Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Anna Mierzyńska – analizuje funkcjonowanie polityki w sieci, była dyrektorką biura białostockiego posła PO Roberta Tyszkiewicza, prowadzi firmę marketingową

Jeszcze kilkanaście tygodni temu Mateusz Morawiecki obrywał w sieci od skrajnej prawicy głównie za uleganie Żydom. Dziś – za „sprzedanie Polski Ukraińcom” albo raczej „bandersynom”. „Ukry się jednoczą, by zrobić kolejny Wołyń” – czytamy na Facebooku.

To zaskakujące, jak bardzo rozjeżdżają się wyniki sondaży opinii publicznej o nastawieniu Polaków do Ukraińców z dyskusją w mediach społecznościowych. Z raportu CBOS z maja 2018 r. wynika, że 56 proc. Polaków jest za przyjmowaniem imigrantów z Ukrainy, 35 proc. przeciw – i jest to dość stabilny trend.

Na forach internetowych i na Twitterze dyskusje na ten temat są ostre, ale dość zrównoważone. Tak jednoznacznie przeciwne Ukraińcom środowiska znalazłam tylko na Facebooku. Środowiska te wciąż nie są liczne – za to bardzo aktywne.

Zainteresowanie Ukraińcami w ostatnich tygodniach stale rośnie. Widać to choćby w zestawieniu liczby wzmianek w polskiej sieci nt. Ukrainy (i Ukraińców), Litwy (i Litwinów) oraz muzułmanów. O Ukrainie w ciągu ostatnich 30 dni pojawiły się 24792 wzmianki, z tego prawie 14 tys. w mediach społecznościowych. O Litwie – niewiele ponad 6 tys. wzmianek, z czego połowa w social mediach. O muzułmanach mamy 8700 wzmianek, z tego 6 tys. w mediach społecznościowych.

Tematyka antyukraińska jest obecna w polskim internecie przynajmniej od 2014 r. Po zajęciu Krymu przez Rosję Ukraina miała w Polsce wsparcie zarówno obywatelskie, jak i polityczne. To było groźne dla Kremla, dlatego media i konta prokremlowskie wprowadziły do polskiej sieci narrację antyukraińską.

W czerwcu 2017 r. wszedł w życie ruch bezwizowy UE–Ukraina, dotyczący co prawda turystów, a nie pracowników, ale prokremlowskie media działające w Polsce wykorzystały to do kolejnego wzmocnienia narracji antyukraińskiej. Stąd rosnąca liczba wzmianek w sieci. Kolejny powód to informacje w mediach o liczbie Ukraińców w Polsce.

Antyukraińscy: Ruch Narodowy, ONR i Kukiz’15

Dziś widać, że pewne działania padły na podatny grunt. Niechęć i nienawiść wyrażane w sieci zaczynają być widoczne w „realu”.

Ruch Narodowy (radykalne ugrupowanie narodowe) w niedawno ogłoszonym programie samorządowym zawarł postulat antyukraiński (a nie antymuzułmański). „Stop ukrainizacji Polski” – mówili 1 września na konwencji samorządowej narodowcy.

8 września ONR we Wrocławiu po raz kolejny zorganizował pikietę przeciwko Ukraińcom. Przyszło zaledwie kilkanaście osób, ale, bazując na antyukraińskich nastrojach, dolnośląski ONR rekrutuje dziś nowych członków. „Za granicę wyjechały nasze rodziny oraz nasi przyjaciele, a „ekonomiczni eksperci” wmawiają nam, że Ukraińcy ratują naszą gospodarkę. Skończmy z tą patologią! Powiedz NIE ekonomicznej migracji! Bojkotuj firmy zatrudniające Ukraińców!” – napisano w ONR-owskich ulotkach.

Na Dolnym Śląsku pojawił się ostatnio prywatny billboard przy autostradzie A4. Przypomina on o „ukraińskim ludobójstwie dokonanym na obywatelach II RP przez członków OUN-UPA”, a wydrukowane słowo „pamiętamy” sprawia wrażenie ociekającego krwią. To inicjatywa z Facebooka – pomysł pojawił się na antyukraińskiej grupie, która złożyła się na wynajęcie billboardu. Efekt tak się spodobał, że obecnie trwa zbiórka na kolejnych sześć „reklam”, co będzie kosztować 11,5 tys. zł – niby niewiele, ale jak silne muszą być emocje, skoro ludzie uznają, że warto wydać na ten cel swoje pieniądze?

