Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Publikujemy listy do Moniki Mamulskiej, mamy licealisty, która od wielu miesięcy walczy, aby państwo polskie pozwoliło dzieciom niepełnosprawnym na nauczanie indywidualne w szkole.

Ponad 101 tys. osób podpisało się pod apelem, też możesz podpisać apel na stronie: naszademokracja.pl

Wyborcza to Wy, piszcie: listy@wyborcza.pl

Otrzymuję alarmujące listy z historiami wykluczonych ze szkół dzieci od rodziców, psychologów, nauczycieli i uczniów (chłopiec z Wejherowa nawet napisał w tej sprawie do prezydenta Andrzeja Dudy, u którego szuka pomocy...), zbieram te historie, ale MEN je ignoruje i zignorował ponad 100 tysięcy obywateli, którzy poparli mój apel, żeby natychmiast doprecyzować przepisy oświatowe w sposób gwarantujący wsparcie na terenie szkoły dzieciom ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Trzeba uświadamiać społeczeństwo, że wykluczanie ze szkół słabszych dzieci pozbawia ich życia!

Najgorsze jest to, że rodzice dzieci często boją się występować z żądaniami nauki na terenie szkoły, bo nie chcą walczyć ze szkołą, i w efekcie niestety godzą się z wykluczeniem, myśląc, że nie ma innego wyjścia jak zaakceptować naukę w domu. Dlatego warto przypominać o tym, że każde dziecko ma prawo uczyć się w szkole!

We wtorek kolejne dziecko dostało odmowę nauki na terenie szkoły – zadzwoniła do mnie zrozpaczona matka z pytaniem, co zrobić, żeby jej syn wrócił do szkoły? Wioska na południu Polski, rodzice w sytuacji bez wyjścia. Podobno były rozmowy z kuratorium, ministerstwem, które pozbawiło możliwości wsparcia chłopca na terenie szkoły. Ale na piśmie rodzic nic nie dostał, matka czeka na odpowiedź, a syn czwarty miesiąc jest zamknięty w domu i jego stan zdrowia niestety się pogarsza.

29.08.2018, Warszawa, Ministerstwo Edukacji Narodowej, Monika Mamulska z synem Tomaszem przekazuje 35 tysięcy podpisów z apelem o dostęp dzieci niepełnosprawnych do szkoły.29.08.2018, Warszawa, Ministerstwo Edukacji Narodowej, Monika Mamulska z synem Tomaszem przekazuje 35 tysięcy podpisów z apelem o dostęp dzieci niepełnosprawnych do szkoły. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

MEN nie ma żadnej oferty dla dzieci z niepełnosprawnościami po szkole podstawowej, co prowadzi do usuwania ich i nas ze społeczeństwa. Nasze dzieci pozbawia szans na zdobycie kwalifikacji zawodowych, co utrudni im dziedziczenie gospodarstw na wsi, zaś po osiągnięciu pełnoletności usuwa z systemu ubezpieczeń społecznych.

Minister Zalewska za pośrednictwem kuratorium rozdaje materiały dyrektorom, z których jasno wynika, że edukacja włączająca nie dotyczy uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi! Tzn. MEN nie ma dla nich żadnej oferty poza szkołami specjalnymi i taki mają plan włączania przez wyłączenie. Uderza to w najuboższych i najsłabszych, najgorzej jest na wsi i w małych miejscowościach.

Nie pozwólmy minister Annie Zalewskiej usunąć najsłabszych uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi ze społeczeństwa – nie stać nas na to!

Monika Mamulska

Adres do autorki: monika.mamulska@gmail.com

***

Tajne nauczanie dzieci w potrzebie

Przedstawiam dwie sprawy ze szkoły, w której pracuję (południe Polski).

Przypadek pierwszy – 15-letnia dziewczynka. Nie ma niepełnosprawności intelektualnej, ale zespół wad fizycznych, często choruje, nieakceptowana przez klasę. Przez dwa lata gimnazjum miała nauczanie indywidualne w szkole, teraz ma je mieć w domu. Bardzo przeżywała całą sytuację, nie wyobrażała sobie, że będzie zamknięta w domu. Wymyśliliśmy więc, że lekcje będą odbywały się w pobliskiej parafii i dzięki uprzejmości proboszcza tam chodzimy na zajęcia, a dziewczynka może wyjść z domu i ma kontakt z ludźmi. Oczywiście wszystko jest nielegalne i przypomina tajne komplety.

W podobnej sytuacji jest uczeń czwartej klasy technikum, ma zespół Aspergera. Jego lekcje również odbywają się na parafii. Gdybyśmy zostawili go w domu, totalnie uzależniłby się od komputera.

W obydwu przypadkach poradnia lokalna nie poinformowała rodziców o możliwości indywidualizacji niektórych zajęć. Zresztą w przypadku tych osób włączanie w grupę rówieśniczą jest bardzo trudne.

L.

