Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Katarzyna Wesołowska-Zbudniewek, sędzia Sądu Okręgowego w Łodzi, była komisarz wyborcza w Skierniewicach

Kiedy obserwuję wszystko to, co dzieje się na styku działań MSWiA i Państwowej Komisji Wyborczej, nasuwa mi się takie sportowe porównanie, ale należy pamiętać, że gra idzie o wysoką stawkę, o wolne i transparentne wybory.

Rządząca większość znowelizowała obowiązujący kodeks wyborczy i oczywiście działo się to w wyjątkowo szybkim tempie. Ten parlament ma w ogóle skłonność do tworzenia prawa na skróty. Dopiero po wejściu w życie ustawy zaczynają się schody, a to okazuje się, że nie ma kto zwołać pierwszego posiedzenia KRS a to, że ustawa o Sądzie Najwyższym zawiera błędy, które również mogą skutkować paraliżem tej instytucji w przyszłości - złożono zresztą już poprawki, a potem będą poprawki do poprawek, a to wszystko dlatego, że prawo tworzone jest na kolanie, szybko, bez konsultacji, debaty.

Ten sam los spotkał nowelizację ustawy Kodeks wyborczy, a im dalej w las, tym gorzej.

Już na obecnym etapie wdrażania ustawy widać, że będą problemy między innymi z powołaniem korpusu urzędników wyborczych. Już przedłużono termin do składania aplikacji. Przewiduję również dodatkowe komplikacje z wyznaczaniem członków komisji wyborczych (nie zapominajmy, że mają być podwójne składy, jedna czuwa nad przebiegiem, druga liczy głosy). Z mojego doświadczenia zawodowego wynika, że do komisji wyborczych nie ma chętnych, szczególnie w małych miejscowościach.

Komu więc przeszkadzało, aby komisje uzupełnił przy braku chętnych prezydent miasta, burmistrz, wójt spośród mieszkańców gminy? Zasada była taka, komisje obsadzane były przez komitety wyborcze, a ich skład był uzupełniany przez samorząd, osoby wskazane przez wójtów, burmistrzów, prezydentów miast. Teraz składy komisji będzie wyznaczał komisarz wyborczy - z góry współczuję. Jakie będą kryteria tego wyboru, czy będą to osoby gwarantujące niezależność i czy komisja wtedy będzie reprezentatywna, zobaczymy. Oczywiście wprowadzenie nowych zasad było związane z hasłem transparentności, a wyjdzie pewnie jak zwykle.

Te i inne zadania są koordynowane w części przez Krajowe Biuro Wyborcze i delegatury Krajowego Biura Wyborczego w terenie oraz częściowo przez Państwową Komisję Wyborczą i komisarzy wyborczych.

Teraz wrócę do meczu. Przypominam, że na boisku dwóch graczy - PKW i MSWiA.

Na mocy nowej ustawy funkcję straciła dotychczasowa szefowa Krajowego Biura Wyborczego pani minister Beata Tokaj. Przed uchwaleniem ustawy pojawiają się wypowiedzi przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej, z których wynika, że zwolnienie w tym czasie szefa krajowego biura będzie skutkowało co najmniej spowolnieniem prac przygotowujących całą strukturę wyborczą do czekających nas na jesieni wyborów samorządowych. Na władzy ustawodawczej nie robi to wrażenia, uchwalają ustawę i stanowisko traci dotychczasowa szefowa Krajowego Biura Wyborczego.

W związku z tym minister Joachim Brudziński zgłasza trzech kandydatów na zwolnione stanowisko. I co robi Państwowa Komisja Wyborcza? Powołuje nową szefową Krajowego Biura Wyborczego w tzw. pierwszym kroku. Oczywiście ma do tego pełne prawo, ale również musi wiedzieć, że bierze na siebie pełną odpowiedzialność za przebieg wyborów. Biorąc pod uwagę sytuację i zakres przeprowadzonych zmian, może powtórzyć się sytuacja z 2014 r., kiedy to system obsługujący wybory nie zadziałał. Co wtedy powiedzą MSWiA, posłowie? Najprawdopodobniej powiedzą, że to wina Państwowej Komisji Wyborczej i Krajowego Biura Wyborczego. Dymisja wisi w powietrzu. Nowa szefowa Krajowego Biura Wyborczego wówczas powie, że ona przyszła tak późno, że nie zdążyła zapobiec tej sytuacji, a przy objęciu stanowiska przez nią już były duże zaległości we wdrażaniu np. systemu obsługi wyborów. Zresztą z wypowiedzi medialnych nowej pani minister Magdaleny Pietrzak można wysnuć taką tląca się gdzieś z tyłu głowy tezę: „jakby co, to zrzucę na poprzedników”.

