Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Narodowe Czytanie za nami. W sobotę w wielu miejscach w Polsce i poza jej granicami czytaliśmy „Przedwiośnie” Stefana Żeromskiego. Z listów i wpisów na naszym Facebooku czy Instagramie, a także w komentarzach pod artykułami na portalu „Wyborczej” wiemy, że wspólnie obroniliśmy oryginalny tekst powieści. Ten, w którym występuje to „okropne” słowo „tudzież” i który roi się od przymiotników – co, jak pamiętamy, tak bardzo nie podobało się panu Andrzejowi Doboszowi, autorowi adaptacji książki na potrzeby Narodowego Czytania. Mnie najbardziej chyba ucieszyły te wiadomości od naszych czytelników, w których – przyłączając się do powołanego w naszej redakcji Społecznego Komitetu Obrony Tudzież(y) – zapewniali, że z chęcią sięgną po wielu latach po Żeromskiego, przede wszystkim po to, by przypomnieć sobie język, którym mówiła Polska, gdy odzyskiwała niepodległość i gdy formowało się nowe państwo.

Ale nasze skrzynki mejlowe wciąż przychodzą od Państwa listy, w których prezentowali Państwo słowa, które z języka polskiego nigdy nie powinny zostać wymazane. Oto jeszcze kilka przykładów – z jednego zaledwie listu.

„Bakcyl” – z punktu medycznego »drobnoustrój wywołujący chorobę, zarazek«. Władysław Stanisław Reymont pisał: „Jesteś dziwny od pewnego czasu, jakbyś połknął bakcyl miłości” („Ziemia obiecana”). Czyli ugodzony strzałą Amora. Bakcyl, jak to bywa z zarazkami, tak się rozwinął, że była epidemia na to słowo. W XXI w. powiedzieć otwarcie, że ktoś ma bakcyl miłości, nie jest trendy. Dziś wszystko musi być seks. Nawet ciacho.

„Chachmęt” – para czasownikowa chachmęcić-zachachmęcić, która bierze się z rzeczownika chachmęt. Tak określano rozgardiasz. Można zachachmęcić książkę albo dokumenty, a także sprawę, tj. »uczynić co niejasnym, niewyraźnym; zamącić, zamazać, zatuszować«. Dawniej chachmęt znaczyło tyle, co gęste krzaki, zarośla, potem uczyniono z niego synonim zamętu, chaosu. Jak w biurze. Nie do pozazdroszczenia jest praca tych, którzy próbują zrobić porządek. Pracę biurową mam już za sobą, więc wiem, co piszę, a nie piszę, co wiem.

„Gach” – zalotnik, który ubiega się o względy kobiety. Niewiasty wpadały w ich sidła. Bałamucili kobiety i żyli rozpustnie. Dzisiaj już tak się nie mówi, używa się eufemizmów i synonimów. Dla wszelkich podbojów i zdrad jest więcej zrozumienia i bez ocen. Łowczy zająca samca nazywają gachem. Niepisane prawo pouczało, żeby z zajęcy zachować więcej samic niż gachów (trzech samców na pięć samic). Ciekawostka ze świata, który znika z pola widzenia tych, którzy nie polują z nagonką.

„Lofer” – to był ktoś, kto miał niechęć do pracy, nauki, lubiący przebywać poza domem. Chodził tam, gdzie go oczy i nogi niosły – zabijał czas, zamiast go przeżywać. I nikt go za to nie ścigał poza westchnieniem – psiakostka!

„Michałki” – drobne rzeczy, np. notki. Łyczek gorzałki zwał się michałkiem. Na weselu panie piły z takiego kielonka z grubym dnem, w którym mieściła się kapka alkoholu. Ździebko było formą kamuflażu. Widziałem taki kieliszek, więc jestem pod wrażeniem kobiecego sprytu oraz podziwu, że ktoś znał miarę toastów, jakie padły przy stole powleczonym obrusem.

„Pantałyk” – oznacza chytrość, wiedzę (Azerbejdżan), pętlę (Ukraina), w Bawarii problem do rozwiązania, zaś w Polsce coś zbitego z tropu. Tak więc uważajmy w czasie rozmowy, żeby słuchać tak, aby ktoś mógł się wypowiedzieć – nie wcinajmy się jak klin w kłodę, aby rozczepić. Żeby człowiek nie wyglądał jak zmieszany (zbity z pantałyku).

„Szaławiła” – dawniej też mówili szałaputa. Pisali o nim m.in. Stefan Żeromski, Józef Ignacy Kraszewski, Franciszek Zabłocki, Julian Tuwim, Jan Brzechwa. I go komplementowali, że to wolnomyślnik, butny i nieco porywczy. Dzięki niemu zmniejsza się poziom nudów. Zamiennie używano słowa „świszczypała” (lekkoduch) – ktoś komu śwista w głowie (w pale). Wietrznik-wesołek.

Wszystkie te propozycje nadesłał jeden z najbardziej zaangażowanych w działalność SKOT-u naszych Czytelników, pan Czesław Szczepaniak z Warszawy.

