Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W filmie, który znaleźć można na stronie Prezydent.pl, krytyk literacki i eseista Andrzej Dobosz chwali się, że dokonał adaptacji „Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego. Uczynił to na potrzeby ważnej, potrzebnej i szlachetnej (trzy przymiotniki!) akcji Narodowego Czytania. W tym roku 8 września w całej Polsce – z udziałem pary prezydenckiej – czytać będziemy właśnie tę, wydaną w 1924 r. (z datą 1925), powieść – jedno z najważniejszych dzieł literatury polskiej powstałych w okresie dwudziestolecia międzywojennego.

Sęk w tym, że adaptacja autorstwa Dobosza nie jest – jak to drzewiej bywało – wyborem fragmentów z prozy Żeromskiego (na potrzeby Narodowego Czytania w 2016 r. zrezygnowano z 2/3 tekstu „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza, książki nie dałoby się bowiem przeczytać w ciągu jednego dnia). Pan Andrzej postanowił też dokonać ingerencji i powykreślać z tekstu słowa, które mu się nie spodobały podczas kolejnej lektury. Sęk w tym, że nie podał żadnych powodów czy kryteriów, wedle których dokonywał korekt i skreśleń. Po prostu, jak można podejrzewać, wydało mu się, że tak będzie lepiej. Zniknęły zatem przymiotniki – tam, gdzie Żeromski używał trzech, Dobosz zostawił jeden – wedle własnego widzimisię. A przede wszystkim z „Przedwiośnia” w wersji Dobosz.2018 wyparowało słowo „tudzież”, którego adaptator najwyraźniej nie lubi. Więcej o tym można przeczytać w sąsiednich tekstach.

Kiedy w ub. tygodniu, powołując się na tekst „Dziennika Gazety Prawnej”, opisaliśmy całą sprawę z wykreślaniem przymiotników i słowa „tudzież”, nasi czytelnicy powołali SKOT, czyli Społeczny Komitet Obrony Tudzież(y). W kilka zaledwie godzin akces zgłosiło kilkaset osób. Wspólnie stworzyliśmy pierwszą listę słów, które być może również nie przypadłyby do gustu Andrzejowi Doboszowi, a które świadczą o pięknie języka polskiego. Dziś w „Wyborczej” prezentujemy kolejny ich spis i niektóre listy od czytelników.

Rys. Marcin Wicha

Pierwszy z nich dedykujemy Andrzejowi Doboszowi. Użytkownik o nicku „logiczny” pisze: „Przypominam, że wprawdzie autorskie prawa majątkowe Żeromskiego wygasły (umarł ponad 70 lat temu), ale osobiste – nie. Zdeformowany tekst nie może być rozpowszechniany pod jego nazwiskiem”.

Użytkownik o nicku „Institoris” napisał: „»Tudzież« bym nie bronił. Podobnie jak »aczkolwiek«. Są słowa, które wychodzą z użycia, starzeją się, zużywają. Ich przywracanie na silę wielkiego sensu nie ma”. Zaznacza jednocześnie, co ważne: „Ale oczywiście takie »poprawianie« oryginałów to zabieg ryzykowny. Uwspółcześnia się pisownię i to jest dopuszczalne (a nawet wskazane), ale usuwanie pewnych słów to już fałszerstwo”.

Doskonale rozumiem to, że Żeromski może dziś brzmieć (i zapewne brzmi) przestarzale. Ale, po pierwsze, pisał językiem swoich czasów i ten język w swoich powieściach oddawał. A po drugie i najważniejsze, skoro „Przedwiośnie” zostało wskazane jako tegoroczna lektura w ramach Narodowego Czytania, tekstowi i autorowi należy się szacunek. Nie można, ot tak po prostu, weń ingerować. Pod wersją Dobosza Żeromski na pewno by się nie podpisał, a to jednak jego dzieło mają poznać dzisiejsi czytelnicy.