Trzeba zauważyć, że nawet teraz przewodniczący Komisji Wyborczej nie próbuje w jakikolwiek sposób prostować tej rysującej się narracji (proszę porównać sobie wypowiedź pani Magdaleny Pietrzak dla "Dziennika Gazety Prawnej" oraz na  posiedzeniu komisji sejmowej ds. samorządu terytorialnego). Symptomatyczne jest również to, że nowa pani minister nie wdrożyła w życie uchwały Państwowej Komisji Wyborczej z dnia 19 lutego 2018 r. zmieniającej uchwałę w sprawie regulaminu Państwowej Komisji Wyborczej, a dotyczącej stałego uczestnictwa w posiedzeniach Komisji doradcy Państwowej Komisji Wyborczej. Tym doradcą miała być była szefowa Krajowego Biura Wyborczego - Beata Tokaj. Dlaczego? Z tym pytaniem trzeba się zwrócić do niej samej. W tle tli się więc potencjalny konflikt, a jeżeli nie konflikt, to przynajmniej nieporozumienie na linii Krajowe Biuro Wyborcze – Państwowa Komisja Wyborcza.

Jednak nie musiało tak być. Ustawodawca wskazywał wyjście z tej sytuacji, trzeba było pozwolić na tzw. trzeci krok, czyli wskazanie swojego kandydata przez ministra. Najprawdopodobniej byłaby to któraś z wcześniej wskazanych osób. Zapytacie państwo: co to daje? A to, że minister, wskazując szefową Krajowego Biura Wyborczego w tym trybie, bierze całą odpowiedzialność na siebie za wskazanego kandydata, a co za tym idzie - pośrednio za przebieg wyborów. Państwowa Komisja Wyborcza również może wówczas powiedzieć: mówiliśmy, że tak będzie, nie chcieliśmy zmian na tym stanowisku i nie akceptowaliśmy działań zmierzających do dezorganizacji wyborów. Tak się nie stało. Państwowa Komisja Wyborcza w pełni uczestniczy w wyborze nowego szefa krajowego biura, a więc nie może potem nawet odwołać się do wcześniejszego swojego stanowiska, bo co wtedy powie ministerstwo – przecież sami zaakceptowaliście i piłka jest po waszej stronie.

W meczu PKW - MSW – 1:0 dla ministra Joachima Brudzińskiego

Trzymając się nomenklatury sportowej, zaczynamy drugą połowę meczu. Na boisko wybiegają kandydaci na urząd komisarzy wyborczych. Z tego, co publikowały media, zgłoszeń na to stanowisko było ponad 700, które to zgłoszenia zostały zweryfikowane pod względem formalnym przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, a następnie w ilości bodajże 144 kandydatów zostały przekazane do PKW.

Na usta ciśnie się pytanie, jakie były kryteria przekazania tylko tylu kandydatów, czy był jakiś regulamin rekrutacji, czy też zależało to jedynie od ministra, a dobór kandydatów przesłanych PKW był zupełnie przypadkowy. Ja w takie przypadki nie wierzę, gdyby nie było selekcji kandydatur, to minister przesłałby wszystkie zgłoszenia, a rzeczywistego wyboru dokonałaby PKW.  Tak się niestety nie stało.  Minister przesłał wybrane zgłoszenia i co zrobiła PKW? Powołała komisarzy spośród otrzymanych kandydatów.

Z aktualnie obowiązującego (znowelizowanego) kodeksu wyborczego wynika, że minister MSWiA wskazuje kandydatów, ale nie wynika, że może dokonać dowolnego wyboru i wskazać np. 144 kandydatów, a jeżeli tak, to dlaczego nie 163 kandydatów lub 171, lub wszystkie osoby, które spełniają kryteria zapisane w ustawie?

Powtórzę, winien być stworzony czytelny i transparentny system ewentualnej selekcji kandydatów, np. uwzględniający ich wiedzę z zakresu prawa wyborczego, doświadczenie zawodowe, publikacje obejmujące ten dział prawa itp. lub inne kryteria, byle były czytelne i transparentne. Takiego wewnętrznego regulaminu z tego, co wiem, w MSWiA nie ma i nie został opracowany.

Dlatego też twierdzę, że PKW nie musiała się spieszyć, mogła dokonać szczegółowego sprawdzenia kandydatów, mogła również poprosić ministra o przesłanie pozostałych kandydatur i dokonać rzeczywistego wyboru na podstawie ustalonych wcześniej kryteriów ustawowych i przesłanek obiektywnych.

