Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wrzuciłam na Facebooka informację, że jestem w stanie zorganizować bus z Rybnika do Warszawy. Nie spodziewałam się takiego odzewu!

Jedziemy w piątek do Warszawy protestować przeciwko zaostrzeniu przepisów antyaborcyjnych. Impulsem była poniedziałkowa sejmowa komisja, która dała zielone światło ustawie zmuszającej kobiety do rodzenia śmiertelnie chorych dzieci. Haniebne, że podczas komisji nie dopuszczano do głosu przeciwniczek tego rozwiązania.

Decyzja była szybka: trzeba jechać do Warszawy protestować! Tak pomyślało mnóstwo osób. Niektórzy zdecydowali się jechać na własną rękę, inni woleli się zorganizować i jechać razem. Wrzuciłam na Facebooka informację, że jestem w stanie zorganizować bus z Rybnika, chętni mogą się zgłaszać. Równocześnie trwała internetowa zbiórka zorganizowana przez Strajk Kobiet. Każdy, kto nie może pojechać do Warszawy, ale chciał wesprzeć protest w stolicy, mógł wpłacić kilka złotych na transport dla tych, którzy jadą.

Nie spodziewałam się takiego odzewu! Kwota zbierana przez ludzi wciąż rosła, a do mnie zgłaszali się kolejni chętni do wyjazdu - kobiety i mężczyźni w różnym wieku. W rezultacie z Rybnika pojadą dwa autobusy, a przecież to tylko jedno śląskie miasto. Moja koleżanka z Katowic zgromadziła chętnych na kolejne dwa autobusy, grupa zebrała się też w Bielsku-Białej.

Wiele osób, które jadą z nami, pierwszy raz bierze udział w jakimkolwiek proteście. Pytają, jak się mają przygotować, co zabrać, czego się spodziewać.

Miarka się przebrała i nawet osoby, które dotychczas nie czuły potrzeby publicznie wyrażać sprzeciwu, czują, że muszą wziąć sprawy w swoje ręce. Nie chcemy, żeby Kościół wywierał wpływ na rządzących. Nie podoba nam się również, jak publiczna telewizja przedstawia temat. To nie jest tak, że kobiety traktują usunięcie ciąży jak zmianę makijażu!

W piątek będzie się działo! Studenci chcą protestować od rana, potem dołączą kolejne osoby. Kulminacja protestów przewidziana jest na godz. 16. Musimy narobić hałasu w Warszawie, żeby politycy nas zauważyli.

Czuję jednak, że w piątek nic się nie skończy. To dopiero początek naszej walki.

Hanna Kustra, Rybnik, not. Magdalena Warchala
----
Toruńskie Dziewuchy. W parę dni zapełniły dwa autokary, które w piątek pomkną z Torunia do Warszawy na protest

Podkreślają, że autobusami pojadą też członkinie innych organizacji. Jedna z naszych bohaterek z Torunia tak przedstawiła grupę Toruńskich Dziewuch: Jesteśmy dojrzałymi kobietami z pracą, domami, większość z dziećmi, które miejsce na tę działalność wyrąbały w grafiku, gdzie jest wożenie dzieci do szkoły, prowadzenie biznesów, kariera naukowa, praca. Robimy wszystko same: kleimy banery, uczymy się prowadzić fanpejdże, szukamy rozmówczyń do @JestemKatarzyną - to strona na FB (2,3 tys. polubień), która zbiera historie kobiet, pokazuje, jak różne są ich losy, łączy ponad podziałami, opisuje doświadczenia liberałek i katoliczek. To potężna praca dziennikarska: trzeba znaleźć bohaterki, przepytać, spisać, co powiedziały, i zredagować. Dziewczyny odwalają przy tym potężną robotę, bo wrzucają po kilka postów tygodniowo. Historia matki dziecka z wadą letalną została przeczytana przez 100 tys. ludzi, cytowali ją w środę studenci na Krakowskim Przedmieściu.

Robiłyśmy do spółki z innymi organizacjami akcję „Dziewuchy oddają ciuchy" - to był szybko zmontowany second-hand, a cała kasa ze sprzedaży szła na zakup artykułów higienicznych dla ubogich kobiet.  W ramach  tej  akcji Dorota załatwiła całą ciężarówkę podpasek.

