Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Andrzej Szuliński – Radio Opornik i Sok z Buraka

Rocznik 1966. Skończył technikum fotograficzne w Warszawie. Na „Solidarność” się nie załapał, ale był nastoletnim sympatykiem tego ruchu. Kiedy miał 17 lat, robił zdjęcia na różnych nielegalnych spotkaniach z dysydentami. – Do pewnego kościoła pod Kutnem przyjeżdżali np. Andrzej Gwiazda, Wałęsa, chyba nawet Michnik. Miałem robić dokumentację fotograficzną i ją archiwizować – opowiada. Ale za działacza opozycji tamtych czasów się nie uważa.

Pierwsza praca – ośrodek badawczo-rozwojowy przy płockiej Petrochemii. Na początku lat 90. jako operator kamery rozwijał lokalną telewizję Relax. W 1992 r. założył firmę Metex, wszedł w produkcję balustrad, systemów kominowych, urządzeń dla przemysłu mięsnego. Szło dobrze, zbudował dom dla rodziny. Ale kontrahent nie zapłacił poważnej sumy. Poszło lawinowo. Nie miał na pensje, ZUS. Stał się bankrutem, sprzedał Metex, dom, nic mu nie zostało. – Psychicznie byłem wrakiem, ale poczułem, jak dużą rolę odgrywa wspierająca rodzina – wspomina pan Andrzej. – Konsekwencje odczuwam do dziś: zawał, cukrzyca...

Po bankructwie Szuliński wyjechał do Wielkiej Brytanii i przez pięć lat stawał na nogi. Otworzył firmę w branży budowlanej, był londyńskim taksówkarzem, podnajmował nieruchomości. Firmę handlową ma w Anglii do dziś. Żyje między Wielką Brytanią a Polską, w której też rozwija kolejny biznes, zajmuje się handlem i produkcją balustrad. Żona i trójka dorosłych już dzieci mieszkają w Płocku, nie wybrały londyńskiego mieszkania.

ANNA LEWANDOWSKA: Kiedy polityka wkroczyła do pana życia?

ANDRZEJ SZULIŃSKI: – Przed obecnymi rządami PiS interesowałem się nią raczej z fotela, trzymając w ręku pilot telewizora. „Wyborczą” czytałem od zawsze, poza tym była prasa branżowa. I tak było do przełomu 2015/16 r., kiedy PiS próbował przepchnąć w Sejmie ustawę o Trybunale Konstytucyjnym. Zagotowało się we mnie, że można takie rzeczy robić w demokratycznej Polsce. Zresztą już wcześniej nie podobało mi się, kiedy była u władzy koalicja PiS-Samoobrona-LPR, ale wtedy jeszcze nie miałem wrażenia, że to jest groźne. Psuć na dobre zaczęło się od katastrofy smoleńskiej, widziałem to także w Anglii, że Polacy zaczynają się dzielić na tych, którzy wierzą w spiski, i tych, którzy reagują racjonalnie.

I co się stało, kiedy pana ruszyła tak bardzo sprawa z TK?

– Zaczęły się protesty KOD, na początku 2016 r. zawiązały się struktury w Płocku i się zgłosiłem. Szybko zostałem koordynatorem grupy lokalnej, teraz jestem jej wiceprzewodniczącym i od bardzo niedawna delegatem regionu Mazowsze na Krajowe Walne Zgromadzenie Członków Stowarzyszenia KOD. W Płocku wpadłem na pomysł powołania Stowarzyszenia Wolne Miasto Płock. Jest apolityczne, ma ambicję zbierać ludzi, którym chce się działać lokalnie.

A Sok z Buraka?

– Po kolei. Pod koniec 2015 r. powstało internetowe radio Opornik, wymyślili je Norbert Nowacki z Londynu i Andrzej Niemczuk z Niemiec. Nawiązałem z nimi kontakt, zaproponowali spółkę. Została zawiązana w Anglii, tam jest główna siedziba. Działamy na zasadach i prawie angielskim. Bo widząc, co się dzieje z sądami, prokuraturą itd., spodziewaliśmy się, że w kraju będą przeszkadzać mediom opozycyjnym.

