Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Mój dziadek miał zwyczajne życie. Nic wielkiego się w nim nie wydarzyło – powiedział mi znajomy, gdy namawiałem go, by napisał tekst do naszej akcji „Nieznani bohaterowie naszej niepodległości”.

– A co robił? – spytałem.

– Młyn prowadził. A założył go zaraz po pierwszej wojnie jego ojciec, czyli mój pradziadek. To było coś. Nasza rodzina z niego żyła, a cała okolica w nim mieliła. Ubodzy rolnicy za pół ceny, bo pradziadek mawiał, że „nie będzie zarabiać na bidzie”, bo to nie po chrześcijańsku.

– Napisz o pradziadku, to bohater – zachęciłem.

– Bohater? No coś ty... – rzucił zdziwiony.

Nie wiem, czy napisze, ale wiem, że pradziadek wart jest papieru. Wiem też, że takich ludzi jest mrowie. Niby mieli zwyczajne życie, ale jak się w nie wniknie, to się okaże, że nie brak w nim nadzwyczajnych wydarzeń.

Każdy z Was z pewnością ma w rodzinie ludzi z pozoru zwyczajnych a niezwyczajnych. Napiszcie o nich. Trwa nasza akcja „Nieznani bohaterowie naszej niepodległości”, szczegóły na stronie Wyborcza.pl/akademiaopowiesci.

***

Masz temat dla reportera "Wyborczej"? Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.