Nie działamy zrywowo od protestu do protestu, tylko cały czas. Spotykamy się raz na miesiąc. Wcześniej szykujemy agendę, co trzeba na zebraniu omówić i załatwić. Po ważnych wydarzeniach przeprowadzamy ich ewaluacje. 

Wyciągamy wnioski z błędów, notujemy, gdzie były luki organizacyjne itd. My nie odwalamy lipy, staramy się nie zatrzymywać w działaniu, dbamy, aby cały czas był ruch w interesie. Mamy  poczucie, że musimy nieustannie pracować, jeśli chcemy zmienić rzeczywistość.

Oto, jak rozkręcałyśmy wyjazd do Warszawy (to fragmenty naszych rozmów na komunikatorze)

Poniedziałek po południu

- BARBARZYŃCY! Jestem wściekła, czuję się upokorzona i bezradna. Biorę pod uwagę i to, że to uchwalą, i to, że znów odstąpią, a robią to, żeby się nami pobawić, pokazać, że mogą wszystko, popatrzeć jak latamy w tę i w tę jak kury po kurniku, uciekające przed siekierą.

Mam ochotę wrzeszczeć i kopać.

Poniedziałek wieczorem

- I co robimy? Ja jakby co, chętnie przejadę się do Wawy, daję 4 miejsca w aucie. Ale jak będzie decyzja, że Toruń, to Toruń.

- Ja myślę, że jak w Toruniu nic nie będzie, to najwyżej nie napiszą o nas lokalne media i tyle. A oczy wszystkie i tak będą na Wawę, tam musi być masa zrobiona.

Pięć minut później

- Poważne pytanie: ile kosztowałoby wynajęcie autokaru?

- Można by pomyśleć o autokarze dla nas, Manify, Razem, Obywatelskiego Torunia i nie wiem, kogo tam jeszcze.

Wtorek rano

- Cena autokaru 40 zł/głowa, obojętnie, ile osób pojedzie (przewoźnik bierze ryzyko niedoboru na siebie)

- Ja chętna na wyjazd, akceptuję koszt!

Tu rozpuszczamy wici, ogłaszamy na swoich ścianach na  FB, że jest autokar i kto chce, może się zabrać. Naradzamy się, co z osobami, które chcą jechać, a nie mają pieniędzy. Od razu kilka dziewczyn oferuje, że zapłacą za tę czy tamtą osobę, byle mogła jechać (bo część z nas ma większą kasę i jak trzeba, to z niej wyskakuje „dla sprawy”).

Zaczynają się telefony i wiadomości na Messengerze u każdej z nas i tak przez kilka godzin autokar się napełnia.

Wtorek po południu

- Ale ekipa jedzie. Jakby nas chcieli zneutralizować, to mają superokazję - wszyscy w jednym miejscu.

- Zostawiamy miasto Rydzykowi.

- Spoooko, Anka zostaje, miasto jest bezpieczne (Anka to nasza koleżanka z gatunku „nikt jej nie podskoczy”, najgłośniejsza z mówczyń na wszystkich demonstracjach, parę miesięcy temu - będąc samotną matką dwójki dzieci - zaadoptowała dwójkę dzieci zmarłej przyjaciółki).

- Dzięki Wam wszystkim, że jedziecie, sama muszę odpuścić. Powiedziałabym, że się będę za Was modlić, ale wiecie, że nie umiem.

Wtorek wieczorem

- Przepraszam, ale ja jestem ch... pani domu. Moja siostra przypomniała mi o kanapkach, ciepłej herbacie w termosie i banerach. Kto wie, gdzie są nasze banery z zeszłorocznej Manify, bo hasła aktualne i mogłybyśmy je zabrać! Ps. Kanapek nie robię, żeruję.

- Ja już zrobiłam część zakupów. I termos wyszorowałam. Poszukam plecaka piknikowego.

- Bierzemy tył? Na wycieczkach szkolnych był najbardziej pożądany.

- Będą kanapki i herbata, wiadomo. A może któraś ma jakieś duże termosy konferencyjne? Zawsze znajdzie się ktoś, kogo można poczęstować ciepłą herbatą.