O emocjach opowiadał ostatnio poseł Marek Jakubiak z Kukiz’15 kandydujący na prezydenta Warszawy: „Mówię o swoim stosunku do Ukraińców. To, że na Wołyniu Ukraińcy mordowali swoich sąsiadów, jest niewybaczalne. Dzisiaj też im się wszystko należy, przyjeżdżają tu jedynie w celach zarobkowych.” Antyukraińsko wypowiadał się także inny poseł Kukiz`15 Tomasz Rzymkowski (w październiku 2017 r.): „Ukraińcy robią z nami, co chcą. My im dajemy pieniądze na drogi, a oni budują pomniki Bandery”.

Fot. screenshot FB

Podobne wypowiedzi masowo pojawiają się w mediach społecznościowych. Aktywnie działające grupy i strony na Facebooku gromadzą Polaków nastawionych antyukraińsko. Są to m.in. fanpage’e: Ukrainiec nie jest moim bratem – 66 tys. fanów, Stop dla ukrainizacji Polski – 3,2 tys. fanów, wzrost o 1,2 tys. w ciągu ostatnich kilkunastu tygodni, Polski Lwów – 8 tys., Lwów Zawsze Polski – 11 tys., Lwów jest polski – 39 tys., Pamiętam Wołyń – 29 tys., Sprawa Kresowa – Sprawa Narodowa – 3,3 tys.

Do tego grupy o podobnych nazwach; jest też czynnie działająca grupa Genocidium atrox. Ukraińskie ludobójstwo na południowo-wschodnich Kresach RP – prawie 10 tys. członków, wzrost o 900 osób w ostatnim miesiącu.

Na większości z nich bardzo aktywnie dyskutuje się o Ukraińcach, choć strona PamiętamWołyń prezentuje dziś głównie warszawsko-szczecińskie treści wyborcze, materiały zamieszcza na niej słynny ostatnio bloger i były pracownik Ministerstwa Sprawiedliwości Dariusz Matecki.

Wpisy o antyukraińskiej treści można znaleźć też na innych fanpage’ach, np. na Kliknij lubię to, jeśli gardzisz Tuskiem – 43 tys. fanów, Jestem dumny, że jestem Polakiem – 73 tys., Kresy.pl – 99 tys. fanów – choć tu funkcjonują wśród wielu innych tematów.

Infekowanie nienawiścią do Ukraińców jest wyjątkowo proste. Antyukraińskie fanpage’e są otwarte i każdy ma do nich dostęp. Użytkownicy szeroko republikują prezentowane tam treści. Część grup również jest dostępna dla każdego.

Codziennie prezentowane są artykuły ukazujące Ukraińców z najgorszej strony. Newsy upubliczniane na wskazanych fanpage’ach pochodzą z reguły z kilku portali: nczas.com (Najwyższy Czas), medianarodowe.org, magnapolonia.org, wolnosc24.pl, wolna-polska.pl i kresy.pl oraz z dużych ogólnopolskich portali, jeśli tylko napiszą coś krytycznego o Ukraińcach.

Analiza ilościowa wzmianek nt. Ukrainy w ostatnim miesiącu wskazuje, że w pierwszej czwórce najczęściej piszących o Ukrainie (poza mediami sportowymi) są portale Sputnik News i Kresy.pl.

Sputnik News to jawnie prokremlowskie medium, jego informacje powiela sporo prawicowych portali.

Również Kresy.pl są opisywane jako prokremlowskie medium w raportach programu CEPA STRATCOM zajmującego się badaniem rosyjskiej wojny informacyjnej w Europie (współtworzą go m.in. Edward Lucas z „Economista” czy Andrzej Poczobut, białoruski korespondent „Wyborczej”).

Reszta portali jest skrajnie prawicowa. Wcześniej koncentrowały się na muzułmanach, od kilku miesięcy jednak schodzą oni na dalszy plan. Dziś najgorsi są dziś Ukraińcy.

Ogromne emocje na antyukraińskich stronach na Facebooku budzi sprawa Ludmiły Kozłowskiej z fundacji Otwarty Dialog – jest ona obraźliwie określana jako „upadlinka”, „ukurwinka” lub po prostu „banderówka”. Niedawno pojawiła się informacja, że jej działalność to spisek niemiecko-ukraiński przeciwko Polsce.

