Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To sekcja, którą chcielibyśmy jak najczęściej gościć na łamach „Wyborcza to Wy”. Publikujemy tu listy nauczycieli z całego kraju o polskiej szkole w 2018. Czekamy na Wasze historie, obserwacje, przemyślenia. Zapraszamy do dyskusji nauczycieli, rodziców, uczniów. Piszcie: listy@wyborcza.pl

Proste rozwiązanie – idę do szkoły z lekkim tornistrem

List otwarty do Pani Minister Edukacji Narodowej Anny Zalewskiej

Płakać mi się chce, gdy o 23.20 córka, siódmoklasistka, gra na cymbałkach, bo pani od muzyki nie odpuści

Siódma klasa to ostatni rok muzyki i plastyki, oceny znajdą się na świadectwie końcowym po podstawówce. Czy nauczyciele plastyki i muzyki powinni być bardziej wyrozumiali wobec siódmoklasistów przeciążonych – jak wynika z Waszych listów – nieudolnie przygotowanym programem nauczania z innych przedmiotów? Piszcie: listy@wyborcza.pl

Pokój nauczycielski

Proszę o rozważenie realizacji przez Ministerstwo Edukacji Narodowej prostego pomysłu na lekkie tornistry polskich uczniów.

Jako matka, z wykształcenia nauczycielka, a przede wszystkim jako obywatelka, która czuje odpowiedzialność za zdrowie nie tylko własnego dziecka, chciałabym doprowadzić do tego, by wszyscy uczniowie szkół publicznych nie potrzebowali już nosić żadnych podręczników w tornistrach.

Odciążenie uczniowskich tornistrów znacznie poprawi stan wielu kręgosłupów, a dzieciom, które chodzą do szkoły pieszo, doda energii, czyli skrzydeł. Skrzydła i lekkość w szkole są potrzebne, żeby mieć siłę i chęć do nauki.

Żyjemy w czasach, w których doprowadzenie do takiej zmiany nie wymaga wielkich kosztów. Pomysł polega na tym, że MEN stawia wydawnictwom wymaganie, aby oprócz papierowego podręcznika każdemu uczniowi został zapewniony dostęp przez internet do wersji elektronicznej każdego tytułu. Wydawnictwa sobie z tym spokojnie poradzą, bo wersje elektroniczne i tak istnieją.

To dodatkowo zwiększy trwałość papierowych książek, które używane są przez kilka kolejnych roczników.

Zależnie od możliwości danej szkoły pozostałoby decyzją dyrekcji i nauczyciela konkretnego przedmiotu, czy papierowy podręcznik leży na stałe w szafkach w szkole, czy też na półce w domu.

Ćwiczenia dla uczniów klas starszych mogłyby być również w wersji elektronicznej z dostępem przez internet.

Wszyscy polscy uczniowie będą wdzięczni, jeśli Pani Minister zechce rozważyć i zrealizować ten projekt.

Co sądzicie o pomyśle Czytelniczki? Piszcie: listy@wyborcza.pl

***

Płakać mi się chce, gdy o 23.20 córka, siódmoklasistka, gra na cymbałkach, bo pani od muzyki nie odpuści

Jestem mamą siódmoklasistki, jej tata jest nauczycielem. Choć pracuję zawodowo, zajmuję się też niesamodzielną już mamą.

Gdybyście na mnie spojrzeli, nie pomyślelibyście, że jestem ich służącą. Tak, to nie jest pomyłka. W tzw. normalnym tygodniu ze wszystkim zostaję sama, domowników nie ma albo nie mają czasu. Od 8 do 20 pochłania ich szkoła. I nie chodzi tu o brak woli, źle ułożony rytm dnia czy tygodnia. Zwyczajnie córka ma tyle pracy związanej ze szkołą, że nie wystarcza jej doby.

Płakać mi się chce, kiedy o 23.20 chcę już iść spać, bo padam na nos, a za ścianą słyszę brzdąkanie na cymbałkach i odpowiedź: muszę się tego nauczyć na jutro. Pani nam nie odpuści – nie chcę złapać pały, bo to ostatni rok muzyki, a zależy mi na świadectwie. Wiadomo skumulowane roczniki w 2019/20.

Córka uczy się znakomicie, nie jest to naszą rodzicielską ambicją – przeciwnie – proszę ją, by odpuściła, czasem coś zawaliła, bo i tak świat za dziesięć lat będzie zupełnie inaczej wyglądał.

Przykro patrzeć, że zamiast rozwoju, dostosowywania się do zmieniającego się świata – jest coraz lepiej „wpisana w system” bzdurnych punktów, ocen i braku przemyślanego, ukierunkowanego rozwoju. Konkursy w szkole odbywają się z łapanki. Niestety, córka jest angażowana w większość z nich, bo jest świetna, bo ma dobrą pamięć, bo kto jak nie ona…, bo będą goście z kuratorium etc.

Rozumiem nauczycieli, widzę kuchnię ich pracy na co dzień, przemęczenie, łatanie na dwóch etatach, hałas, mnóstwo dokumentów. Tata mojej córki więcej czasu poświęca dzieciom szkolnym niż jej, dlatego ja swoją obecnością i zaangażowaniem kompensuję nieobecność taty nauczyciela.

Kiedy idę na wywiadówkę, słyszę tylko „oby tak wszystkie dzieci, jest super, dziewczyna do tańca i do różańca, rewelacja…” – miło to słyszeć, tylko pytam – jakim kosztem? Kosztem młodzieńczej radości, współdziałania z rówieśnikami, kosztem braku czasu na zajęcia sportowe, czasu na poszukiwanie tego, co jest „moje”, co mnie interesuje, czym chciałabym się zająć w przyszłości. Dziś jestem pewna, że córka czmychnie z tego kraju przy pierwszej nadarzającej się okazji. Tylko czy będzie mogła powiedzieć, że jest z Polski? Coraz więcej mamy powodów do wstydu.

W służbie Pani Zalewskiej

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.