Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dwa tygodnie temu w „Pieniądzach Ekstra” opisaliśmy historię pana Henryka. 30 października 2017 r. wracał ze Słupska do domu w Sosnowcu z przesiadką w Gdyni. Przez pomyłkę zamiast do pociągu SKM, na który miał bilet, wsiadł do pociągu TLK Intercity. I tu zaczęły się jego problemy.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Pomylił pociągi. Karę zapłacił, ale pieniądze wpłynęły dzień po terminie. PKP Intercity zażądało 640 zł

Za brak biletu konduktor wypisał wezwanie do zapłaty na 28,84 zł. Miał na to dwa dni robocze. Przelew zrobił 2 listopada (bo 1 listopada wypada święto). Był przekonany, że to załatwi całą sprawę.

Jednak miesiąc później dostał pismo z windykacji PKP Intercity z żądaniem wpłaty 640 zł. Za co? Okazało się, że przewoźnik zaksięgował wpłatę 3 listopada, czyli dzień po terminie.

Na wezwaniu pojawiły się dwie sprzeczne informacje dotyczące terminu płatności. W jednym miejscu – dwa dni, w innym – 21 dni. Ale nasz czytelnik miał pretensje nie tylko o rozbieżności w treści wezwania. Chciał zapłacić jak najszybciej. Nie wiedział, że wpłata zaksięguje się dzień później. W odwołaniu napisał m.in.: „Nie moją intencją było oszukać PKP, o czym świadczy niezwłoczna wpłata. Nie jest dla mnie zrozumiałe, że PKP nie przyjmuje żadnych argumentów pasażerów”.

PKP Intercity zaproponowało jedynie obniżenie kary. „640 zł to dla mnie bardzo dużo pieniędzy, ale 152 zł to też duża suma” – żalił się nasz czytelnik.

I wtedy poprosił „Wyborczą” o pomoc. Gdy zainteresowaliśmy się sprawą, przewoźnik „w drodze wyjątku” postanowił anulować wysoką karę.

Kilka dni temu dostaliśmy list od pana Henryka i jego żony:

„W życiu są problemy, które możemy rozwiązać sami, ale niestety są takie, które przerastają człowieka, szczególnie gdy ma do czynienia z machiną PKP Intercity. Doświadczyliśmy upokorzenia i absolutnego braku zrozumienia. Rozpaczliwie szukaliśmy pomocy, nasze odwołania były nieskuteczne. Nie mieliśmy pieniędzy, żeby wytoczyć proces. Dopiero gdy sprawą zainteresował się dziennikarz Wyborczej Maciej Bednarek, poczuliśmy się bezpieczni.

Chcemy podziękować za zaangażowanie w rozwiązanie naszego problemu.

Jadwiga i Henryk”.

Masz temat dla reportera Wyborczej? Pisz: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.