Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dla mieszkańców jest obrończynią drzew, dla zielonogórskich urzędników – ekoterrorystką. Ostatnio walczy o ocalenie dwóch alei: w Gołaszynie (woj. dolnośląskie) i Trzebiechowie (woj. lubuskie).

– Obie piękne, poniemieckie, potężne, dostojne. Jeśli je wytniemy, takich drzew już nasze wnuki nie zobaczą. Nie będą już rosły takie duże: sól, zanieczyszczenie robią swoje – tłumaczy Joanna Liddane, szefowa Zielonogórskiego Towarzystwa Upiększania Miasta.

Z wycinkami drzew walczy od kilku lat. Sama. Nie prowadzi fundacji, nie zatrudnia ludzi. – Kiedyś były cztery telefony na pół roku od zrozpaczonych mieszkańców, teraz mam cztery dziennie. Wycinki złoszczą wiele ludzi. Polska jest podzielona. Jedna część nienawidzi drzew, bo trzeba grabić liście, bo gałęzie wchodzą do okien, a druga część rozumie, że starodrzew jest cenniejszy niż beton. Że jego nie da się kupić, wybudować – mówi Liddane.

I dostrzega jedną dobrą rzecz w „lex Szyszko”, masowej wycince drzew zniesionej w czerwcu 2017 r. Mobilizację, która wywołała u ludzi chęć obrony drzew. – Nigdy tyle o drzewach nie mówiło się publicznie. W prasie, na ulicy czy sklepie. Ludzie zawiązują komitety. I zaczynają dostrzegać głupotę urzędników – tłumaczy Liddane.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Efekt Szyszki. Rolnik tnie hektary wyjątkowego lasu na obszarze Natura 2000 [ZDJĘCIA]

Zrób pan zdjęcie!

Paweł Janczaruk, zielonogórski artysta fotograf, autor ponad 40 wystaw, jesienią ogłosił akcję społeczną: sfotografujmy wszystkie drzewa, tak szybko je nam wycinają! Zielonogórzanie zapełniają Facebooka drzewami, których za chwilę nie będzie,i oznaczają hasztagiem #pamiętamtodrzewo.

– W naszej liczbie tkwi siła – tłumaczy Janczaruk i podkreśla, że opublikowano już blisko pół tysiąca zdjęć drzew naznaczonych pomarańczową albo zieloną kropką. – Pierwsze są do wycięcia, drugie do pielęgnacji. Ale z tym jest różnie. Trzeba pilnować. Miasto oznaczyło blisko tysiąc drzew – ostrzega Janczaruk. Odzew jego akcji jest duży jak nigdy.

– Ludzie nie chcą się rozstawać z drzewami, pod którymi przechodzą czy przysiadają od 40 lat – tłumaczy. Chciałby, aby mieszkańcy zawiązali wspólnotę. – Będzie łatwiej. Gdy w jednej dzielnicy rżną drzewa, to inne dzielnice pomagają – dodaje.

A w Gogolinie głóg...

Wrocławskie „Drogi dla Natury” (krajowy program ochrony drzew przydrożnych) obserwuje blisko 5 tys. internautów z Facebooka. Fundacja przygotowuje raport o skali masowego wycinania drzew. Prosi mieszkańców całej Polski o głos. Odzew jest ogromny.

Ktoś pisze, że w Gogolinie pod topór poszedł stuletni głóg, a mieszkańcy walczą o uratowanie Dębu Karlika. Inny, że urzędnicy chcą wyciąć drzewa pod plac zabaw i nasadzić tuje. Że wycięto dorodne lipy na chodniku, bo korzenie rozpruwały kostkę.

– Szukamy naprawdę absurdalnych powodów do wycinek, które nie powinny się nigdy pojawić – tłumaczy Magdalena Berezowska-Niedźwiedź z Fundacji Ekorozwoju. Uważa, że na „lex Szyszko” najbardziej skorzystali m.in. deweloperzy. Drzewa znikały, by zrobić miejsce blokowiskom i jednorodzinnym domkom. Obawia się, że najgorsze przed nami. Wkrótce ruszą wycinki wiekowych alei, bo wyrok na drzewa zapadł już rok temu.

– Od stycznia do czerwca ub.r. minister Szyszko zniósł obowiązek opiniowania wycinek przydrożnych drzew przez regionalne dyrekcje ochrony środowiska. Gdy ich zdanie przestało się liczyć, samorządy natychmiast wystąpiły o decyzje. Ile jeszcze takich zostanie wyciągniętych z szuflad? – pyta Berezowska-Niedźwiedź.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Lex Szyszko, czyli (krótka?) historia wielkiego rżnięcia

Kawa i... lista drzew do wycinki

– Widać coraz większe wkurzenie. Ludzie mówią „dość” – mówi Liddane. Sama mieszka u wrót rezerwatu Bukowa Góra. Do pracy do Zielonej Góry dojeżdża 20-letnim kabrioletem. Wiosną ściąga dach i do jesieni gapi się w przydrożne aleje. Jeździ z jedną słuchawką w uchu, bo już o siódmej rano dzwonią pierwsze telefony: – „Niech pani ratuje, dęby nam wycinają!”. Ludzie widzą kropki na drzewach i dzwonią. Jadę tam, choć spóźniam się do pracy – opowiada.

Nie dzwonią żadni ekolodzy, ale zwykli ludzie. A to panie z piekarni, nauczycielki ze żłobka albo mechanicy, bo drzewa dawały latem fajny cień.

