Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

A co powiecie o „trudno”?

Całym sercem popieram ideę SKOT. Jako tłumaczka literatury, a dawniej wieloletnia redaktorka, od dawna bronię (teraz przed młodymi, drapieżnymi redaktorami) starych, poczciwych (tak, „poczciwy” także już siedzi w lamusie) słów, o czym zresztą mówiłam w listopadowym wywiadzie dostępnym na stronie STL-u. Bronicie „tudzież"? Słusznie, ale co powiecie o „trudno”, który to przysłówek zanika w zastraszającym tempie, zastępowany na każdym kroku przez „ciężko”? Tak, czasem to synonim, ale po co pozbawiać język jego bogactwa? Subtelną różnicę między tymi dwoma wyrazami widać choćby w „Elegii na śmierć Ludwika Waryńskiego” Broniewskiego: „I tylko tak ciężko oddychać, i tylko tak trudno umierać". A to tylko jeden z przykładów.

Anna Bańkowska

Przeczytałam już kilkadziesiąt stron i nic nie rozumiem!

W minionym roku szkolnym zderzyłem się z traumą mojej 13-letniej córki, która w siódmej klasie szkoły podstawowej czytała „Syzyfowe prace” Stefana Żeromskiego. Wyznaczony termin na przeczytanie lektury zbliżał się dużymi krokami, a postępy córki – zapalonej czytelniczki – w czytaniu tej pozycji były mizerne. Po którymś ponagleniu córka ze łzami w oczach odparowała: „Tato! Przeczytałam już kilkadziesiąt stron i nic nie rozumiem!”. Siadłem razem z nią i na głos przeczytałem kilka stron kolejnego rozdziału. I co? „Córcia, w ogóle się nie dziwię, że nic nie rozumiesz”. Odbyłem rozmowę z polonistą, który przyznał mi rację. Książka jest przesiąknięta rusycyzmami i XIX-wieczną polszczyzną. Treść książki jest niedostępna dla czytelnika w tym wieku. Zadałem też pytanie: czy nie można by tego skorygować? Napisać jeszcze raz współczesną polszczyzną, aby z treścią i naszą historią trafić do odbiorcy? Oczywiście nie jestem za tym, aby eliminować oryginał. Mam na myśli to, żeby język tej książki korygować w zależności od tego, do kogo kieruje się przekaz. Czy w tłumaczeniu na angielski znajdzie się słowo „tudzież”? Dlaczego pomysł korekty tekstu traktujecie jako zamach? Dla mnie jest to konstruktywne wyjście naprzeciw oczekiwaniom odbiorcy, do którego kierowany jest ten odczyt. Wciskanie w głowy wszystkim uczniom w szkole tych niestrawnych tekstów ma tragiczne konsekwencje zniechęcania czytelników do naszej literatury z minionych wieków. A można działać trochę inaczej i osiągać cele edukacyjne.

Jacek Drzazga

O komentarz poprosiliśmy dr hab. Katarzynę Kłosińską, językoznawcę z UW:

Zgadzam się z tym, że język Żeromskiego (i niestety nie tylko jego) jest trudny i często nieprzystępny dla współczesnego nastolatka. Szkoła powinna przygotowywać do obcowania z różnymi tekstami, także tymi dawnymi. Jeśli tego nie robi, to należy się zastanowić nad jakością i zakresem edukacji polonistycznej.

Narodowe Czytanie jednak nie ma z tym nic wspólnego – jest to impreza, która ma ukazywać polską literaturę, a nie jej adaptację.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.