Środa rano

- KONIEC! Autokar zapchany.

- Jupi mamy komplet!

Środa trochę później

- Trzeba próbować drugi autokar montować.

Środa po południu

- Jaki był na KODzie i innych demonstracjach system skrzykiwania się przed drogą powrotną?

- Żadnego systemu nie było. Jedna, dwie zorientowane osoby były pod telefonem, a reszta pilnowała, żeby się nie zgubić i dotrzeć na miejsce zbiórki o umówionej godzinie. Dorośli ludzie jadą, dadzą radę

- Dzieciaki na koloniach w obcym mieście dają sobie z tym radę.

- Niezależnie od tego, co by się działo, tego się trzymać. Chyba że nas zwinie policja i trzeba będzie zostać na noc.

Środa na dobranoc

-  Dziewuchy, wiem, że macie mnóstwo przygotowań przed wyjazdem i może będziecie głodne w podróży, więc w piątek przyjadę do Was na miejsce zbiórki przed Waszym odlotem i przywiozę Wam 20 kanapek (własnoręcznie zrobionych) i 4 kg pięknych jabłek. Będę z Wami sercem i duchem. Ciało, niestety, musi zostać w Toruniu.

Kim jesteśmy, my, Toruńskie Dziewuchy i dlaczego jedziemy Warszawy?:

Sylwia Kowalska (energiczna, długowłosa kobieta-dynamit, zajmuje się setką rzeczy naraz, rozkręciła w mieście m.in. Jadłodzielnię - ci, którzy mają dzielą się z tymi, co nie mają). - Jestem radną miejską, reprezentuję ruch miejski Czas Mieszkańców, jestem też wiceprezeską Kongresu Ruchów Miejskich i założycielką Toruńskich Dziewuch. Do Warszawy jadę, bo to mój obowiązek. To bardzo ważny moment szczególnie dla kobiet, czuję ogromną potrzebę wsparcia i mobilizacji dla nas wszystkich.

Olga (mistrzyni  PR-u z szelmowskim uśmiechem, w Dziewuchach ogarnia sprawy wizerunkowe, wie, jak każdą akcję „ograć” wizualnie): - Prowadzę ze wspólnikiem agencję reklamową w Toruniu, współtworzę fanpage @Jestem Katarzyną, działam w Toruńskich Dziewuchach, gram w amatorskiej drużynie piłki ręcznej i mam bardzo fajnego męża. Do Warszawy jadę, bo wierzę, że masa może przestraszyć polityków. Od ponad dwóch lat codzienne dostarczane są nam powody do protestów. Niech ten będzie wielki!

Dominika (szczupła blondynka z burzą długich blond włosów, zawsze koncyliacyjna, gdy dochodzi do różnicy zdań, jak jest coś do zrobienia, natychmiast kładzie ręce na pokład). - Prowadzę firmę, która rewitalizuje polskie miasta, działam na rzecz społecznej odpowiedzialności biznesu; od 4 lat organizuję toruńską edycję One Bilion Rising/Nazywam się Miliard - to impreza przeciw przemocy wobec kobiet. W ramach piątkowego Strajku Kobiet zajęłam się logistyką i kontaktem z zainteresowanymi udziałem. Jestem mamą siedmiolatki, która jeździ na bmx-ie i na deskorolce i słodkiego czterolatka. Mam dwie siostry, kilka kuzynek, bratowe, siostrzenicę, przyjaciółki, sąsiadki...W ich imieniu jadę do Warszawy, bo solidarność naszą bronią.

Ala (w Toruńskich Dziewuchach od  niedawna, ale obecna na  wszystkich zebraniach, z żołnierską dyscypliną chodzi na wszystkie protesty i demonstracje). - Jestem matką dwóch dorosłych córek, od lat w związku partnerskim ze wspierającym ją feministą, nauczycielką edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolnej. Aktywnie zaangażowana w obronę demokratycznych wartości, prawa człowieka, a zwłaszcza mniejszości i kobiet. Od pół roku czynnie wspiera wszystkie inicjatywy Toruńskich Dziewuch. Do Warszawy jadę, bo... sporo podróżuję, a moje dwie córki uczą się i mieszkają za granicą w wielokulturowym społeczeństwie i wiem, jak wygląda „inny świat", w którym prawa kobiet są czymś oczywistym i trwałym, a kobiety nie muszą martwić się, że ktoś im je odbierze z powodów ideologicznych. Takiego kraju chcę tutaj, by moje dzieci i wnuki mogły żyć w nim kiedyś spokojne, bezpieczne i wolne.

