mieszają policjantom” w głowach, bo nie są jednolite. – Jeden sąd uznaje, że czynności były legalne i zasadne, inny że legalne, ale niezasadne. Czasem stwierdza, że miały charakter zatrzymania – mówi. Przekonuje, że legitymowanie odbywa się zgodnie z przepisami i w „bardziej ludzkich” warunkach, niż gdyby protestujący trzymani byli godzinami na ulicy. A trwają długo, bo dotyczą wielu osób.

Czekamy na Wasze historie, opinie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.