Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jeden z listów opisuje dziewczynkę z niepełnosprawnościami, która mimo swoich niedomagań stara się nadążać we wszystkim za koleżankami i kolegami z klasy, aby nie być skazana na siedzenie w samotności w domu. Innej dziewczynce zabroniono chodzić do szkoły, więc dzięki uprzejmości swoich nauczycieli i proboszcza pobliskiej parafii uczy się w parafialnej salce katechetycznej. Cieszy się, bo ma kontakt z ludźmi i nie musi siedzieć w domu.

Od wakacji na stronach „Wyborcza to Wy” publikowaliśmy wielokrotnie apele i listy rodziców, aby zapewnić możliwość nauczania indywidualnego w szkołach dzieciom z niepełnosprawnościami. Dla ich zdrowia jest to bardzo ważne, aby przebywały w grupie rówieśniczej, czyli chodziły do szkoły. Nie oznacza to, że są one w stanie uczyć się w takim rytmie jak dzieci w pełni zdrowe – stąd potrzeba nauczania indywidualnego.

Nasza czytelniczka, pani Monika Mamulska, jest mamą Tomka, licealisty, który dzięki życzliwemu podejściu, wyrozumiałości i zaangażowaniu nauczycieli w swojej szkole może kontynuować naukę z rówieśnikami. Jednak obowiązujące przepisy są na tyle niejasne, że nie wszystkie dzieci mają tyle szczęścia co Tomasz Dudek.

Monika Mamulska walczy w ich imieniu. Na stronie Naszademokracja.pl zebrała ponad 100 tys. podpisów pod apelem do minister edukacji, aby w jasny, precyzyjny sposób zapewnić potrzebującym tego dzieciom możliwość nauczania indywidualnego w szkołach.

Rodzice zostają w przekonaniu, że strach gdzieś zwrócić się o pomoc.

List otwarty

Szanowna Pani Minister Edukacji Anna Zalewska,

zgodnie z prośbą Pani Rzeczniczki Anny Ostrowskiej przekazuję Państwu kontakty do wybranych uczniów pozbawionych prawa do nauki na terenie szkoły z powodu rozporządzeń Ministerstwa Edukacji.

Kamil Bączkowski z Wejherowa, uczeń technikum, napisał w największej desperacji już kolejny list do Prezydenta Andrzeja Dudy w tej sprawie, żeby pozwolił mu chodzić do szkoły!

29.08.2018, Warszawa, Ministerstwo Edukacji Narodowej, Monika Mamulska z synem Tomaszem przekazuje 35 tysięcy podpisów z apelem o dostęp dzieci niepełnosprawnych do szkoły.29.08.2018, Warszawa, Ministerstwo Edukacji Narodowej, Monika Mamulska z synem Tomaszem przekazuje 35 tysięcy podpisów z apelem o dostęp dzieci niepełnosprawnych do szkoły. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Kolejnym uczniem wykluczonym ze szkoły od czterech miesięcy jest Tomek Szczur z wioski koło Wadowic, którego mama nie dostała do chwili obecnej odpowiedzi, dlaczego jej syn nie może chodzić do szkoły z rówieśnikami, dlatego prosi o pilną interwencję i pomoc w tej sprawie.

Ale to są jedyne kontakty, które mogę przekazać – rodzice tych uczniów się na to zgodzili. Dzieci, rodzice, nauczyciele, pedagodzy i dyrektorzy szkół z całego kraju piszą do mnie i proszą o pomoc, ale nie chcą, aby ministerstwo poznało ich personalia. Dlaczego? Bo boją się negatywnych konsekwencji. Podkreślają przy tym, że ministerstwo, tworząc prawo oświatowe, nie kieruje się niestety dobrem dzieci, tylko zastraszaniem wszystkich wokół, segregując i wykluczając najsłabszych uczniów z terenu szkoły.

Są nauczyciele, którzy sprzeciwiają się stworzonym przez Was haniebnym przepisom. Starają się zachować po ludzku i pomagają dzieciom, żeby nie traciły kontaktu z rówieśnikami i nie podupadały na zdrowiu. Ale nie zgodzili się przekazać MEN swoich personaliów oraz nazwisk dzieci, które uczą.

Na czym polega zło przepisów oświatowych? Są nieprecyzyjne i każdy je może rozumieć inaczej, wzajemnie się wykluczają i pozostawiają pole do interpretacji (jedyny „twardy” i „precyzyjny” zapis mówi o domowym nauczaniu indywidualnym dzieci z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego).

Trafność diagnozy i realizacja zaleceń poradni psychologiczno-pedagogicznych zależy m.in. od opinii o dziecku (tak!!!), sympatii do niego i posiadanych relacji na terenie szkoły, zaradności i pozycji rodziców, nastawienia szkoły, tj. nauczycieli i dyrekcji, oraz rodziców innych dzieci do dziecka ze specjalnymi potrzebami i jego rodziców, decyzji kuratorium, organu prowadzącego, pozycji dyrektora w samorządzie...