Dorota (piękna brunetka z grzywką, uosobienie kreatywności, przedsiębiorczyni, projektantka odzieży, matka dwóch nastoletnich córek. To  ona załatwiła ciężarówkę podpasek dla niezamożnych kobiet, bo tylko Dorota umie takie rzeczy). -  W Dziewuchach robię wszystko, co w  danej  chwili trzeba zrobić, koordynuję, załatwiam, razem z dziewczynami prowadzę Jestem Katarzyną.

Marta (kobieta, której rzucisz hasło i w  minutę odpowie ci setką  pomysłów, zawsze zadba o to, żeby każdy dostał ciepłej herbaty, mówi, co myśli): Jestem wykładowczynią, pracuję na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Razem z Dorotą (poznaną dzięki aktywności w Toruńskich Dziewuchach) założyłam i prowadzę zaangażowaną firmę odzieżową Hurma. Rozpoczęłyśmy działalność serią feministycznych koszulek na 100-lecie praw kobiet, bo uważamy, że w czasach kryzysu idei należy mówić o nich głośno. Jestem tez lokalną aktywistka, walczę o ochronę zabytków i popularyzuję najnowszą historię Torunia. Jadę do Warszawy, bo uważam, że należy się angażować i walczyć o sprawy, w które się wierzy. Jak to ostatnio powiedziała pięknie Natalia: czas wyjść ze schowka na szczotki, bo nikt za nas tego nie zrobi. Nie chcę patrzeć biernie, gdy dzieje się zło. Chcę wesprzeć wszystkie dziewczyny, które tego dnia wyjdą walczyć o swoje prawa i uważam, że to nasz obowiązek. Jadę, bo nie zgadzam się na festiwal pogardy zgotowany Polkom przez prawicowych publicystów i polityków, w którym naukowe, rzeczowe argumenty przegrywają z ideologią i mizoginizmem.

Emilia (to ta od kanapek i jabłek; taka właśnie jest: serce na dłoni, ale charakter żelazny) - z wykształcenia administratywistka, z zawodu bankowiec, obecnie wspólnie z mężem feministą prowadzę firmę z wyposażeniem wnętrz. Od zeszłego roku aktywnie działam w Toruńskich Dziewuchach. Wspieram moje Siostry, które w piątek jadą do Warszawy bronić naszych podstawowych praw. Nie zgadzam się z populizmem władzy odbierającej nam wolność; szerzącym się jak zaraza fanatyzmem religijnym stawiający kobiety w roli inkubatora i służącej. Nie pozwolimy się zniewolić, to nie ta epoka.

Natalia: w tej chwili nie mogę robić w Dziewuchach tyle, ile bym chciała,  bo mam malutkie dzieci, ale pilnuję, żeby być na większości demonstracji (chodziłam na nie też w ciąży), jak trzeba, przemawiam na  protestach,  piszę i redaguję różne nasze oficjalne pisma. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby mnie w Warszawie zabraknąć. W tej chwili nie ma w Polsce nic ważniejszego od praw kobiet, bo zabieranie praw jednej grupie obywateli zawsze kończy się  zabieraniem ich kolejnym grupom. Poza tym mam roczną córkę, chcę, żeby żyła w normalnym kraju.
opracowała nat 

Jedziemy z Sanoka w 4 osoby prywatnym samochodem. W Rzeszowie został zorganizowany bus na 21 osób.

