Dla kogo Polacy pracują w Polsce? Czy zawsze praca przynosi im satysfakcję w 100 proc.?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czy każdy Polak pracuje zgodnie ze swoim wykształceniem? Czy stać go na to, by żyć w godnych warunkach i jeszcze odkładać co miesiąc na podróże? Czy żadnemu Polakowi w Polsce nie zdarza się pracować poniżej swoich kwalifikacji? Czy wszyscy mają czas na rodzinę, na wycieczki, na swoje hobby? Dlaczego od emigrantów oczekuje się idealnego życia? A co jeżeli my, emigranci, wybieramy po prostu mniejsze zło?

W artykule z 24 stycznia pani Aleksandra Szyłło przedstawia historie Polaków mieszkających w UK . Każdy z nich boryka się ze swoimi problemami. Niektórzy nie mają czasu, by wypić wspólnie z partnerem kawę. Wszystkie zarobione pieniądze odkładają na konto. Inni żyją dniem dzisiejszym i nie zastanawiają się nad przyszłością. Czegoś mi w tym artykule zabrakło. Brakuje mi ludzi zwyczajnych, takich, którzy żyją zwykłym, codziennym życiem. Życiem, które nieznacznie różni się od tego, jakie prowadzą nasi rówieśnicy w Polsce. I o dziwo, to właśnie oni stanowią największy odsetek Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii. I ja należę do tej grupy, moi przyjaciele i moi dalsi znajomi. I pan taksówkarz, który wozi mnie na lotnisko. Dlaczego nie pisze się o nich artykułów? Może dlatego, że przeciętny Polak na emigracji jest nudny i mało medialny? A może jednak warto o tym w końcu powiedzieć głośno?

Cholera! Ja nie czuję się ani gorsza, ani lepsza z tego powodu, że mieszkam za granicą. Mam te same problemy co moi rówieśnicy w Polsce. Mąż się czasami denerwuje, samochód się zepsuje, dziecko zachoruje. Nie mieszkam na Marsie, nie oddycham innym powietrzem, nie padają na mnie promienie innego słońca. Mamy XXI wiek. Granice państw zostały zniesione, a my w odwecie budujemy granice w naszej świadomości.

Z czym kojarzy wam się Polak na emigracji? Zapewne mieszka w wynajętym pokoju, nie ma czasu na odpoczynek. Nic dziwnego, że go na coś stać, skoro je tylko konserwy. Jeżeli mu się jednak powiodło i pracuje w IT, to staje się niedostępnym snobem. Kumpluje się tylko z Anglikami, poniewiera Polską i Polakami. Czasami trudno zrozumieć, że jednak jest inaczej. Może ten Polak za granicą jest po prostu taki jak my? Prowadzi podobne życie do naszego, z tą różnicą, że od czasu do czasu posługuje się innym językiem i zamiast herbaty z cytryną wypija herbatę z mlekiem?

Moja historia na emigracji jest nudna. Mój mąż wyjechał do Wielkiej Brytanii w 2008 r. Jego znajoma załatwiła mu pracę i zaoferowała pokój w swoim mieszkaniu. Tak po prostu, bezinteresownie. Nie zawsze Polacy za granicą są dla siebie wrogami. Czasami sobie pomagają. Ja dojechałam do męża zaraz po skończonych studiach. Chcieliśmy coś zarobić na start, zaoszczędzić. Polska nie zrobiła nam żadnej krzywdy. I oszczędzaliśmy w granicach rozsądku. Na początku pracowałam przy taśmie produkcyjnej. Trwało to może pół roku. Po tym czasie znalazłam pracę w kawiarni w jednej z większych galerii handlowych w UK. Mój mąż pracował jako magazynier. Po mniej więcej trzech latach dzielenia mieszkania ze znajomymi postanowiliśmy iść na swoje. Wzięliśmy kredyt na jednopokojowe mieszkanie. Kupiliśmy samochód w UK, a za zaoszczędzone pieniądze – mieszkanie w Polsce. Obecnie je wynajmujemy. Mniej więcej po pięciu latach pracy w UK awansowałam na stanowisko menedżera w restauracji (jednej z sieciówek). Zarządzałam pracą 30 osób. Mąż przekwalifikował się na kierowcę ciężarówki. Dojazd do pracy zajmował nam około 10 minut samochodem. Dwa lata temu urodziłam wspaniałego synka. W tym momencie nie pracuję, prowadzę dom.

Tworzymy typową, trzyosobową rodzinę. Nasze życie nie różni się od tego, które wiodą moi rówieśnicy w Polsce. Mamy znajomych, z którymi się widujemy od czasu do czasu. W weekendy spotykam się na kawie z koleżankami. Wychodzimy z mężem do restauracji, czasami idziemy zjeść niezdrowego hamburgera w Burger Kingu. Zabieramy synka do parku, na plac zabaw. Robimy sobie jednodniowe wycieczki do oddalonych miejscowości. Zakupy robię zazwyczaj w najbliższym supermarkecie. Niektóre produkty, takie jak ser biały czy jabłka, kupuje w polskim sklepie. Chodzę do fryzjera. Paznokcie hybrydowe robię sobie sama w domu, podobnie jak prawie wszyscy w Polsce. W wolnych chwilach czytam książki i piekę ciasta.

