Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jerzy, Mostówka (wieś po Wołominem), mazowieckie
Emeryt, były sołtys, teolog katolicki, absolwent papieskiego wydziału teologicznego.

– Uważam, że trzeba się zachowywać przyzwoicie. Człowiek nie musi mieć wszystkiego. Ja jestem pozytywnego usposobienia. Ale chodzę na demonstracje i protestuję po to, żeby mój wnuczek żył w normalnym kraju. Widzę, że im bliżej wyborów, tym pobożność większa. Jak się odsuniemy od wyborów, to tej pobożności takiej już nie będzie. Ubrał się diabeł i ogonem na mszę dzwoni – jak to się mawia.

U nas,w Mostówce, to szczerze to chwilami ksiądz głupoty gada. Część go słucha, ale u nas raczej ludzie nie wierzą w księdza jak w wyrocznię. Niemniej on ma duży wpływ na wybory. Próbuje ludziom mówić, na kogo mają głosować. Ja to mam ochotę wyjść z kościoła, jak takie rzeczy słyszę. I uważam, że Episkopat Polski powinien wydać zarządzenie, że niedzielne kazanie powinno być pięciominutowe. Kiedyś arcybiskup Michalik powiedział, coś co bardzo mi się nie podobało – że katolik powinien głosować na katolika. To co? Też blondyn na blondyna, brodaty na brodatego? To jest niepoważne.

Marian Szyszka, Szczawno-Zdrój
mieszka w Szczawnie-Zdroju od 1989 r. Emerytowany policjant i fotograf, ma 70 lat, od ponad 50 obsesyjnie kocha Stonesów. Dziadek bliźniaków, którym chce pokazać Szczawno i utrwalić jako najwspanialsze wspomnienie z dzieciństwa.

– Szczawno to miejscowość uzdrowiskowa, w której nie brakuje placówek leczniczych, ale ta doskonała ochrona zdrowia nie jest dla mieszkańców. Szczawieńscy emeryci są w gorszej sytuacji niż przyjezdni. Właściwie dla nas przeznaczona jest niewielka przychodnia, w której zatrudnieni są lekarze podstawowej opieki. Brakuje specjalistów. Trudno mówić o tym, że czeka się w kolejkach. Ludzie muszą szukać porady w innych dzielnicach Wałbrzycha albo udawać się poza miasto, najczęściej do Wrocławia. Sam korzystam z pomocy kardiologa we Wrocławiu. Gdy chciałem się zapisać na badania i kurację do Zakładu Przyrodoleczniczego w Szczawnie, to usłyszałem, że będę czekać 12 miesięcy.

Katarzyna, Siemiatycze
Do niewielkiego podlaskiego miasteczka przeprowadziła się z Krakowa. 30-letnia mama dwojga dzieci, trzecie w drodze. W wakacje z mężem (jego rodzina pochodzi z Podlasia) otworzyli pod Grabarką (miejsce pielgrzymkowe prawosławnych) food trucka Smaki Podlasia z podlaskim slow foodem. Serwują lokalny specjał – babki ziemniaczane (piecze się 45 minut) i z powodów ekologicznych sztućce podają tylko drewniane. Kasia pracuje też jako fryzjerka i walczy o plac zabaw w Siemiatyczach. Jest przeciwko aborcji, w zeszłym roku była na marszu pro-life.

– Wydaje mi się, że tutaj, na wschodzie Polski, kobiety są bardziej przedsiębiorcze niż w innych miastach. Są bardziej zaradne i odważniejsze niż faceci. Kiedyś było tak, że facet zarabia na dom, a kobieta siedzi w domu. Ja nigdy nie chciałabym być utrzymanką faceta. Jak byłam w ostatniej ciąży, to pracowałam do dziewiątego miesiąca. I teraz też będę pracować do końca. Nie wyobrażam sobie, że mój mąż Marek jest w pracy, a ja w tym nie uczestniczę, bo ten nasz food truck to jest coś, co tworzyliśmy razem.

Agata Siarkiewicz, Chynów
Ma 42 lata, jest mamą pięciorga dzieci. Najmłodsze ma cztery lata, najstarsze – 12. Pierwsze urodziła tuż po trzydziestce. Wychowuje dzieci i pracuje – dojeżdża do pracy do biura codziennie 60 km. Jest dumna z tego, że ma czas na swoje pasje, tańczy na rurze i śpiewa w chórze kościelnym.
Mieszka w Chynowie, dzielnicy Zielonej Góry.

– Jestem aktywną mamą na tyle, na ile można przy gromadce dzieci. Do moich aktywności podstawowych należy praca cztery dni w tygodniu, ponieważ zawsze jeden dzień w tygodniu poświęcam dla rodziny. Tak się udało z moim pracodawcą ustalić po urodzeniu piątego dziecka. W moim otoczeniu coraz więcej kobiet realizuje się poza domem. Nauczyłyśmy się i łączyć i dzielić obowiązki. Ja się czuję spełniona i zrealizowana. Nigdy nie spotkałam się z dyskryminacją w pracy, ale wiem, że ten problem jest.

Cieszę się, że jest program 500+, nie ratuje on nam życia, ale dzięki niemu wystarcza nam na opłacenie zajęć dodatkowych dla wszystkich dzieci.

Maria, Pasynki (podlaskie)
Emerytka, pół życia przepracowała w państwowych urzędach. Mieszka w Białymstoku, a nie w swojej rodzinnej wsi, bo często nie ma tu jak dojechać. Ma dwóch synów – jeden mieszka na stałe z Irlandii, drugi niedawno wrócił z Wielkiej Brytanii.

– Dla mnie jest to nie do pomyślenia, że w XXI wieku nie ma w ogóle dojazdu do najbliższego miasta. Ja nie jestem zmotoryzowana i nie mam do tego predyspozycji. Nawet gdyby za darmo dali samochód, tobym nie pojechała, bo dla mnie drogi są za wąskie. Nie rozumiem, że przy tak dużym wzroście gospodarczym, o którym teraz się mówi, starsza osoba nie może normalnie wsiąść do autobusu, pojechać do miasta, załatwić sprawę i wrócić. No, nie rozumiem. To zaraz po wojnie było lepiej.

Jak tylko poszłam na emeryturę, to co roku były jakieś podwyżki. Niedużo, 70-80 złotych, czasami wpadała setka, ale jak wprowadzili 500+, to emerytom urwali i przesyłali powiadomienia, że podwyżka to 5 złotych. To już, kurde, by nie denerwowali. To jest śmiechu warte! Te zachwyty „och” i „ach” to trzeba podzielić na pół. Te pieniądze dzieciom się należą, niektórym rodzinom to bardzo pomogło. No, ale zabrali te marne grosze emerytom. Teraz się chwalili, że te 300 złotych na książki dali… Jak moi chłopcy chodzili do szkoły, to też dostawali książki za darmo. Czy to były nowe, czy to były stare, to już inna sprawa, ale to nic nowego, to kiedyś było.

Wysłuchali: Edyta Iwaniuk, Izabela Szyszka, Paulina Nodzyńska, Igor Iwaniuk

Wszystkie 120 rozmów oglądaj na wyborcza.pl

Wyborcza to Wy, piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.