Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Córka chodzi do szkoły specjalnej. Tam też oprócz lekcji nic się nie dzieje, nie organizuje się zimowych ani letnich wakacji. Raz byłam na kolonii jako opiekun córki.

Esterka uwielbia sporty, od wielu lat opłacam jej zumbę. Kocha również basen – 10 lat płaciłam za naukę pływania, uczyła się również prywatnie języka angielskiego.

Jest dzieckiem pogodnym, ale bardzo absorbującym. Robimy z mężem wszystko, aby była szczęśliwa. Starałam się o pomoc finansową na zakup dla niej komputera. Nie udało się. Dostałam odpowiedź, że brakuje środków finansowych.

Nikogo nie obchodzimy. Nikt się nami nie interesuje. Na córkę otrzymuję 153 zł zasiłku pielęgnacyjnego. Na mamę nie otrzymuję nic. Państwo polskie nie pomaga niepełnosprawnym i nie pozwala również spokojnie żyć ich rodzinom.

Jestem zmęczonym opiekunem dwóch osób niepełnosprawnych.

Dodam, że jestem też babcią, potrzebują mnie wnuki. Mąż, który liczy na pomoc w prowadzeniu sklepu ogrodniczego też pewnie chciałby widzieć żonę szczęśliwą, miłą, uśmiechniętą i wypoczętą.

Mam 61 lat, nie wiem w co włożyć ręce.

Tak żyje wiele rodzin osób niepełnosprawnych.

Czekamy na Wasze historie, opinie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.