Andrzej Rysuje

Ważną i niezwykle ciekawą częścią korespondencji od naszych czytelników stanowią naturalnie propozycje słów, których z języka polskiego nie można wymazać. „W obronie »tudzież« poszłabym na demonstrację” – czytam w jednym z listów. Z niego i z kolejnych czerpię słowa ważne dla naszych czytelników, słowa, dzięki którym język polski jest tak piękny i wyjątkowy. Oto niewielki ich spis.

Obstalunek – zlecenie wykonania czegoś, złożone u rzemieślnika (Joanna Frydryszak).

Zbereźny – gorszący, obsceniczny, wulgarny, naruszający normy przyzwoitości (Danuta Wawro).

Makutra – gliniana misa do ucierania maku lub kremu (Tatiana Łapińska).

Finta – podstęp (a w szermierce: ruch pozorny) (Piotr M. Sikorski).

Najsampierw, nasamprzód – wzmocnione najpierw („Dwa słowa, które słyszałam często z ust babci – rocznik 1911” – napisała jedna z naszych czytelniczek).

Onegdaj – dawniej, kiedyś („Bardzo lubię to słowo, bo ono oddaje dobrze czas... Nie wczoraj, nie kiedyś, ale właśnie onegdaj”, Danuta Wróbel).

Mitrężyć – zwlekać z czymś, marnować czas.

Frasunek – zmartwienie („Piękne słówka!”, Dorota Charzewska).

Wszak – partykuła nawiązująca do jakiejś sytuacji lub do czyjejś opinii, podkreślająca oczywistość sądu wyrażonego przez mówiącego („Wyraz zapomniany, mało używany, mam wrażenie, że nie używa go żadna z osób, z którymi prowadzę rozmowy”, Eliza Aniśko).

Chędożyć – sprzątać, ale także (o mężczyźnie) – odbywać stosunek płciowy.

Dyrdymały – coś, co nie ma sensu i jest mało istotne.

Fircyk – modniś, także ktoś lekkomyślny, mało poważny.

Goreć (gorzeć) – jaśnieć, świecić się, doznać gwałtownego uczucia, rumienić się, palić się („Warto pokazać młodym pokoleniom wychowanym na anglicyzmach, skrótach komputerowych czy języku SMS-ów jak piękny i bogaty jest język polski!”, Maria Wajda). O, wciórności! – zamiast używanych dziś okrzyków w stylu „o, kuźwa” („To z Waldorffa”, Monika Strugałowa).

I jeszcze kilka propozycji, które – jak czytamy w liście – zostały sporządzone „na wieczornym spotkaniu przyjaciół”. Pani Joanna z Trójmiasta przysłała do naszej redakcji zestawienie słów, które wraz ze znajomymi chciałaby „ocalić od zagubienia w niepamięci”.

Sprawunek – przedmiot kupowany lub zakupiony, ale także robienie zakupów, kupno czegoś.

Smalić cholewki – zalecać się.

Patafian – ktoś niezaradny lub niemądry.

Klamot – stary przedmiot uznany za zbyteczny, niepotrzebny.

Sowizdrzał – żartowniś, człowiek niepoważny.

Chwat – człowiek energiczny, zaradny i śmiały.

Frant – ktoś miły i zabawny, ale jednocześnie przebiegły.

Siermiężny – prosty, zgrzebny i nieefektowny.

Jatka – sklep z mięsem, ale także określenie krwawej bójki.

Rys. Michał Murawski, Radek Jaźwiec

Bardzo Państwu za wszystkie dotychczas nadesłane listy dziękujemy. Czekamy na kolejne. Już dziś widać, jak wiele zapomnianych i ciekawych słów nie powinniśmy pozwolić nigdy i nikomu wymazać z naszego języka.

A na zakończenie krótki list od pana Jana A. Jarnickiego, dobrze podsumowujący ingerencję, której dopuścił się Andrzej Dobosz: „Proponuję, aby wszystkie książki uwspółcześnić, zaczynając od Reja i Kochanowskiego. Przecież współczesny analfabeta nie jest w stanie ich zrozumieć”.

Smutnych dożyliśmy czasów.

Ciąg dalszy obrony słowa „tudzież” za tydzień w „Wyborcza to Wy!”

Wyborcza to Wy, piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.