Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kiedy szybciej karano policjantów za pobicie – za komuny czy dziś?

W 1972 r., w okresie komuny, zostałem pobity w komisariacie w Warszawie. Skutki były takie, że próbowałem uciekać przez okno, skacząc z drugiego piętra. W wyniku upadku miałem pęknięte kręgi kręgosłupa. Nie byłem sparaliżowany. Za pobicie milicjant został oskarżony z paragrafu 246 (cztery lata więzienia). Wypadek miałem w lipcu, a w październiku milicjant miał już sankcje. Tak czasami działały sądy za komuny. Dysponuję wyrokiem wraz z uzasadnieniem.

Z ZUS-em jak z firmami telekomunikacyjnymi?

Mam pytanie – a co z ZUS-em dla mikroprzedsiębiorstw, ale dla tych, którym udało się przetrwać dwa lata? Kilka razy była już mowa o tym, że będą płacić ZUS w zależności od wysokości dochodów w danym miesiącu. Tak miało być od początku 2018, potem w trakcie tego roku, może od początku, kolejnego... Gdzieś temat zaginął. Z propozycji rządu należy wnioskować, że lepiej założyć nową firmę, niż męczyć się z istniejącą – to prawie jak w telewizjach cyfrowych lub w telefonii – lepszy kolejny, nowy klient niż starzy, bo można sobie policzyć wzrost liczby abonentów, a w przypadku rządu – nowych przedsiębiorców, którym ułatwiło się start.

Czy mogłabym prosić, żeby ktoś w moim imieniu zapytał rządzących o ZUS dla starych mikroprzedsiębiorców?

Antytroska o seniorów, a przecież każdego czasami przypili

Zdarza się, że człowieka przypili i trzeba szukać toalety. Zdarzyło się też i mnie, na placu Rowińskiego (Ostrów Wielkopolski) w ZUS-ie. Niestety, portier nie dopuścił. „Pani prezes zabroniła wpuszczać osoby postronne, tu są kamery i mnie zwolni, jak wpuszczę. Jest WC na zielonym rynku”.

Przyznam się, że pierwszy raz spotkałem się z takim przypadkiem, bo w ZUS-ie przy ul. Wysockiej portier nawet wskazuje, gdzie jest toaleta. Wiem, że są ludzie, którzy mało znacząc, chcą się okazać ważni. Nie wiem, czy to pani prezes czy portier. Ale gratuluję tym, co chwalą się troską o seniorów i tak to okazują w rzeczywistości. A autorowi tej decyzji życzę, aby go przypiliło w dużym mieście i spotykał się z takimi ograniczeniami.

I co z tymi pozwoleniami na budowę. Kto to wymyślił?

W ostatnim czasie miałam przyjemność złożyć do Urzędu Gminy wniosek o pozwolenie na budowę domu. Niestety, okazało się, że 90 proc. Białołęki jest terenem zalewowym i od 1 stycznia 2018 r. nie wydano ani jednego pozwolenia na budowę na tym terenie. Żeby uzyskać zgodę, trzeba udać się do Zarządu Regionalnego Gospodarki Wodnej, wydać około 2 tys. zł na różne formalności, żeby Urząd Gminy miał podkładkę, że zrzekam się odszkodowania na wypadek powodzi. Dom miałam budować w połowie tego roku. W powyższym wypadku dom zacznę budować w bliżej nieokreślonej przyszłości. Proszę powiedzieć: czy nie łatwiej byłoby wymagać oświadczeń potwierdzonych notarialnie? Dlaczego ci, którzy budowę rozpoczęli w grudniu, oraz ci, którzy domy, osiedla mają już postawione, mogą spokojnie żyć i budować bez utrudniania? Nadmienię, że w planie zagospodarowania przestrzennego działka jest przeznaczona pod zabudowę. Przez bzdurne prawo legły w gruzach marzenia tysięcy osób. Kto to wymyślił?

A listy idą, idą, idą, idą i dojść nie mogą

Piszę w sprawie Poczty Polskiej. List zwykły idzie ostatnio 17 dni z Warszawy, 14 dni z Gdańska. Według stempla pocztowego. Na poczcie zachęcają, aby nadawać priorytetem, ale podobno i tak dostarczenie trwa kilka dni. – Brak rąk do pracy na poczcie – mówi pani z okienka. Może któryś z pp. redaktorów weźmie tę sprawę na tapetę?

Bardzo dziękujemy za sygnały! Niektóre tematy są już obecne na naszych łamach, a innymi zajmiemy się w miarę możliwości. Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.