Uwierzcie mi, że takich ludzi jak ja jest większość na emigracji. Mają swoje rodziny i prowadzą normalne, codzienne, niczym niewyróżniające się życie. A zdarza nam się zjeść nawet konserwy. A czy rodacy w Polsce nie mają od czasu do czasu ochoty na paprykarz? :) Polacy w UK pracują w supermarketach, w bankach, w aptekach. Na kierowniczych stanowiskach, ale również na tych najniższych. W fabrykach czy na magazynach. Czy tylko emigranci pracują na stanowiskach poniżej swoich kwalifikacji? Czy wszyscy po skończeniu studiów w Polsce znajdują od razu pracę marzeń?

Niektórzy z nas odkładają dość znaczne pieniądze, inni nie myślą o przyszłości. A czy w Polsce wszyscy mają pełne konta? No tak, bo niby emigranci tyle poświęcili, że przecież muszą zarabiać kokosy... A co tak naprawdę ja poświęciłam? Święta spędzamy z rodziną w Polsce lub w UK ze szwagierką i jej mężem, a więc też rodzinnie. Staramy się co dwa, trzy miesiące odwiedzać Polskę, wciąż mam kontakt ze znajomymi ze studiów czy z koleżankami z podstawówki. Rodzinę mam rozrzuconą po całym świecie i tęsknię za nimi, szczególnie za siostrą, która mieszka w Polsce. Staramy się być z mężem na wszystkich uroczystościach typu komunia, chrzest itp. Czasami mamy więcej czasu, czasami mniej. W jednym miesiącu wypadną niespodziewane wydatki, w innym uda się oszczędzić trochę funtów. Fakt. Nie wszystko jest identyczne jak w Polsce. Ale to, czy mieszkam pod Londynem czy pod Warszawą nie robi ze mnie istoty z innej planety. To, czy na co dzień rozmawiam po polsku czy po angielsku również. Tak samo płaczę, cieszę i smucę jak każda matka i żona w Polsce. Dzisiaj mieszkam w Wielkiej Brytanii. Być może za kilka miesięcy wrócę do Polski. A może przeprowadzę się do Niemiec?

Dla kogo Polacy pracują w Wielkiej Brytanii? Odpowiedź jest dość prosta – dla siebie. Chcą żyć, a nie tylko trwać. A czy rodacy w Polsce chcą czegoś innego?

Nie czuję się ani lepsza, ani gorsza przez to, że mieszkam za granicą. Każdy z nas ma inne priorytety, inne marzenia i inne ambicje, niezależnie od tego, czy mieszkamy w Polsce, W Wielkiej Brytanii czy na Wyspach Kanaryjskich. Cieszmy się z otwartych granic. I poznawajmy inne światy. I bądźmy otwarci na to, co jest nam nieznane. Nie krytykujmy, nie kategoryzujmy. Nie oceniajmy...

Pamiętam zdanie, które wypowiedział na jednej lekcji religii ksiądz katecheta, gdy uczęszczałam do szkoły podstawowej. „Nie wszystko musi być zawsze lepsze albo gorsze. Czasami coś jest po prostu inne”.

Pozdrawiam serdecznie,

Justyna Blahut

---

Piszcie: listy@wybocza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Wyemigrowałam z chwilą dojścia PiSu do władzy. Mam podobną pracę, jaką wykonywałam w Polsce (wykładowca uniwersytecki), nowych znajomych głównie wśród miejscowych, te same prawa i obowiązki (jak każdy obywatel EU). Wyjechałam, bo nie chciałam finansować idiotycznych pomysłów PiSu, bo miałam dosyć wtrącania się KK do wszystkiego i dyktowania mi, jak żyć.
@nickki
trochę boli jak pieniądze z naszych podatków idą na różne dziwne pomysły, a na kk to już szczególnie
już oceniałe(a)ś
17
0
@nickki

A tu masz dopłaty do Talibanu, i na głowę kościoła anglikańskiego wraz z rodzinką. Masz szkoły religijne, opłacane z budżetu państwa, w których dzieci modlą się przed każdą lekcją oraz masz Anglików przechodzących na katolicyzm, żeby móc posłać dzieci do katolickiej szkoły (bo te mają bardzo wysoki poziom nauczania). Z deszczu pod rynnę, można powiedziec.
już oceniałe(a)ś
0
12
@sankiulota1
każdy może posłać dziecko do dowolnej szkoły i naprawdę nie trzeba w tym celu zmieniać wyznania :)
(zmiana taka i tak byłaby nie do udowodnienia bo nie ma żadnego rejestru osób przynależących do danego kościoła)
już oceniałe(a)ś
3
0
@nickki
ach, poleciałaś do Anglii i od razu dostałaś posadę wykładowcy na uni? Jak miło. Ale nie w Oxfordzie, czy może jednak? I każdy tak może? Podziel się z nami!
już oceniałe(a)ś
1
7
@sankiulota1
???
już oceniałe(a)ś
0
0
@havranek