Szykujemy się na Czarny Piątek, który odbędzie się pod hasłem "Jedziemy na Warszawę". Wszystko w związku z poniedziałkowym posiedzeniem sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka, która pozytywnie zaopiniowała projekt „Zatrzymać aborcję". Znosi on możliwość przerwania ciąży ze względu na ciężkie wady płodu. "Sejmowy festiwal pogardy i nienawiści do kobiet trwa, właśnie odebrano głos organizacjom pozarządowym i posłom opozycji i przegłosowano projekt zakazu aborcji w komisji sprawiedliwości i praw człowieka" wobec tego wszystkiego nie widzę innego wyjścia jak solidarnie ze wszystkimi kobietami nie pojawić się tam, gdzie być się powinno – w Warszawie! Jedziemy z Sanoka w 4 osoby prywatnym samochodem. W Rzeszowie został zorganizowany bus na 21 osób. Ciągle zgłaszają się nowe chętne osoby. Mój telefon nieustannie dzwoni, ale to cieszy, ta solidarność, którą po raz kolejny czuć wszem wobec!).
Miranda Korzeniowska

Świętokrzyskie też jedzie na Czarny Piątek. „Ten problem dotyczy wszystkich”

 - Liczę, że piątkowy protest przed Sejmem da do myślenia. Może nie rządzącym, ale naszym sąsiadom, którzy temu się przyglądają - mówi organizatorka kieleckiego wyjazdu do stolicy na Czarny Piątek.

W czwartek po południu Lidia Palacz, członkini świętokrzyskiego Komitetu Obrony Demokracji, miała już pełny jeden autokar chętnych wyjazdu w piątek do Warszawy. - Ale to nie oznacza, że kończymy zapisy. Jeśli będzie więcej zainteresowanych, możemy wziąć większy autokar, a jak będzie potrzeba, to busy i samochody prywatne. Jest miło zaskoczona odzewem. - Mamy okres przedświąteczny, wszyscy mają mnóstwo domowych obowiązków, a mimo to ludzie chcą jechać i zamanifestować swoje oburzenie - dodaje.

Liczy, że piątkowy protest przed Sejmem przeciwko zapisom ustawy „Zatrzymaj aborcję” odniesie skutek. - Mogłabym powiedzieć, że mnie ten problem nie dotyczy. Mam jednak córkę, czworo wnuków. Mam nadzieję, że tego typu protesty dadzą do myślenia. Może nie rządzącym, ale naszym sąsiadom, którzy całej tej sytuacji się przyglądają - podkreśla Lidia Palacz.

Dodaje, że choć nie zna środowiska sędziowskiego, jest zbudowana jego solidarnością. - Bardzo pozytywnie odbieram zachowanie naszych sędziów. Uważam, że dzięki protestom latem ubiegłego roku mogli się poczuć pewniej - twierdzi.

Piątkowy wyjazd z Kielc do Warszawy zaplanowano na godzinę 11 spod hali widowiskowosportowej przy ul. Żytniej. Koszt - maksymalnie 30 zł. Zgłoszenia przyjmowane są pod telefonem 729 055 227. 
A w niedzielę „Oda do radości”. Świętokrzyski KOD zaprasza też w najbliższą niedzielę pod pomnik Henryka Sienkiewicza na początku kieleckiego deptaka na wspólne odśpiewanie „Ody do radości”, czyli hymnu Unii Europejskiej, w rocznicę podpisania Traktatów Rzymskich. Zbiórka o godz. 11.30, odśpiewanie hymnu zaplanowano w samo południe. - Ubieramy się na niebiesko, przynosimy flagi unijne, polskie, swoich organizacji. Przygotowujemy w widocznym miejscu transparent z nazwą miejscowości - zaprasza Lidia Palacz.
notował: Piotr Rozpara
---
Jedziemy z Poznania. Jedziemy na Warszawę. Jedziemy na Nowogrodzką 
Jedziemy - podobnie jak wiele innych osób, które jadą z różnych miejsc. Ponieważ grozi nam całkowity zakaz aborcji. Na żądanie Episkopatu. Przy akceptacji Komisji "Sprawiedliwości" i "Praw Człowieka". Równolegle z uprawomocnieniem zwalniania z pracy kobiet w ciąży. Równolegle z odbieraniem pomocy finansowej rodzicom dzieci z niepełnosprawnościami. Równolegle z likwidowaniem refundacji wielu leków i pieluch dla osób wymagających specjalnej opieki. Z wyrażanymi otwarcie planami ograniczenia dostępu do antykoncepcji i antykoncepcji awaryjnej. Z wyrażanym otwarcie brakiem planów wprowadzenia rzetelnej edukacji seksualnej. Pod groźbą więzienia dla osób pomagających kobiecie uzyskać dostęp do aborcji. Bez utrzymanych standardów opieki okołoporodowej. Bez wsparcia finansowego dla organizacji pomagających ofiarom przemocy wobec kobiet. Bez ratyfikacji i wdrożenia Konwencji Antyprzemocowej. Grozi nam całkowity zakaz aborcji - a to jest nieludzkie.

