Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

8 września Narodowe Czytanie. W tym roku – po Mickiewiczu, Sienkiewiczu, Fredrze, Prusie i Wyspiańskim – przyszedł czas na Żeromskiego. To jego „Przedwiośnie” czytać będziemy w całym kraju (a także w wielu miejscach poza Polską) przez całą sobotę. Powieść, przypomnijmy, ukazała się w roku 1924 (z datą 1925) i jest jednym z najważniejszych tekstów literackich dwudziestolecia międzywojennego. Opowiada historię Cezarego Baryki, który – urodzony w Baku – po zakończeniu I wojny światowej przyjeżdża do odradzającej się ojczyzny. W „Przedwiośniu” Żeromski opisał czas tworzenia się Polski niepodległej, ścieranie się poglądów i postaw, unikając jednoznacznego poparcia dla którejkolwiek z walczących ze sobą frakcji. Opisał ten czas ówczesnym językiem, być może dla wielu dziś nieznośnym, staromodnym, pełnym powtórzeń i słów, których na co dzień nie używamy. Ale to między innymi właśnie na kartach jego powieści brzmi tamta Polska, odrodzona po 123 latach zaborów, znów niepodległa.

I wydawać by się mogło, że lepiej być nie może. W roku obchodów 100-lecia niepodległości Polski para prezydencka i wiele innych ważnych dla naszego życia społeczno-politycznego postaci przeczyta właśnie „Przedwiośnie”, tekst idealny, by przypomnieć, jak wyglądało odbudowywanie kraju, jakie dyskusje toczono wówczas nie tylko w politycznych kołach. Niestety, krytyk literacki i eseista Andrzej Dobosz, poproszony o przygotowanie adaptacji dzieła Żeromskiego na potrzeby Narodowego Czytania, postanowił je okaleczyć. Jak już pisaliśmy, na filmiku zamieszczonym na stronie prezydent.pl pochwalił się, że z oryginalnego tekstu powieści wyrzucił słowo „tudzież”, którego pisarz używał często (adaptator nie wyjaśnił dlaczego), a także wiele przymiotników – w zdaniach, gdzie Żeromski używał trzech (a robił to często i miał ku temu powody), zostawiał jeden – ten, który jemu pasował w danym miejscu najbardziej.

Cała ta sytuacja wzburzyła krytyków, znawców literatury i naszych Czytelników. Zdając sobie sprawę, że przy kolejnej okazji kolejny adaptator (być może również Andrzej Dobosz) może mieć pokusę, by z innego dzieła literackiego wymazać nieodpowiednie – jego zdaniem – słowa, wspólnie powołaliśmy do życia SKOT, czyli Społeczny Komitet Obrony Tudzież(y), i poprosiliśmy Państwa o wskazanie innych słów, których na pewno z naszej literatury i języka nie należy wykreślać.

Bardzo dziękujemy za setki listów, komentarzy, wpisów na forum. Przed tygodniem przedstawiliśmy drugą listę słów pięknych i być może zapomnianych. Dziś, tuż przed Narodowym Czytaniem, ostatni, trzeci, wykaz Państwa propozycji. Oto, co pojawiło się w listach i jak wyjaśniali Państwo znaczenie słów, które powinny zostać objęte ochroną.

Basta! – koniec, dosyć, „wystarczy tych kłótni i waśni”. Bardzo polskie słowo ze znakiem wykrzyknienia.

Derka – lichy, zniszczony koc do okrycia nóg albo konia; większy niż panel, czyli okrycie na osła.

Męczybuła – zjadacz chleba, który zamęcza kogoś, mając z gruntu rzeczy dobre i sympatyczne intencje. Nie wie, kiedy skończyć to, co zaczął.

Mruk – mówiąc subtelniej: milczek. Nie lubi z kimś zagadać. To człowiek przejęty gadulstwem. Z czasem ścichapęk.

Na przyboś – znaczy tyle co na gołą nogę, bez onucki, skarpetki, pończochy, rajstop. I chyba byłoby śmiesznie, gdym powiedział do tych, co noszą obuwie na gołe stopy (w laczkach, mokasynach, półbutach), że są na przyboś. To nie ma nic wspólnego z poetą Julianem Przybosiem, który dbał o elegancję – wbijał się w garnitur i lubił mieć krawat ślicznie zapięty.