Rodzi się więc pytanie do PKW, czy sprawdziła kandydatów pod względem ich apolityczności, o czym pan przewodniczący sędzia Wojciech Hermeliński tak głośno mówił przed wejściem w życie ustawy, czy sprawdził osoby wskazane pod kątem powiązań politycznych, czy na przykład nie zasiadały w poprzednich wyborach w komisjach wyborczych z ramienia tego czy innego komitetu wyborczego (mnie osobiście znany jest jeden taki przypadek), czy nie były pełnomocnikami komitetów wyborczych, czy mają doświadczenie i czy wykazały się znajomością prawa wyborczego?

Tego nie wiemy, ale biorąc pod uwagę szybkość podejmowania decyzji, wydaje mi się, że te elementy oceny kandydatów PKW umknęły. A przecież powtórzę, nie musieli się spieszyć, komisarze wyborczy byli pracowali, a co za tym idzie - można było dokonać rzetelnej merytorycznej oceny wszystkich kandydatów, którzy spełniali warunki formalne i złożyli swoją aplikację w MSW.

Ostatecznie przecież można było pozostawić tę decyzję samemu ministrowi. Art. 11 ust. 4 ustawy nowelizacyjnej mówi, że w przypadku niepowołania przez PKW nowych komisarzy wyborczych w terminie, czyli do końca marca, komisarzy powołuje niezwłocznie minister spraw wewnętrznych. Byłaby wówczas sytuacja analogiczna do tej z powołaniem szefowej krajowego biura, i to minister wziąłby całą odpowiedzialność za komisarzy wyborczych, a tak odpowiedzialność spada na PKW.

Czyli co, wynik meczu to już 2:0?

2:0 dla ministra Joachima Brudzińskiego

W meczu Państwowa Komisja Wyborcza kontra minister Joachim Brudziński - wynik 2:0 dla ministra.

Kiedy obserwuję wszystko to, co dzieje się na styku działań MSWiA i Państwowej Komisji Wyborczej, nasuwa mi się takie sportowe porównanie, ale należy pamiętać, że gra idzie o wysoką stawkę, o wolne i transparentne wybory.

Minister Joachim Brudziński, po pierwsze, doprowadził do wprowadzenia w struktury wyborcze nowego szefa Krajowego Biura Wyborczego, przy jednoczesnym zrzuceniu odpowiedzialności za ewentualną klęskę organizacyjną na Państwową Komisję Wyborczą, a po drugie, wprowadził w struktury wyborcze nowych komisarzy wskazanych przez ministra przy zupełnej, jak się wydaje, bierności w tym względzie Państwowej Komisji Wyborczej. Może więc należało od razu oddać pole walkowerem?

To wszystko jest zaprzeczeniem transparentności, zarówno w działaniach MSW, jak i w działaniach PKW. Mam tylko nadzieję, że te wszystkie działania nie będą miały wpływu na przebieg wyborów i ocenę ich uczciwości.

Piszę o tym z troską, ponieważ przez 10 lat pełniłam funkcję komisarza wyborczego i leży mi na sercu, aby wybory przebiegły w sposób uczciwy i sprawny. Moja kadencja kończyła się w połowie 2018 r. Zgodnie z tradycją obecnie rządzących kadencja została przerwana, ale cieszę się, że znalazłam się w dobrym towarzystwie.

Wychodząc naprzeciw apelowi skierowanemu do sędziów przez przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej, również złożyłam aplikację na stanowisko komisarza wyborczego, jak wielu moich kolegów sędziów. Jednakże mimo że od 2000 r. uczestniczyłam w procesie wyborczym, najpierw jako członek komisji wyborczej, potem jako komisarz wyborczy, nie uzyskałam akceptacji MSW. Dlaczego, nie wiem. Nie przyszedł do mnie żaden e-mail z wyjaśnieniem, nawet nie otrzymałam zwykłego powiadomienia, że moja kandydatura nie została przesłana do PKW. W takiej sytuacji byli również wszyscy ci, którzy nie przeszli wstępnej selekcji i ich kandydatury nie zostały przesłane do PKW.

Dlatego też twierdzę, że kryteria, jakie zastosowało MSW, nie były transparentne, a co za tym idzie - rodzą podejrzenia o dokonanie wyboru zgodnego z oczekiwaniami MSW, a nie na podstawie wiedzy z zakresu zagadnień prawa wyborczego, apolityczności, niezależności. Może się mylę, ale w tym kontekście warto przyjrzeć się wszystkim wskazanym przez MSW kandydatom, jednak to już rola dziennikarzy, nie moja.

Jednocześnie Państwowa Komisja Wyborcza wiedziała, że wielu sędziów złożyło aplikację (bodajże około 70 na 100 komisarzy). Można było więc doprowadzić do tego, że w strukturze wyborczej nadal decydującą rolę odgrywaliby niezawiśli i niezależni sędziowie, o czym tak głośno wcześniej mówił przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej, ale był jeden warunek - trzeba było chcieć albo przynajmniej spróbować.
---
Co o tym sądzicie? Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.