Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

*Gabriela Lazarek – fryzjerka. Od śmierci Piotra S. codziennie staje na rynku w Cieszynie i czyta na głos jego manifest.

Ewa Furtak: Przeciwko czemu protestujesz?

Gabriela Lazarek*: Nie godzę się na to, co politycy tej partii i ich sprzymierzeńcy robią z Polską.

Nie boisz się? Cieszyn to małe miasto, a władzy lokalnej bliżej do prawej niż do lewej strony sceny politycznej.

– Nie boję się. Nie możemy się bać, bo wtedy będzie po nas.

Coraz was więcej na tym rynku...

– Na początku byłam sama. Podpalenie Piotra S. tak mną wstrząsnęło, że przyszłam na rynek z kartką: „Ja, zwykły szary obywatel, wzywam Was. Nie czekajcie dłużej”. Po czym odczytałam manifest pana Piotra. Z telefonu komórkowego puściłam „Wolność kocham i rozumiem”. A ludzie przechodzili obok i patrzyli na mnie, jakbym była niewidzialna.

Ale po pewnym czasie zaczęli do mnie dołączać. Teraz nawet przyjeżdżają z innych części Polski – z Bielska-Białej, Krakowa, Śląska, przychodzą też Czesi. Był nawet u mnie Zbigniew Hołdys.

Wszyscy robią to samo co ty?

– Pod biurem PiS w Cieszynie każdy pokazuje, co go boli. Ludzie przynoszą unijne flagi, czytają preambułę konstytucji, ostatnio pojawiły się też np. flagi Izraela ze względu na to, co się dzieje w związku z ustawą o IPN. Oczywiście, słyszymy czasem, że jesteśmy złodziejami, ale większość udaje, że nas nie widzi. Mam nadzieję, że część tych ludzi, którzy dzisiaj są przeciwko, kiedyś do nas dołączy. Bo my nie tylko protestujemy, ale też zorganizowaliśmy np. wigilię dla potrzebujących.

A po co w czasie mszy przed Marszem Niepodległości w pełnym narodowców kościele w Warszawie rozwinęłaś transparent ze słowami Jana Pawła II? Wywlekli cię z kościoła, mogli też pobić.

– Jak mnie coś boli, to działam. Próbowałam w jednym z cieszyńskich kościołów zamówić mszę za Polskę wolną od faszyzmu. Próbowałam przekonać proboszcza, że musi widzieć, co się dzieje, że ludzie z krzyżami, z Bogiem na ustach maszerują po ulicach, głosząc nienawistne, pełne pogardy hasła skierowane do drugiego człowieka. Nienawiść, brak tolerancji, ksenofobia, nacjonalizm wylewają się z ust polityków. I jest na to przyzwolenie. Nawet się rozpłakałam, ale on był nieugięty.

Jan Paweł II mówił, że „rasizm to grzech, który stanowi wielką zniewagę Boga". Dlaczego ludzie tak szybko o tym zapomnieli?

Ale rozmawiasz też z „tamtymi”?

– Niedawno napisałam na Facebooku, żeby ludzie przestali mi doradzać, kogo mam usuwać ze znajomych ze względu na poglądy. Moi znajomi to moja sprawa. Nie mam też problemu z tym, żeby rozmawiać z „tamtymi” – nierozmawianie do niczego nie prowadzi.

Po pamiętnej mszy w warszawskim kościele św. Barbary razem z innymi obrońcami demokracji stanęłaś z transparentami „Warszawa zhańbiona”. Nie skończyło to się dobrze.

– Zostaliśmy zatrzymani przez policję. Postawiono nam zarzuty zakłócania legalnej demonstracji. Ja byłam niedawno przesłuchiwana przez policję w Cieszynie w związku z tą sprawą. Zupełnie inaczej jest na prowincji, a inaczej w Warszawie. Warszawscy policjanci potraktowali nas brutalnie. Na przesłuchanie w Cieszynie szłam wystraszona, ale szybko okazało się, że policjanci nie traktują mnie jak wroga.

Z zawodu jesteś fryzjerką. Czy ktoś zrezygnował z twoich usług, bo nie podobało mu się, że protestujesz?

– Odeszły może dwie, trzy panie. A mam klientów o bardzo różnych poglądach. Wszystkich uważnie wysłuchuję przy fotelu fryzjerskim.

Kiedy się poznałyśmy, powiedziałaś, że marzysz tylko o tym, żeby się obudzić.

– I odetchnąć z ulgą, że to był tylko zły sen. Wrócić do swojego ułożonego i nawet trochę nudnego życia. Nigdy specjalnie nie angażowałam się ani w politykę, ani w działalność społeczną. Gdy PiS zaczął wprowadzać w Polsce swoje porządki, poczułam się, jakby ktoś wszedł mi do domu, zrobił straszny bałagan, pozrzucał książki, wystraszył psa. Nie mogłam spać, czytać, nie byłam w stanie na niczym się skupić. Musiałam coś zrobić, żeby nie oszaleć.

Będziecie nadal protestować pod biurem PiS?

– Tak, ale prowadzimy też inne działania. W Cieszynie powstał apel do instytucji UE oraz do europarlamentarzystów o pomoc w walce o demokrację w Polsce. „Prosimy, zachowujcie się tak, jakby to w waszych krajach łamano reguły demokratyczne, autokraci i neofaszyści działali bezkarnie, a karani byli ci, którzy się im przeciwstawiają. Tego wymaga dziś solidarność europejska” – napisaliśmy. Trwa zbiórka podpisów.


Wyborcza to Wy, piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.