(Czesław Mirosław Szczepaniak, Warszawa)

Rys. Marta Frej

Basałyk – bicz z kulą ołowianą na końcu

Dezabil – ranny lub nocny strój

Nuworysz – nowobogacki

Proweniencja – pochodzenie

Prywacje – wyrzeczenia

Raptularzyk – notatnik

Raut – wieczorne przyjęcie bez tańców

Salwować się – ratować się

(„Nie pozwólmy kroić, skracać, wycinać, zmieniać literatury! Już lepiej stwórzmy Słownik Dawnej Literatury!”, Bożena Bednarek, Białystok)

Właśnie – to słowo zostało skutecznie wyrugowane przez anglicyzm „dokładnie” („exactly”). Zamiast odpowiedzi: „Właśnie o to mi chodziło”, mamy teraz: „Dokładnie o to mi chodziło”. Lub w innym sensie: „To w końcu X wyszedł na idiotę? Dokładnie!”. Jak można „dokładnie wyjść na idiotę”, nie wiem. A właśnie o to chodzi, żeby się dokładnie rozumieć.

(Nikodem Wołk-Łaniewski)

Kibić – kobieca talia

(Jarosław Klejnocki)

I tu mała uwaga do poprzedniej listy. Pojawiło się na niej słowo „onegdaj”, które – w myśl słownika – oznaczać ma „dawniej, kiedyś”. Tymczasem, jak słusznie zauważają panowie Klejnocki i Wołk-Łaniewski, pierwotne znaczenie było inne i oznaczało „przedwczoraj”. Tak wyjaśnia to w liście do redakcji pan Jarosław, szef Muzeum Literatury w Warszawie:

„Historycznie »onegdaj« oznaczało »przedwczoraj” (nie zaś »kiedyś«, »dawniej« – na to określenie było/jest słowo »ongiś« ). W takim sensie np. użyte w satyrze Krasickiego »Pijaństwo«: »upiłem się onegdaj dla imienin żony« (nawet z sensu opowieści wynika »przedwczoraj«). Co prawda słowniki, np. PWN-owski, dopuszczają znaczenie »dawniej«, ale to jest na granicy akceptacji, coś jak mielić, zamiast mleć…”.

Andrzej Rysuje

Bardzo cieszą również takie listy od Państwa, bo pokazują, że na język polski i zachodzące w nim zmiany, a także wymazywanie niektórych słów, nie jesteśmy obojętni. I pokazały, że owszem – można adaptować dzieła literackie, ale gdy sięgamy po nie na potrzeby wspaniałej akcji Narodowe Czytanie, powinniśmy dochować wierności tekstowi, którego autor nie ma już szansy na obronę języka, w którym pisał. Dlatego raz jeszcze apel: w sobotę czytajmy „Przedwiośnie”, ale w oryginale!

Na zakończenie – by pokazać Państwu, z jak szerokim odzewem spotkała się nasza akcja i jak wiele słów napłynęło do Społecznego Komitetu Obrony Tudzież(y) – 33 propozycje z naszego profilu na Instagramie, których znaczenie – o ile Państwo zapomnieli... – można sprawdzić w słowniku. Niech żyje tudzież!

Poniekąd, natenczas, gdziekolwiek bądź, wersalka, cyzelować, trzewiki, atencja, atoli, udobruchać, abstrahując, niemożebnie, samopas, palto, niesforny, warcholstwo, ancymon, wihajster, pohybel, utensylia, naparstek, fioki, ablucje, zydel, zawżdy, koafiura, konfudować, serdak, galant, prokurować, dobosz, natenczas, wnet, kwoli”.

I już naprawdę na koniec przypominamy nadesłane przez Czytelników słowa z poprzednich odcinków:

Albowiem – spójnik, który służy przyłączaniu zdania wyjaśniającego do przekazanej wcześniej informacji. Przed albowiem stawia się przecinek – jak przed gdyż, ponieważ czy bo.

Chyżo – przysłówek sposobu, synonim słów „żwawo”, „szybko”, „prędko”, „w pośpiechu”.