Aby pomóc dzieciom, musimy łamać durne prawo

Jestem pedagogiem w liceum ogólnokształcącym. Aktualnie w mojej szkole wszyscy uczniowie z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego (dwóch uczniów z autyzmem wysokofunkcjonującym, jedna uczennica z niepełnosprawnością ruchową) uczą się w trybie normalnym. Nauczania indywidualne mają uczniowie z problemami psychicznymi: depresje, fobie, choroby psychiczne. Zamknięcie takich uczniów w domu jest założeniem im pętli na szyję…

Z naszego wieloletniego doświadczenia wynika, że osoby z zaburzeniami psychicznymi, objęte farmakoterapią, nie są w stanie uczestniczyć w pełnym wymiarze godzin lekcyjnych, więc nauczanie indywidualne – w wymiarze 12 godzin – jest dla nich optymalne. Ale ci uczniowie (z wyjątkiem bardzo silnej fobii społecznej) zawsze przychodzili do szkoły na nauczanie indywidualne i często jeszcze sobie wchodzili na godziny wychowawcze do swojej klasy, kółka zainteresowań, imprezy szkolne itp.

W tej chwili – przy tych nowych, durnych i antyludzkich przepisach – w ustaleniu z rodzicami – łamiemy prawo.

Uczniowie absolutnie nie chcą nauczania w domu, rodzice – oboje pracujący – boją się zostawiać samo w domu dziecko, np. z myślami samobójczymi, i błagają dyrekcję, żeby jednak mogli odstawiać te dzieci do szkoły.

W szkole mamy higienistkę na pełnym etacie, dwóch pedagogów szkolnych i takie dziecko jest znacznie bezpieczniejsze na terenie szkoły, niż samotnie siedząc w domu.

W mojej szkole (ponad 1100 osób) aktualnie mamy dwoje dzieci na nauczaniu indywidualnym w domu (jedna osoba po operacji, jedna z silną fobią społeczną i stanami lękowymi), cztery uczennice, przy których łamiemy prawo, bo przychodzą do szkoły, i jeszcze jedna w trakcie procedury przyznawania nauczania indywidualnego, przy której też będziemy łamać prawo...

Z tego, co wiem, to w naszym mieście tylko moja dyrekcja ma odwagę przyznać, że przepisy są nieludzkie i że nie weźmiemy sobie na sumienie tego, żeby któryś nasz uczeń, zamiast wychodzić z depresji, to – siedząc samotnie w domu – się w niej pogłębiał...

E.

Na szczęście nauczyciele są fantastyczni, nie godzą się z decyzjami na górze

Przystąpiłam do Pani akcji z uwagi, iż mam 15-letnią córkę z orzeczeniem o indywidualnym nauczaniu wykluczoną ze szkoły. Niestety! Mam kontakt z kilkoma rodzicami z takim samym problemem. Córka uczęszcza do gimnazjum, gdzie są fantastyczni nauczyciele, którzy także nie mogą zrozumieć i pogodzić się z decyzjami „na górze”.

A my – rodzice, tak naprawdę, pośrednio – zostaliśmy więźniami własnych domów…

EK

Szkoła nie zgodziła się na nauczanie indywidualne, dziewczynka próbuje nadążyć za klasą

Z. jest uczennicą klasy IV szkoły podstawowej. W minionych latach edukacji była objęta nauczaniem indywidualnym, prowadzonym w szkole w osobnym pomieszczeniu z nauczycielem. Dotyczyło i dotyczy jej także orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego.

Z relacji matki Z. wiem, że dotychczas, tj. w kl. I–III, matka sama występowała o objęcie jej dziecka nauczaniem indywidualnym. Decyzja była wówczas pozytywna. Teraz dyrektor szkoły postanowiła wyręczać matkę w tej czynności. Trzykrotne wystąpienia zakończyły się odmową (niebawem ma się znów zebrać zespół orzekający).

Bez wiedzy i zgody matki wykonano Z. badanie logopedyczne. Efektem jest zaniechanie zajęć z tego obszaru w szkole, choć dziewczynka ma problemy z mową/wymową.

Nie wszystkie zalecenia z orzeczenia o kształceniu specjalnym są realizowane.

Od nauczycieli proszących o dyskrecję wiem, że Z. nie potrafi samodzielnie napisać zdania, czyta z pomocą drugiej osoby i potrzebuje pilnie wsparcia, którego nie dostaje! Mimo tych dysfunkcji włączona została w rytm klasy. Nie jest w stanie nadążyć za tradycyjnym tempem prowadzenia lekcji. Jej mama to potwierdza.

Pozbawiona wsparcia nauczyciela wspomagającego Z. jest również ofiarą przemocy klasowej. Matka opowiedziała mi historię o tym, że kilka koleżanek z klasy zamknęło ją w szkolnej toalecie, nakazując, by rodziła dziecko. Poza tym jest lżona i wyszydzana. Mama interweniowała u wychowawczyni i dyrekcji. Bezskutecznie. Taki jest rezultat pozostawienia dziecka bez niezbędnej pomocy!

Odnośnie chłopca z VII klasy, u którego nauczanie indywidualne odbywa się w domu składającym się z pokoju i kuchni, które zajmuje 7 osób i w takich warunkach odbywają się zajęcia: poprosiłam nauczyciela, aby przekazał jego rodzicom kontakt do mnie.

G.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.