DLACZEGO JADĘ DO WARSZAWY W CZARNY PIĄTEK?

1. Jadę - bo jestem za prawem wyboru, prawem do decydowania o własnym zdrowiu i życiu, a przeciwko zmuszaniu ludzi do heroizmu, tym bardziej pod dyktando tych, których konsekwencje tego przymusu ani nie obchodzą, ani nawet nie dotyczą. Jadę, bo czuję się odpowiedzialna za teraźniejszość i przyszłość kobiet wokół mnie, i jeśli mogę zmienić cokolwiek w naszej rzeczywistości na lepsze, to będę to uparcie robić. Jadę, bo mam dość wtrącania się kleru do spraw rzekomo świeckiego państwa i wywierania nacisków politycznych w imię religii.

2. Kobieta ma prawo do decydowania o swoim życiu.

3. Chodzę na protesty bardzo często, zazwyczaj z Przyjaciółką, wiem o kilku innych dziewczynach, które też się angażują. Ale reszta jakby nie, czego nie potrafię zrozumieć.

Nie interesować się polityką można... pewnie do czasu. Ale ten czas chyba już nadszedł. Łamane są nasze prawa, i łamane będą, dopóki my same z tym czegoś nie zrobimy.

Już teraz banda facetów, tych w spodniach i tych w sukienkach, chce decydować o tym, co ma się dziać z naszymi ciałami i z naszym życiem. Już mówi się o tym, że za jakiś czas kobietę w ciąży będzie można bezkarnie zwolnić z pracy. I co wtedy? Wtedy taka kobieta będzie na utrzymaniu męża. A co jeśli nie ma męża? I tak oto wizja “Opowieści podręcznej” zaczyna się pomału spełniać… (przejaskrawione, wiem, ale czasem trzeba).

Argument: "bo ja nie mam czasu", totalnie do mnie nie przemawia. Samodzielnie (zupełnie) wychowuję swoją Dwójkę i oprócz pracy jestem zaangażowana jeszcze w inne działalności. Nie kupuję więc tego. Albo coś jest ważne albo nie. A dla mnie przyszłość moich Dzieci, mojej Córki, jest najważniejsza na świecie.

Przez niektórych Znajomych jestem uważana za wojującą feministkę, a przez innych za matkę Polkę. I w obu ocenach jest jakaś tam prawda. Ja po prostu myślę, że nie jestem obojętna. I nie zamierzam być.

Byłoby wspaniale, gdybyśmy wszystkie zaczęły myśleć, że te babki, które "ciągle łażą na protesty" robią to dla nas wszystkich. Byłoby cudownie, gdybyśmy wreszcie zjednoczyły się w naszej wspólnej sprawie…

4. Bo powinno być tak, że prawo = sprawiedliwość.

5. Pamiętam swój strach przed każdym z badań prenatalnych, paraliżujący strach, że może okazać się, że moje dziecko jest chore. Że zamiast daru życia podaruję mu cierpienie. Jednak kiedy byłam w ciąży, to wiedziałam, że gdyby jeden z tych najczarniejszych scenariuszy miał się spełnić, to otrzymam pomoc. Nie zostanę sama.