Farfocel – paproch, strzępek, okruch.

Huncwot – synonim słów „urwis”, „ananas”, „hultaj”.

Konkury – ubieganie się o rękę kobiety; dawniej mężczyźni „stawali w konkury”.

Jegomość – dawniej tytułu tego używano w odniesieniu do proboszczów i osób pochodzenia szlacheckiego, z czasem zaczęło oznaczać jakiegoś mężczyznę (często bliżej nieznanego osobie używającej tego słowa).

Jesionka – dość ciepły płaszcz

Pugilares – dawne, ale niewykasowane z języka polskiego określenie portfela.

Sakwojaż – walizka, torba używana w podróży.

Śniadać – czasownik nieprzechodni niedokonany; oznacza „jeść śniadanie”.

Świszczypała – osoba nieodpowiedzialna, działająca lekkomyślnie, taka, której nie można powierzyć ważnego zadania.

Wałkoń – leń, osoba, która najchętniej spędziłaby życie na nicnierobieniu.

Wiktuały – artykuły spożywcze.

Zawżdy – zaimek, który oznacza zawsze.

Obstalunek – zlecenie wykonania czegoś złożone u rzemieślnika (Joanna Frydryszak).

Zbereźny – gorszący, obsceniczny, wulgarny, naruszający normy przyzwoitości (Danuta Wawro).

Makutra – gliniana misa do ucierania maku lub kremu (Tatiana Łapińska, nauczycielka).

Finta – podstęp (a w szermierce: ruch pozorny) (Piotr M. Sikorski).

Najsampierw, nasamprzód – wzmocnione najpierw („Dwa słowa, które słyszałam często z ust babci – rocznik 1911” – napisała jedna z naszych Czytelniczek).

Rys. Michał Murawski, Radek Jaźwiec

Mitrężyć – zwlekać z czymś, marnować czas.

Frasunek – zmartwienie („Piękne słówka!”, Dorota Charzewska).

Wszak – partykuła nawiązująca do jakiejś sytuacji lub do czyjejś opinii, podkreślająca oczywistość sądu wyrażonego przez mówiącego („Wyraz zapomniany, mało używany, mam wrażenie, że nie używa go żadna z osób, z którymi prowadzę rozmowy”, Eliza Aniśko).

Chędożyć – sprzątać, ale także (o mężczyźnie) – odbywać stosunek płciowy;

Dyrdymały – coś, co nie ma sensu i jest mało istotne.

Fircyk – modniś, także ktoś lekkomyślny, mało poważny.

Goreć (gorzeć) – jaśnieć, świecić się; doznać gwałtownego uczucia; rumienić się; palić się („Warto pokazać młodym pokoleniom wychowanym na anglicyzmach, skrótach komputerowych czy języku SMS-ów, jak piękny i bogaty jest język polski!”, Maria Wajda) O, wciórności! – zamiast używanych dziś okrzyków w stylu „o, kuźwa” („To z Waldorffa”, Monika Strugałowa).

I jeszcze kilka propozycji, które – jak czytamy w liście – zostały sporządzone „na wieczornym spotkaniu przyjaciół”. Pani Joanna z Trójmiasta przysłała do naszej redakcji zestawienie słów, które wraz ze znajomymi chciałaby „ocalić od zagubienia w niepamięci”.

Sprawunek – przedmiot kupowany lub zakupiony, ale także robienie zakupów, kupno czegoś

Smalić cholewki – zalecać się

Patafian – ktoś niezaradny lub niemądry

Klamot – stary przedmiot uznany za zbyteczny, niepotrzebny

Sowizdrzał – żartowniś, człowiek niepoważny

Chwat – człowiek energiczny, zaradny i śmiały

Frant – ktoś miły i zabawny, ale jednocześnie przebiegły

Siermiężny – prosty, zgrzebny i nieefektowny

Jatka – sklep z mięsem, ale także określenie krwawej bójki.

***

Zapraszamy do kontynuacji zabawy słowami z Listy Nogasia! Nadsyłajcie krótkie utwory (do paruset znaków), używając tych słów lub się nimi inspirując. Najciekawsze propozycje opublikujemy.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.