Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W ub. tygodniu na Wyborcza.pl opublikowaliśmy list pana Andrzeja pt. „Nienawiść kobiety w wieku lat 40 w dużym mieście w roku 2018”. Kobieta w wieku ok. 40 lat opluła w sercu Warszawy inną osobę tylko dlatego, że mówiła ona po niemiecku.

Co robić? Otrzymaliśmy od Was wiele listów.

O polskim rasizmie w oczach nastolatki...

To było w McDonaldzie w Pabianicach, przy stoliku obok siedziało dwóch młodych mężczyzn, mieli ok. 24 lat. Jeden z nich zaczął mówić, że uważa czarnoskórych za coś ohydnego, bo pochodzą od małp, i że „to” nie powinno żyć. Tego dnia uczyliśmy się na biologii (rozszerzonej) o tym, że wszyscy pochodzimy od małp i różnimy się od zwierząt z powodu jakiejś mutacji. Powiedziałam o tym mężczyznom przy stoliku obok. Ale to zignorowali i zaczęli znów obrażać czarnoskórych. Czułam się okropnie.

Marita

...i teściowej

W latach 70. zaprosiłam do Polski czarnoskórego przyjaciela z Antyli. Wtedy mogłam mu pokazać nasz kraj bez obawy o agresję rasową. Ludzie najwyżej grzecznie pytali, czy mogą dotknąć jego włosów, bo były inne od naszych. Takie zachowanie było podyktowane jedynie ciekawością, tak jak w Maroku czasami dotykano moich włosów, blond i prostych!

Obecnie jednak sytuacja się zmieniła i teraz bym już nikogo z przyjaciół o kolorowej skórze nie zaprosiła.

Mój mąż jest Francuzem niewyróżniającym się wyglądem od Polaków, a jednak gdy zwrócimy się do siebie po francusku, mieszamy oba języki, natychmiast ktoś nie omieszka powiedzieć, że tu Polska i mówi się po polsku. Mąż jest na szczęście dowcipny i zamienia takie uwagi w żart, ale ja uważam je za denerwujące, bo jak w czasach ZSRR byle dureń uważa się za upoważnionego do zwracania uwagi!

Polszczyzna słyszana na ulicy, w transporcie, w kawiarniach jest niezwykle wulgarna. Tu wszyscy się do tego przyzwyczaili, ale nie jest to język ulic np. w Paryżu. Zięciom, gdy przyjadą do nas, zabraniam nosić kolorowe ubrania, aby nie stali się obiektem agresji, tak homofobów, jak i rasistów.

Mamy też inny problem. Sąsiad pali śmieci pod naszym płotem, zadymiając naszą działkę, choć jest to zabronione. Gdy zwrócimy mu uwagę, to jedyną odpowiedzią, jaką słyszymy, jest: Francuzi do Francji! Dyskusja o przestrzeganiu obowiązującego w Polsce prawa jest niemożliwa.

Prawo jest traktowane z lekceważeniem, maniery i przyzwoitość też!

F.

...polskiej emigrantki

Mieszkałam w Polsce do 1997 r., mam piękne, serdeczne wspomnienia z rodzinnego miasta. W telewizji oglądam dzisiejszą Polskę i myślę sobie – może pojadę na wakacje do Polski, zwiedzę miasta, których nie zdążyłam zwiedzić.

I wtedy za każdym razem łapię doła, że jednak nie zobaczę Polski tak, jak bym chciała: bezpiecznie, beztrosko i zrelaksowana... Bardzo chciałabym pokazać dzieciom i mężowi moje korzenie, opowiedzieć o naszych zwyczajach. Znają kraj tylko z telewizji i moich opowiadań. Ale mąż zaczął otwarcie mówić o obawach, bo ludzie się zmienili w ostatnich latach. Córka boi się ze względu na kolor skóry...

Czuję się jak intruz w rodzinnym kraju, niemile widziana, wręcz wypędzona. Smutno mi i przykro, jak się pozmieniało. Przynajmniej wspomnień mi nikt nie zabierze.

A.

Może zacząć się uczyć niemieckiego?

Szkoda, że nie znam jakiegoś języka obcego, np. niemieckiego, na tyle, aby zacząć w nim mówić na co dzień. W taki sposób mógłbym wesprzeć obcokrajowców w Polsce.

Łukasz

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.