W każdym przypadku kto inny staje na drodze, bo Wasze złe przepisy to umożliwiają, dopuszczając wsparcie tylko „w uzasadnionych przypadkach"! Odbija się to na najsłabszych rodzinach, szczególnie w trudnej sytuacji są rodzice samotnie wychowujący dzieci albo mieszkający, tak jak Tomek Szczur, z dala od dużych miast.

Ręczne sterowanie przez ministerstwo prowadzi najczęściej do skłócenia rodziców ze szkołą, gdyż kuratorium, zamiast pomagać, nasyła kontrole na dyrektorów szkół. W konsekwencji dzieci pozostają bez wsparcia, bo zalecenia z orzeczeń nie są realizowane, a poradnie psychologiczno-pedagogiczne nawet nie wiedzą, co dalej się z tymi dziećmi dzieje! Kończy się w najgorszy możliwy sposób, bo rodzice zostają w przekonaniu, że strach gdzieś zwrócić się o pomoc.

Dlatego żądam w imieniu ponad 100 tysięcy osób podpisanych pod petycją „Pozwólmy wszystkim dzieciom uczyć się w szkole” natychmiastowego doprecyzowania przepisów oświatowych nie, jak jest w tej chwili, w sposób jedynie dopuszczający i warunkowy, ale gwarantujący wszystkim dzieciom ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi i ze wszystkimi (tj. także dzieci z FAS, których rodzice zastępczy są teraz w sytuacji bez wyjścia) niepełnosprawnościami: 

- naukę na terenie szkoły wszystkim dzieciom, o ile taka jest ich i ich rodziców wola oraz stan zdrowia im na to pozwala;

- gwarancję minimalnego poziomu indywidualnego wsparcia wraz z doprecyzowaniem minimalnej i maksymalnej liczby godzin przysługującej na każdym etapie edukacyjnym, zgodnie ze wszystkimi zaleceniami lekarzy i terapeutów zamieszczonymi w orzeczeniach o potrzebie kształcenia specjalnego, z uwzględnieniem indywidualnych potrzeb edukacyjnych każdego dziecka w porozumieniu z rodzicami, w sposób minimalizujący ewentualne błędy i nadużycia powodujące niedostateczne wsparcie dziecka;

- kształcenie każdego dziecka dostosowane do jego indywidualnych potrzeb, na miarę jego możliwości bez zbędnej presji i motywacji negatywnej podyktowanej systemem oceny nauczycieli lub rankingiem wyników szkoły,

- wsparcie nauczycieli wspomagających przez cały czas pobytu w szkole zgodnie z przeznaczonymi na ten cel subwencjami, bez ograniczeń w pensum godzin;

- finansowanie wszystkich niezbędnych terapii zgodnie z subwencjami oświatowymi przysługującymi dzieciom, bez warunkowania ich zatrudnianiem terapeutów i specjalistów na etaty;

- uproszczenie procedury diagnozowania i przyznawania wsparcia dzieciom go potrzebującym natychmiast (teraz trwa prawie trzy miesiące i jest bardzo trudno dostępna w małych miejscowościach, gdzie często nie ma specjalistów), co pomoże zapobiec wielu tragediom i konfliktom skutkującym często wykluczeniem ze szkoły oraz dramatom przedwczesnego zakończenia nauki!

- kierowanie się w każdym rozpatrywanym indywidualnie przypadku jedynie dobrem dziecka, a nie względami administracyjno-proceduralnymi.

Natychmiastowe zmiany przepisów pomogłyby uczniom wrócić do szkoły przynajmniej w przyszłym semestrze, bo ten niestety dla wielu uczniów już jest stracony. Boję się jednak o ich pogarszający się stan zdrowia z powodu zamknięcia ich w domu i izolacji od wielu miesięcy od rówieśników.

Za ten stan rzeczy Pani jako minister edukacji jest niestety osobiście odpowiedzialna, skoro nie przyjmuje Pani od półtora roku argumentów za niewprowadzaniem zmian organizacji nauczania indywidualnego na terenie szkół dla uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, które pogorszyły już sytuację tysięcy uczniów w całym kraju, pozbawiając koniecznego wsparcia i możliwości nauki na terenie szkoły.

Środki publiczne na edukację włączającą powinny być wydawane na rzeczywistą pomoc potrzebującym uczniom. W tej chwili finansujecie kolejne fikcyjne konsultacje teoretyczne adresowane jedynie do wybranych przez was instytucji znajdujących się z dala od potrzebujących uczniów. Pomijani są natomiast rodzice dzieci pokrzywdzonych przez wasze złe przepisy, którym utrudniacie dodatkowo dostęp do potrzebnej pomocy, pozbawiając wsparcia w postaci nauki z rówieśnikami i niezbędnych terapii.

Przypominam Pani słowa mojego syna, że szkoły są po to, żeby wszystkie dzieci do nich chodziły.

Wyborcza to Wy, piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.