Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Akcja licytacja

W styczniowej licytacji uczestniczyło 21 osób. Kwotą 20 tys. 200 zł internetową aukcję wygrała Ewa Stawowska-Grzonka: – Wszyscy jesteśmy szczęśliwymi zwycięzcami aukcji na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Zaciekle graliśmy do ostatnich sekund – mówiła z dumą. Na spacer z Wajrakiem przyjechała z dwiema siostrami i ich rodzinami.

Wszystko zaczęło się od dziadka leśnika i wnuczek ogrodniczek. Czwarte pokolenie rodziny zafascynowane przyrodą gromadzi książki przyrodnicze. W końcu trafia na publikację Adama Wajraka „Umarły las”. W Krakowie podczas spotkania z autorem książki jedna z prawnuczek leśnika dostaje autograf i fotografuje się z Wajrakiem.

– Tak zaczęła się wielka miłość, którą Maja nas zaraziła. Uczestniczyliśmy w akcjach obrony puszczy i chcieliśmy wspomóc Orkiestrę, by grała do końca świata i jeden dzień dłużej – mówi inicjatorka wyprawy.

– Mamy szansę na żubry, ale w puszczy zawsze może być niespodzianka. Szanse są pół na pół. Na pewno zobaczymy kawałek dzikiej puszczy – zapowiedział Wajrak. – Chciałbym też pokazać, jak puszcza sama się odnawia i nie potrzebuje sadzenia. Po wycince leśnicy będą chcieli ją zasadzić od nowa, czyli już nie będzie puszczą.

Tropy żubra

Wiosną czas na swobodne oglądanie żubrów powoli się kończy. Kiedy jest gorąco – żubry idą w głąb lasu. W okolice Teremisek przychodzą zwykle młode samce. – Żubry to zwierzęta skraju lasu. Potrzebują otwartych terenów, ale też leśnych – opowiada Wajrak.

Pojawia się świeża trawa i coraz chętniej skubią ją na łąkach. Nie gardzą korą, opieńkami, jagodami czy pędami.

Wajrak tropi żubry po odchodach. Postać płaska oznacza żerowanie na trawiastym terenie. Stożek – przebywały w lesie. Potem identyfikuje tropy. Zaokrąglony trop to samiec, duży byk. Szpiczasty ślad kopyt – samica żubra.

– Ludzie jeżdżą do Afryki, żeby zobaczyć goryle górskie albo lwy. Dlaczego nie przyjechać do puszczy, by zobaczyć żubry? – pyta Wajrak. Jego zdaniem w Puszczy Białowieskiej w ogóle nie powinno być polowań, żeby ludzie oprócz żubrów mogli obserwować także jelenie, dziki czy sarny.

Pięć gatunków dzięcioła

Odwiedzający Puszczę Białowieską oglądali ogromne leśne wykroty, czyli drzewa wyrwane z korzeniami przez wiatr. Widzieli kilkuwiekowe królewskie dęby. Odwiedzili bazę Obozu dla Puszczy w Teremiskach. Słuchali o zasobach leśnych i poczynaniach Lasów Państwowych oraz korniku drukarzu, który dla leśników stanowi główny pretekst do wycinania lasu i dewastowania Puszczy Białowieskiej.

Wajrak wyjaśnił, że kornik żyje w puszczy od co najmniej dziesięciu tysięcy lat, a od kilku występuje z gradacjami. Mówił też o miejscach zaatakowanych przez kornika, gdzie w zasięgu wzroku widział pięć gatunków dzięciołów. Wymienił je: najmniejszy z rodziny dzięciołek, pospolity dzięcioł duży, dwie ogromne rzadkości niemal obok siebie: dzięcioł trójpalczasty i białogrzbiety oraz olbrzymi dzięcioł czarny. – Gdzie jest kornik, tam życie aż tętni – podkreślił.

Powrót do przeszłości

Największe oczekiwanie zwycięskiej rodziny wobec ekspedycji to spotkanie żubrów w ich naturalnym środowisku, nie w rezerwacie pokazowym lub zoo. I te oczekiwania zostały zaspokojone: – Wielkie żubry, wielkie wrażenie i wielka satysfakcja – podziwiała zwierzęta Ewa Stawowska-Grzonka.

Kilkadziesiąt metrów od skraju lasu pojawiły się trzy dzikie samce. Dopóki obserwator im nie dokucza, a fotograf nie jest nachalny, dopóty nie są groźne.

– Kiedy obserwuje się duże zwierzęta – niedźwiedzie, żubry – ważne, żeby być w zwartej grupie. Nie rozchodzimy się. Nie otaczamy ich, żeby nie poczuły zagrożenia. Kiedy nas widzą, nie musimy być cicho, żeby nie wydawać się podejrzanymi, bo one wyczuwają naszą nerwowość – instruował Wajrak.

Przeżycia podczas spotkania z żubrami opisywał tak: – Człowiek czuje się jak prehistoryczny łowca, kiedy widzi przed sobą zwierzę, a nie ma żadnej siatki ani płotu.

Jeśli żubr macha ogonem, grzebie racicą, głową niszczy młode drzewa, wtedy wiadomo, że trzeba odejść. W lesie bezpiecznie jest podejść do pięćdziesięciu metrów przed nim.

– Niesamowite zwierzęta. To ogromne zaskoczenie, że coś takiego jeszcze można zobaczyć w Polsce – dzielił się odczuciami Piotr Grzonka. – Jakbyśmy nagle wrócili do prehistorii!

Czekamy na Wasze historie, opinie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.