Myślę, że każda kobieta, która spodziewała się dziecka, pamięta magiczne pierwsze kopnięcia, które sprawiały, że nie mogła się już doczekać tego, jak pozna swojego małego szkraba. Musimy mieć świadomość tego, że nie każda z nas miała/będzie miała tyle szczęścia. Dla niektórych kobiet te kopnięcia będą jedynie bolesnym przypomnieniem o tym, że pod jej sercem rozwija się życie, który przeżyć nie ma szans. Które po urodzeniu czeka jedynie cierpienie i śmierć. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie ogromu bólu i smutku, z jakim trzeba się w takiej sytuacji zmierzyć. To może zniszczyć człowieka i jego rodzinę.

Jestem w stanie uszanować to, że w tej sytuacji niektóre kobiety chcą, aby ich dzieci zostały po narodzeniu ochrzczone. Proszę jedynie o to, żeby uszanować też to, że ja tego nie chcę. Chcę mieć wybór, chcę prawa do samodzielnego decydowania o swoim ciele i o sprawach, które mogą mnie zmienić na zawsze.

Nie popieram bezrefleksyjnego usuwania ciąży. Jednak z całego serca popieram to, że każda kobieta powinna MIEĆ WYBÓR! Wystarczająco dużo razy w życiu słyszałam o historiach zamordowanych noworodków, porzuconych w lesie, czy wyrzuconych do śmietnika. To między innymi nas czeka, jeżeli kobiety zostaną pozostawione bez pomocy i wsparcia.

Przerażające, okrutne, ale niestety prawdziwe.

6. Jadę, ponieważ mam córkę. Robię to głównie dla niej. Chciałabym, aby żyła w normalnym kraju - nie bojąc się o swoją przyszłość. Żeby czuła się pewnie i bezpiecznie, że nawet w kryzysowych sytuacjach może liczyć na prawo i sprawiedliwość - i oczywiście nie mam tu na myśli partii rządzącej. Jadę bo mam dość. Mam dość traktowania nas - kobiet - jak inkubatory, maciory jakieś. Każda z nas ma wolną wolę i swoje sumienie. Osądzi nas Pan Bóg w niebie, a nie jakiś pedofil w sukience. Mam dość hipokryzji. Mam dość tego, że ochrona życia poczętego dotyczy jedynie tego, co nosimy pod sercem przez te 9 miesięcy, a zaraz po urodzeniu to dziecko nie obchodzi już nikogo, nawet to takie "schorowane" - wcześniej tak chronione. Mam dość przepełnionych domów dziecka. Mam dość informacji o znajdowanych ciałach noworodków, których nikt nigdy nie pokocha. Mam dość. Jadę na Warszawę.

7. Nie zgadzam się na uprzedmiotowienie kobiet, wyeliminowanie ich z życia publicznego. Z wizerunkiem kobiety jako bezmyślnej, bezwolnej istoty, dla której nie ma miejsca w nowoczesnej Polsce.

8. Jadę na Warszawę, ponieważ sama mam poważnie chore jajniki i staram się zajść w ciążę. Jest to trudny czas dla mnie i mojego męża, a działania rządu sprawiają, że coraz bardziej się boimy. Jeśli po latach bezowocnych cykli zajdę w upragnioną ciąże i okaże się, że płód ma wadę letalną, nie chcę przechodzić przez 9 miesięcy cierpienia po to, by patrzeć jak to wyczekane dziecko umiera w bólu dla czyjejś satysfakcji. Lęk nie jest tym, na czym powinno się budować rodzinę. Chcemy spokoju, godnej opieki zdrowotnej i szacunku dla naszych praw. Chcemy też tego dla innych kobiet w Polsce.

9. Sama wiadomość o letalnych wadach dziecka jest przeżyciem wstrząsającym… jadę, bo nie chcę żeby kogokolwiek zmuszano do heroizmu. Jadę, bo mnie w najbardziej dramatycznym momencie mojego życia dano wybór. Bo stałam tam, gdzie dziś stoją te sponiewierane procedurami matki ze śmiertelnie chorymi dziećmi w brzuchach. Wiedząc, że cokolwiek zrobię, moje dziecko i tak umrze.

I jadę, bo moja córka może stanąć przed tym samym wyborem - chcę, żeby mogła go podjąć.

