Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nie dość mówić o działaniu. Już jakby dojrzeliśmy do tego, by coś zrobić. I to zaczynając już dziś. Trzeba uwierzyć, że istnieją konkretne możliwości do naszej dyspozycji. Taką wiarę wyraża hasło, na które kładę akcent: szukanie śrubek.

Szukam śrubek czekających na dostępne mi narzędzie. To narzędzie to animacja grup, a śrubka „dokręcona” to taka, która uruchamia mechanizm albo raczej usuwa blokadę jego działania. Może do spokoju doprowadzić zdołałoby właśnie zwycięstwo w konkurencji dokręcania śrubek. Skrupulatna dokładność w czynieniu dobra może działać przeciw irytującym zaniedbaniom, które niekiedy mają skutki śmiertelne.

To, co się stało w Gdańsku – niespodziewane, przerażające nawiedzenie przez śmierć – każe mi nasłuchiwać z uwagą głosów z różnych stron. Najbardziej interesuje mnie pytanie: „Co robić?”. Zgadzam się bowiem, że teraz właśnie jest moment, gdy ludzie poruszeni nieszczęściem może będą bardziej gotowi, zdeterminowani wewnętrznie, by coś rzeczywiście zrobić.

To paradoks, że wzywam do działania, ale sama mówię, a nie działam. Jak się z tego wyzwolić?

Dawno temu byłam świadkiem przezwyciężenia tego paradoksu. Wypełniłam i wysłałam bardzo szczegółową ankietę, której twórcy oczekiwali wspomnień, rzeczywistych, takich wciąż aktualnych, ważnych, kluczowych. (...) Wypełnienie ankiety było warunkiem uzyskania kiedyś, z czasem, może zaproszenia na kilkudniową sesję Université de la Paix.

Była to wtedy, i pewnie wciąż jest, organizacja pozarządowa w służbie ludzi chcących się wyćwiczyć w dokręcaniu śrubek: w inicjowaniu dialogu i życiu pracowitym dialogiem; niedopuszczaniu, by się zerwał z braku starania i doświadczeń.

Grupa prowadząca tę akcję miała zespół ludzi przygotowanych do rozpoznawania, co mówią owe ankiety, jaki zapowiadają temat, przebieg i rezultat dialogu między uczestnikami. Innymi słowy: dlaczego warto spotkać między sobą ludzi, którzy zdają się zdolni do owocnej wymiany doświadczeń.

Udało mi się. Niedługo zaproszono mnie na sesję dialogu.

W Polsce brak podobnych prób. (...) Tymczasem coraz wyraźniej obserwuję często deklarowane dążenie do tego, by znaleźć i zastosować środki, które uwolniłyby młodzież od uciekania się do mowy nienawiści.

Panuje przekonanie, że to właśnie młodzież i dzieci potrzebują oddziaływań w tym kierunku. Nie ufam tej strategii: złe przykłady płyną ze środowisk dorosłych. To dorośli sądzą, że wiedzą, co i jak powiedzieć – wątpliwości odzywają się zbyt rzadko. W ogóle uważam, że jednak to dorośli przekazują dzieciom swoje ważne umiejętności i wybory. A zwłaszcza istotne sprawności emocjonalne i kulturowe dostają się dzieciom od dorosłych. (...)

Uniwersytet Pokoju nie może być zastąpiony przez Przedszkole Pokoju, choć ta nazwa brzmi zachęcająco. (...) To dorośli (może młodzi dorośli) mogą być uczestnikami dialogu doświadczeń, czyli osobistej, wręcz intymnej ich wymiany. Chodzi o konfrontację tego, czego nauczyło życie.

Z całą pewnością chodzi o naukę kontaktu bez krzywdy, który siłą rzeczy będzie wolny od nienawiści. Bo to jednak nie co innego jak właśnie krzywda (upokorzenie, wyzysk) budzi nienawiść, która znajdzie sobie wyraz.

Wprawdzie tylko na podstawie wspomnień, i to dość odległych, mogę jednak potwierdzić z całym przekonaniem, że Uniwersytet Pokoju poważnie traktował dorosłych szukających remedium na mowę nienawiści.

Tekst ukazał się pierwotnie na Facebooku autorki, dziękujemy za zgodę na przedruk

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.