Na antyukraińskich fanpage’ach Rosja nie występuje w roli wroga, a raczej jako stabilne państwo. Putin pojawia się w komentarzach jako ten, który może zatrzymać zawłaszczanie Polski przez Ukrainę. Pojawiają się wpisy sugerujące polsko-rosyjski rozbiór Ukrainy jako najlepsze rozwiązanie sytuacji.

Dużo emocji budzą newsy o przestępstwach, których sprawcami mają być Ukraińcy, np. napaść i strzały w Obiszowie (bus miał ukraińskie numery rejestracyjne) czy dwie bójki z udziałem Ukraińców w Oławie. Intensywnie komentowano też powstanie pierwszej ukraińskiej gazety w Polsce czy wideo, w którym Ukrainiec narzekał na ciężkie warunki pracy.

Antyukraińskie reakcje użytkowników można podzielić na dwie grupy.

Po pierwsze: nienawidzimy Ukraińców, bo dopuścili się ludobójstwa Polaków (tak określana jest zbrodnia wołyńska).

Po drugie: Ukraińcy psują polski rynek pracy oraz zawłaszczają nasz kraj, przy czym to dopiero początek, bo za Ukraińcami pojawią się muzułmanie czy Azjaci i zmuszą Polaków do emigracji.

Obie narracje są bardzo emocjonalne i wręcz podręcznikowo łączą polskie lęki o utracie pracy i domu.

Użytkownik imieniem Mario pisze np.: „buta Ukraińców w polsce jest ogromna, ich niesamowita przestępczość, w zależności od województw 50-70 procent poszukiwanych przestępców listem gończym to ukraińcy, i ta banderyzacja całej Ukrainy, to skryminalizowane faszystowskie państwo, ukrainiec to wróg.” Co ciekawe, Mario informuje na Facebooku, że mieszka w Lyonie, więc nie wiadomo, skąd wie, jak wygląda sytuacja w Polsce.

Wśród komentujących są zarówno konta zagraniczne, jak i konta fałszywe, puste i anonimowe. Ale stwierdzenie, że antyukraińską narrację tworzą głównie fake’owi użytkownicy, to zbytnie uproszczenie.

Znacząca część antyukraińskich użytkowników mediów społecznościowych to Polacy z krwi i kości: „nigdy nie powinniśmy tym diabłom wybaczyć tej niewyobrażalnej męki naszych rodaków”, czy „To się ukry zdziwią Nikt ale to Nikt ich – Nie chce a zmiana rządu jest potrzebna (...)”.

Winią rząd i PiS – ich zdaniem to oni sprowadzają Ukraińców do Polski. Nie oznacza to, że cenią Platformę – nienawiść do niej ugruntowali w sobie lata temu.

Fot. screenshot z FB

Kreml zaciera ręce

Sytuacja jak marzenie z punktu widzenia prokremlowskiej propagandy. Nie dość, że obie narracje – historyczna i ekonomiczna – skłócają społeczeństwa, to jeszcze dzielą prawicowy elektorat w Polsce.

Możliwe, że PiS, walcząc o rząd prawicowych dusz, wprowadzi ograniczenia wjazdowe dla Ukraińców oraz zacznie blokować kontakty polityczne z Ukrainą. Kreml tylko będzie zacierać ręce, jeśli Polska przestanie wspierać prozachodnie aspiracje Ukrainy.

Jeśli ktoś dziś uważa, że antyukraińska zaraza zaatakowała niewielu Polaków więc nie ma się czym martwić, powinien przeanalizować jak rosła niechęć do uchodźców muzułmańskich.

W 2015 r. według CBOS-u 72 proc. Polaków deklarowało poparcie dla przyjmowania uchodźców z krajów objętych konfliktami zbrojnymi. Rok później już tylko 39 proc. Oczywiście ogromne znaczenie miały akty terrorystyczne, do których doszło w różnych państwach, ale niebagatelną rolę odegrało szerzenie skrajnie negatywnego dla uchodźców przekazu. Nad skłócaniem Polaków z Ukraińcami Kreml pracuje już od kilku lat. I właśnie dziś widzimy pierwsze realne efekty tej propagandy. Kolejne zapewne niedługo.

Zachowano oryginalną pisownię wpisów z social media.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.