10. Wiele osób 'pro-life', czyli - jak ja to określam - 'pro-suffering', mówi o podstawie religijnej, że należy rodzić bez względu na wszystko. Ja też mam podstawę religijną, tylko ona nieco różni się od tej, do której przywykliśmy. Moja podstawa mówi o empatii. Ale nie o ślepej empatii, do której wrzucimy 'życie zaczyna się od poczęcia' i jesteśmy z siebie dumni, bo niby coś tym samym udowodniliśmy. Moja podstawa to empatia, która kieruje się rozumem, która ma podstawy w nauce. I ta właśnie empatia zmusza mnie do powiedzenia 'stop'.

Ci, którzy się 'normalnie' urodzą, będą jedynie niepotrzebnie cierpieć. Przez krótki czas samodzielnego życia jako indywidualna istota jedyne co będą znać to cierpienie, a przecież ich zdolności poznawcze nie będą na tyle rozwinięte, aby zrozumieć co się dzieje. Dajmy na to, że dziecko będzie żyło 3 miesiące, bo na tyle dana choroba mu pozwoli. Przez trzy miesięce, prawie 100 dni, jedyne co będzie czuć to ból, bez możliwości zrozumienia, o co chodzi. To nic innego jak tortura dla tego, o którym 'pro- life' mowi, że jest najbezbronniejszy…

Tyle o cierpieniu 'urodzonego'. Do tego dochodzi oczywiście cierpienie osób już świadomych, dorosłych, rodziców, rodziny.

Jadę, ponieważ moja religia nie uznaje cierpienia za wartość, za cnotę, za coś, co należy pomnażać.

Moim zdaniem ta perspektywa jest w zgodzie z poglądem, jaki powinno mieć świeckie państwo (jestem przeciwniczką teokracji), że o obywateli należy dbać, również o to, aby byli szcześliwi. Żeby do niczego ich nie zmuszać.

11. Będę w Warszawie, bo delegalizacja aborcji nie spowoduje, że kobiety przestaną je robić - sprawi tylko, że wzrośnie zagrożenie ich życia i zdrowia. Bo nie jest mi obojętne, co stanie się z rodzinami, w których rodzą się dzieci zmuszone do niewyobrażalnych cierpień, choćby i krótkich. Bo autonomia cielesna jest fundamentalnym prawem człowieka. Bo nie zgadzam się na religijną potrzebę kontrolowania seksualności kobiet. Sugerowanie, że nie są one w stanie podjąć świadomej i inteligentnej decyzji, jest obraźliwe, poniżające i zwyrodniałe. Jezus ufał kobietom.

12. Jadę, ponieważ chcę mieć prawo do wolnego wyboru. Wyboru, którego my kobiety potrafimy dokonać świadomie i nie musi nam nikt w tym pomagać. Jadę, ponieważ mam dość mieszania się osób z "większym uduchowieniem" w sprawy nasze i naszych rodzin. Bo to nie zabieg w spa, jak im się wydaje, tylko niewyobrażalnie trudna decyzja, przed którą stoi kobieta i do której mamy prawo.

Dziewczyny z Poznania

Właśnie skończyłem czytać wywiad w Wysokich Obcasach z Martą Lempart. 
Jestem za demokracją, wolnością, równością i wolnym wyborem od zawsze. Wspierałem, wspieram i będę wspierał kobiety. Byłem 3 października 2016 i będę dziś. Rozpoczynamy o 14.00 na skrzyżowaniu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej. Następnie przejdziemy pod siedzibę Warszawskiej Kurii Metropolitalnej na Miodową 17/19. Tam o 15.00 odśpiewamy NOWĄ ROTĘ. Zainspirowały mnie do tego właśnie kobiety, które najpierw przeredagowały i odśpiewały w tym samym miejscu, w minioną niedzielę, trzecią zwrotkę Roty. Dostałem zielone światło od jednej z organizatorek dzisiejszego protestu i dostosowałem pozostałe trzy zwrotki do obecnej sytuacji. Są już głosy, żeby zaśpiewać ją w całej Polsce. Myślę, że przyjdzie i na to czas. Może na razie jeszcze dziś o 16.00 pod Sejmem a o 18.00 na Nowogrodzkiej.
Grzegorz

---
Wyborcza to Wy! Czekamy na Wasze opinie, historie i relacje z wyjazdu do Warszawy na protest. Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.