Nasza rozmowa o słowach, których nie można wymazać, przerodziła się z czasem także w dyskusję o słowach, których znaczenia nie rozumiemy, które używamy w złym znaczeniu, słowach zapożyczonych, a nawet – jak napisano w jednym z listów – „zachwaszczających” piękną polszczyznę.

W liście od pana Andrzeja Pleszczyńskiego czytamy m.in.:

„Bardzo podoba mi się SKOT. Ale co tu mówić o zapomnianych, pięknych słowach, gdy nie umiemy używać poprawnie słów z codziennej polszczyzny.

Szczególnie denerwuje mnie w ostatnich latach powszechne używanie słowa „rzekomo” w znaczeniu „podobno”, „jak się mówi” (niestety, także w „Wyborczej”).

Według Słownika Języka Polskiego PWN „rzekomy” to „nieistniejący w rzeczywistości, niebędący tym (takim), za kogo (za jakiego) go niektórzy uważają”. Czyli pisząc, że coś się „rzekomo” wydarzyło, wyrażamy opinię, iż to nieprawda.

Kilka lat temu zacytowałem tę definicję redaktorowi naczelnemu pewnego periodyku. Odpowiedział mi (cytuję z pamięci): „A to mnie Pan zaskoczył! Ale ja nadal będę używać słowa »rzekomo« w sensie »podobno«, bo jest to powszechnie przyjęte”.

Co więcej, gdy poprosiliśmy Czytelników „Wyborczej” o nadsyłanie swoich propozycji słów, które być może również – jak „tudzież” – nie spodobałyby się Andrzejowi Doboszowi, a które w języku pozostać powinny, okazało się, że wiele osób przedstawia własne, wzajemnie się często wykluczające definicje tychże.

Oto list od pana Jerzego Chociłowskiego :

„»Basałyk« w tym archaicznym znaczeniu nie nadaje się do reanimacji. Znaczenie, które było w obiegu później to swawolny mały smarkacz, bąk, a wcześniej także nicpoń, próżniak.

»Basta« to dobre słowo, ale nie polskie, tylko pożyczka z włoskiego.

Niektóre z podanych [przez Czytelników „Wyborczej”] słówek są nadal w użyciu i nie wymagają obrony, choćby »mruk” czy »warcholstwo«, »nuworysz«, niektóre, np. »kwoli«, mają jednak zdecydowanie miejsce w lamusie”.

Tu pan Jerzy przystępuje do „ataku”:

„Skoro lista [słów do obrony przez SKOT] jest już zamknięta, proponuję inną – słów i zwrotów, których powinniśmy się pozbyć. Kilka przykładów:

„Wiodący” – rozpanoszony rusycyzm (wieduszczyj) zamiast czołowy, główny, przewodni;

„Póki co” – też rusycyzm (poka czto), zamiast na razie;

„Ciężko” – nagminnie używane zamiast trudno;

„Aktualnie” – zamiast obecnie;

„W tym temacie” – zamiast na ten temat, w tej sprawie;

„Na ten moment” – zamiast teraz, w tej chwili”.

I jeszcze jedna grupa listów od członków SKOT-u, próba zabawy słowami, których wymazania zdecydowanie Państwo nie chcą. Wśród nich znalazła się taka propozycja od pani Aleksandry Ścibich:

„Onegdaj u drzwi moich stanął znienacka jegomość o powierzchowności dziwnej nieco. Nie dość, że na przyboś przybył, stopy jeno miał mocno sfatygowaną derką osłonięte, to jeszcze spod lichej jesionki szarawary wystawały, co nie pierwszej już były świeżości i trudno było dociec, czy to aby nie dezabil spod pół wystaje. Skonfudowany[Skonfundowany??] nieco swą aparycją, a może i moją konsternacją, jął salwować się oratorskim popisem, sławiąc to kibić mą, to proweniencję, jednakowoż zapewniając, iż na wszelkie prywacje jest gotów, byle tylko konkury jego daremnymi się nie okazały.

Spojrzawszy na siermiężny sakwojaż, co u stóp niespodziewanego gościa leżał, litością zdjęta zapytałam, czy aby śniadać by ze mną nie raczył, wszak pora była ku temu akuratna.

Na te słowa z lica Euzebiusza, bo takim imieniem raczył się przedstawić, znikł wszelki frasunek. Rzuciwszy niedbale na szezlong jesionkę, wyjął zza pazuchy raptularz i jął w nim portret mój chyżo szkicować, aby, jak to ujął, czasu więcej na dyrdymały nie mitrężyć”.

Dziękując Państwu za wszystkie listy, mejle, komentarze i wpisy, a także zachęcając do wysyłania kolejnych – wszak SKOT wcale nie musi być organizacją „jednorazowego użytku” – mam jeszcze propozycję. Podpowiedzmy panu Andrzejowi Doboszowi, skoro tak lubi wycinać i wymazywać, listę słów, zapożyczeń, cytatów i sformułowań, bez których język polski naprawdę się obejdzie. A Żeromskiego – w oryginale, z polszczyzną z czasów, gdy Polska wracała na mapy świata – zostawmy w spokoju.

Wyborcza to Wy, piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.