Liddane: – Zebranie podpisów dwóch tysięcy osób pod petycją wstrzymującą wycinkę to kwestia kilku dni.

Magda Kowalczyk jest księgową w dużej firmie, zaczyna dzień od porannej kawy i lektury stron ekoportalu. Sprawdza, co będą wycinać w okolicy. Strona powstała na zlecenie Ministerstwa Środowiska (jeszcze za czasów PO). Można śledzić, jakie wycinki planują samorządy. Urzędy marszałkowskie mają obowiązek wpisywać tam wszystkie złożone wnioski i wydane zgody na wycinkę. – Dopiero gdy sprawdzę, że nic mi na dzielnicy nie wytną, mogę spokojnie pracować – mówi Kowalczyk.

Liddane: – Takich osób są tysiące. Dzięki portalowi można jeszcze coś uratować...

Chcę drzew, nie cukru

Liddane w Dzień Kobiet stanęła na zielonogórskim deptaku z transparentem: „Chcę drzew, a nie cukru”. I z miejsca stała się bohaterką mediów społecznościowych.

Bo obok prezydent Zielonej Góry Janusz Kubicki rozdawał paniom słodkie babeczki z miejskiej Palmiarni. – Prezydent się wściekał, że mu psuję akcję ocieplania wizerunku. A ja się wściekam, że bezmyślnie psuje nam miasto – mówi. Kubicki buduje z unijnych funduszy ponad 30 km ścieżek rowerowych, przy drogach. Ścina dorodne dęby, buki, lipy i wierzby. Zostawia zwykłą sośninę.

– Choć mógłby oddzielić ścieżkę od drogi pasem starodrzewia. Zero refleksji, gustu i wiedzy o przyrodzie. Jeśli ktoś tak planuje swoje miasto, musi nie lubić swoich mieszkańców. Każe im jeździć ścieżką w pełnym słońcu, przy spalinach z aut – wytyka prezydentowi Anita Kucharska-Dziedzic, szefowa stowarzyszenia Baba, które pomaga ofiarom przemocy domowej.

Akcję wycinania drzew opisuje na Facebooku. – Wkurza mnie to. To była moja droga – tłumaczy.

Tomek Włoch ma przystań nad Odrą, prowadzi mały bar. Śledzi każdą wycinkę, podpisuje się pod petycjami w obronie zieleni. – Sadyzm – nie przebiera w słowach na FB.

Apeluje o to, by gminy sięgały po ekspertów, wycinały z głową.

Wycinkami wiekowych dębów w Zielonej Górze zainteresował się dr Stanisław Rosadziński, botanik. Wykonał ekspertyzę ściętych drzew. Znalazł 11 chronionych gatunków (niektóre wymierające). Okazało się, że miasto nie miało zgody RDOŚ na ich zniszczenie. Rosadziński nie wziął od mieszkańców ani złotówki. – Bo moje wkurzenie było tak duże... – tłumaczy.

Polacy listy piszą...

– Mieszkańcy piszą, że gmina chce wyciąć aleje, a oni nie wiedzą, jak mają ich obronić. Staramy się pomóc – mówi Berezowska. – Inni dzwonią, bo sąsiadowi przy domu nagle znikło drzewo. Pytają, jak sprawdzić, czy mógł je wyciąć, czy miał zgodę. Wycinek jest tak dużo, że ludzie się denerwują i zaczynają się buntować.

Aleje trudno obronić. Rzadko która jest wpisana do rejestru zabytków albo jest objęta ochroną pomnikową. Ponad miesiąc temu internetem wstrząsnęła wycinka lipowej alei w Zachodniopomorskiem (przy modernizacji drogi Głobino – Dobieszewo). Drogę poszerzano zaledwie o pół metra. – Zdjęcie zestawiające widok alei przed wycięciem i po wycięciu miało tysiące udostępnień. Bo sytuacja była absurdalna. Taka wycinka nie zdarzyłaby się w Niemczech. Tam prędzej wybudują nową drogę obok, niż wytną stuletnie drzewa. Drzewa mogą żyć 400, 500 lat. Ich utrzymanie nie jest tak kosztowne jak nowo nasadzonych. To do polskich samorządowców kompletnie nie dociera – przyznaje Berezowska.

Mam takie zdjęcie: jestem mała, a mama podsadza mnie do dębu. Dotykam go. Ona tłumaczy, że to kora, skóra drzewa, że ono też czuje. Teraz podsadzam siostrzenicę – opowiada Liddane. – Bez edukacji kolejnych pokoleń staniemy się betonową pustynią. Wrażliwości trzeba uczyć także urzędników. Natychmiast!

Tu sprawdzisz planowane wycinki: Wykaz.ekoportal.pl (link: wyszukiwanie kart)

Jedno drzewo produkuje w ciągu roku tyle tlenu, ile zużywa człowiek w ciągu dwóch lat życia. Solidne drzewa wokół domu pozwalają zmniejszyć koszty eksploatacji domowej klimatyzacji o ok. 30 proc., a także o 20 proc. koszty ogrzewania w zimie. Wszystko dzięki trwałej osłonie przed słońcem i wiatrem. Zadbany drzewny ogród przy domu potrafi podnieść rynkową wartość nieruchomości aż o 10 proc.
---
Czekamy na Wasze historie, opinie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.