Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pani Elżbieta Bielska-Kajzer, autorka zdjęć zrobionych na początku marca, napisała do nas:
Stowarzyszenie Zielone Wyspy Świnoujście od dawna bije na alarm. Z kolei my, turyści, od początku zimowego pobytu nad morzem w Świnoujściu byliśmy bezradnymi świadkami szybkiego i bezwzględnego wycinania drzew tuż przy wydmach. 23 lutego harwester pracował od rana, na naszych oczach dynamicznie usuwając resztki lasu nadmorskiego, kiedy przechodziliśmy głównym wejściem z promenady w kierunku morza. Po południu ślady rzezi lasu były już prawie zatarte. Podobno, z powodu odgórnych przepisów, tylko do 28 lutego można było wyciąć wszystko, co było do wycięcia. Przez pięć dni słyszeliśmy piły. Kiedy ruszyliśmy w kierunku granicy niemieckiej, zobaczyliśmy jeszcze więcej splądrowanego i miejscami (np. tuż za pływalnią i salą gimnastyczną) wykarczowanego lasu. Wielkie, zdrowe pnie, poukładane w ogromne pryzmy, przerażają przechodzących spacerowiczów. Towarzyszy nam silny zapach żywicy. A w głowie pytanie: dlaczego?
Przecież ten wąski pas wysokich drzew bezpośrednio przed wydmami jest bezcenny. Zawsze sądziłam, że i tam zabronione jest niszczenie roślin. W dalszym ciągu informują o tym żółte tabliczki umieszczone przy wydmach. Wciąż spotykamy też tabliczki z napisem: „Nie dokarmiać dzików”. Jakie dziki? - myślę sobie. Przecież żadnych dzików już tu nigdy nie będzie. Napis ma teraz charakter wyłącznie ironiczny. Kto pozwolił na tę wycinkę?
Napotkany świnoujścianin, starszy, miły pan, tłumaczy nam, że rządzący nie są przecież głupi, a miasto musi się rozwijać i rosnąć. Ale takim kosztem? Ten pan jest optymistą, lecz mnie nie cieszą potężne wieżowce, które już prawie wchodzą do morza, niszcząc wszystko, co spotkają po drodze. To wręcz groteskowy obraz, a przecież prawdziwy. Trudno uwierzyć! Czy człowiek naprawdę myśli, że wymyśli coś lepszego, jeżeli zamieni naturalny drzewostan w wybetonowany, ciągnący się równolegle do morskiego wybrzeża park miejski? Jakaż nadludzka pycha musi kierować takim rozumowaniem! Jaki brak szacunku dla bezbronnej i zdanej na łaskę urzędników natury! Ja również czuję się bezbronna i bezradna. Podnoszę oderwany od słupa plakat stowarzyszenia Zielone Wyspy Świnoujście, na którym wielkie litery głoszą: OD LEWA DO PRAWA BETON W ŚWINOUJŚCIU.
A na ogłoszeniu stowarzyszenia zachęcającym do podpisania się pod wnioskiem do prezydenta miasta, żeby zatrzymać wycinkę, czytam: DRZEWA MILCZĄ - POMÓŻMY IM PRZEMÓWIĆ.
Te plakaty dodały mi nieco ducha, ponieważ umacniają nas w przekonaniu, że gdyby ci wszyscy ludzie, których ogarnia zgroza na widok masowo usuwanych drzew, powiedzieli twardo: NIE! - być może władze miasta nie wydawałyby tak łatwo zezwoleń na niszczenie roślin nadmorskich.
Bo i po co przyjeżdżać do Świnoujścia, jeżeli morze będzie się już tylko obijać o wybetonowany brzeg, a z okien wysokich apartamentowców też tylko beton będzie widoczny?
Kiedykolwiek zahaczam w rozmowach o ten problem, słyszę zwykle jedną odpowiedź: rządzą nami pieniądze. Pieniądze to władza. Kto ma władzę, ten ma pieniądze i rządzi tak, jak chce. Ale czy rzeczywiście wszystkimi nami rządzą pieniądze? Tobą? Mną? Chyba nie, nawet jeżeli się nimi posługujemy. Trzeba wierzyć w to, że nie jest nas wcale tak mało, żeby nie warto było się z nami liczyć, nawet licząc wielkie pieniądze.
Wniosek podpisałam, chociaż nie jestem mieszkanką Świnoujścia. To jest również moje morze i mój kraj. Nie życzę sobie, żeby o jego zdrowiu i wyglądzie decydowali wyłącznie ci, którzy mają władzę i kasę. Urzędnicy, których wybieramy, powinni decydować razem z nami. Wszędzie!
---
Już niebawem w „Wyborcza to Wy” Wasz raport o wycinanych drzewach w całym kraju.
Wysyłajcie swoje spostrzeżenia i zdjęcia: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.