Szkoły religijne mają priorytet dla wyznawców religii. W praktyce oznacza do, że dobra szkoła zawsze będzie miała większą liczbę aplikacji niż miejsc. Dla przykłady szkoła koło mnie (ranking: outstanding) ma w takim przypadku następującą listę priorytetów:

Where there are more applicants for places than the number of places available, the governing body will offer places according to the criteria below in priority order. These apply to admissions to the Nursery and Reception Class, and admissions to all other year groups. (Please see glossary for definitions of categories)
Admissions Criteria

1. Children who are ?looked after? children and children who were previously looked after, but ceased to be so because, immediately after being looked after, they became subject to an adoption, child arrangements or special guardianship order.
2. Children from Christian families who regularly attend worship at the parish church of (...) as witnessed by the Religious Affiliation Form.
3. Children from Christian families who regularly attend worship at other churches as
witnessed by the Religious Affiliation Form.
4. Children of staff who are currently employed directly by the school.
5. Children already attending (...) Nursery.
6. Children who have a sibling attending the school
7. Any other children.

W praktyce oznacza to, że rodzice zgłaszają się do lokalnego księdza i zaczynają się udzielać, czy jak w przypadku moich znajomych (chrzczą się), byle mieć większą szansę na miejsce w dobrej szkole.

----(zmiana taka i tak byłaby nie do udowodnienia bo nie ma żadnego rejestru osób przynależących do danego kościoła)----

Serio? Kościoły nie mają spisu parafian czy ludzi ochrzczonych? W Anglii obowiązują ich jakieś inne procedury?
już oceniałe(a)ś
0
0
@icodalej
Musisz doprecyzować o co Ci chodzi.
już oceniałe(a)ś
0
0
Generalnie tak jest, większość Polaków za granicą chce tam spokojnie pracować, żyć, chce stabilności, pewności jutra, czego niestety w PL nie było, nie ma.
@dworek111
I nie bedzie
już oceniałe(a)ś
8
1
@dworek111
", chce stabilności, pewności jutra"

jeśli to jakieś pocieszenie, to stabilne jest to, że jest niestabilnie, a jutro z pewnością nie będzie pewności jutra. Ale nie wiem, czy o to ci chodziło...
już oceniałe(a)ś
0
0
@ityle
nie o to...chodziło o to że system podatkowy, zus, szkolnictwo....to co powinno być w miarę stałe nie jest takie
oddzielam filozofię od tu i teraz
już oceniałe(a)ś
3
0
Swietny tekst. Dzięki.
już oceniałe(a)ś
30
0
Dziękuje za mądry tekst. Nic dodać nic ująć, wszyscy jesteśmy obywatelami unii i świata. A ograniczenia są tylko w naszych głowach
@niewiasta
Ograniczenia, to politycy z mozołem wymyślają. To ich robota, która dobrego nie czyni.
Niestety.
już oceniałe(a)ś
0
0
świetny tekst!
już oceniałe(a)ś
22
1
Kurcze nie wiem o co chodzi. Mam znajomych którzy wyjechali, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby ich źle za to oceniać, albo że sie niczego nie dorobili. Mam to gdzieś, oceniam ich po tym czy da fajnymi ludźmi, tak samo jak ludzi którzy zostali w Polsce.
już oceniałe(a)ś
3
0
Bardzo sie ciesze, ze ktos w koncu madrze napisal. Zgadzam sie niemal w 100% z autorka listu a sam artykul Wyborczej na temat emigrantow maksymalnie mnie rozczarowal. Ja rowniez jestem ta jedna z wielu "nudnych" emigrantow, ktorzy zyja sobie roznie szczesliwie bez wzgledu na to czy tu czy tam. Pracuje w korporacji w UK, ktora o ironio ma odzialy w Polsce. I co? i nic. jedyna roznica to jezyk, ktorym sie poslugujemy. I moze to ze mam nieco dluzsze dojazdy do pracy....
już oceniałe(a)ś
3
0
Krzepiące, jeśli to prawda. Powodzenia. Jednak emigracja różni się od pracy we własnym kraju. Po dłuższym pobycie, myślę gdzieś po trzech, czterech latach nadchodzi pytanie, co dalej. Jeśli jest małe dziecko, które ma szansę mówić w obcym języku od urodzenia, otrzymać inne obywatelstwo i mieć start na wyższym poziomie, problem wyboru staje się nadrzędny. Bez względu na wybór, cokolwiek zrobisz, będziesz żałować. Taka jest cena wyjazdu na dłużej za granicę.
już oceniałe(a)ś
2
0