Jak jest zorganizowany Opornik?

– Mamy studia w Londynie, koło Hamburga i w Płocku, szykujemy kolejne w Warszawie. Korespondenci są ze stolicy, Bydgoszczy, Gdańska, Poznania, w sumie jest nas dziesięć osób – to pasjonaci i opozycjoniści. Szukamy kolejnych współpracowników. Ale wszyscy pracują charytatywnie, a finansujemy działalność z własnej kieszeni.

No i potem...

–...był Sok z Buraka. Powstał trzy lata wcześniej jako internetowa „fabryka memów”. To było przed PiS-em, założyciele głównie zajmowali się tworzeniem śmiesznych memów, o polityce było delikatnie. Pod koniec 2015 r. zwrócili się do nas, spółki Opornika, żeby stworzyć wspólną redakcję przy radiu w Londynie. I tak się stało, nad Sokiem siedzą cztery osoby, co wieczór mamy kolegium i decydujemy, co będziemy publikować.

Sok z Buraka jest ostrym, choć prześmiewczym recenzentem obecnej władzy.

– Bo chcemy obnażyć jej śmieszność, choć staramy się nikogo nie obrażać. Mnóstwo ludzi z Polski przysyła nam swoje opisy rzeczywistości, teksty, chętnie z tego korzystamy, oczywiście po weryfikacji. Prawda jest więc taka, że krąg współtwórców się poszerza. I krąg odbiorców też. Według danych Facebooka w ub.r. dostaliśmy prawie 4,9 mln polubień. Nasz cały profil na FB polubiło 680 tys. ludzi. To w „branży memowej” daje nam miejsce w pierwszej piątce.

Ale bohaterowie waszych memów raczej was nie kochają...

– Niektórzy grożą nam sądami, prokuraturą – i choć dotąd żadnych spraw nie mamy, czujemy narastającą presję, zarówno jeśli chodzi o radio, jak i o Sok z Buraka. Zaczynamy się trochę bać, czy nie będą nas chcieli zastraszyć i uciszyć na dobre. Teraz widać, jak dobrym pomysłem była redakcja w Londynie.

Myślicie o zaprzestaniu działalności?

– A skąd! Dopóki ten rząd będzie taki, jaki jest, będziemy działać. Jak przyjdzie inny – też będziemy mu patrzeć na ręce. Nie jesteśmy związani z żadną partią, za utrzymanie serwerów płacimy swoimi pieniędzmi, pracujemy za darmo. Owszem, były propozycje, że jeśli damy się wykorzystać pewnym ugrupowaniom, dostaniemy od nich dofinansowanie. Ale takie obietnice nas nie skuszą. Robimy to, co robimy, bo wkurza nas i niepokoi, że w Polsce został zaorany trójpodział władzy, szkolnictwo, że zakłamuje się historię. A najbardziej boli, że Kaczyński tak bardzo podzielił Polaków, nawet poszczególne rodziny. Zupełnie nie do przyjęcia jest zdziczenie obyczajów parlamentarnych. Tu nie chodzi o to, że nie lubimy PiS, naród ich wybrał i mają prawo rządzić. Ale jak to robią? Skłócili nas ze światem i nami samymi, robią to bezczelnie, po chamsku, bez żadnych moralnych zahamowań. Drażnią nas kłamstwa rozsiewane przez polityków z prawej strony, tak ochoczo powielane przez TVP.

Inni są lepsi?

– Niestety, inni politycy też zjeżdżają do tego samego poziomu. Mamy pretensje do opozycji – za bierność, że nic nie robi. Nasze radio i memy są po to, żeby obudzić ludzi, żeby dostrzegli, że dzieją się straszne rzeczy. Ale żeby też wiedzieli, że nie są sami w negatywnej ocenie rzeczywistości. My nie jesteśmy żadną siłą polityczną. Po prostu jesteśmy wkurzeni, jak wielu innych. A tylko zwykli, wkurzeni ludzie mogą coś zmienić.

---

Czekamy na wasze listy, piszcie: listy@wyborcza.pl 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.