Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Drożeje papier, lepiej oszczędzać miejsce na rzeczy naprawdę ważne, nie rozpraszajcie się i nie marnujcie energii na to, co nieistotne. Brzmi sensownie, prawda? Po co – zapytacie w takim razie – drukować listy, maile, tweety, blogowe wpisy czy posty z Facebooka? Przecież życie i tak przenosi się do internetu.

My jednak wierzymy, że właśnie tak trzeba robić. W czasach, gdy jesteśmy podzieleni i dzielimy się coraz bardziej również za sprawą mediów społecznościowych, publikowanie w tradycyjnej gazecie Waszych poglądów, tego, co Was zaciekawia, irytuje, fascynuje, dręczy – może pomóc nam wszystkim. Nauczyć nas słuchać innego, pamiętając, że słuchać to nie zawsze akceptować.

Przypomnieć, że często lepiej próbować zrozumieć, niż od razu oceniać. Że lepiej przyznać się do własnego błędu, niż uparcie podkreślać, co ktoś inny zrobił źle.

Wierzymy też, że wsłuchiwanie się w głosy czytelników dotyka samej istoty nie tylko „Wyborczej”, ale dziennikarstwa w ogóle. Ani „Gazety Wyborczej”, ani jej poprzednika, czyli „Tygodnika Mazowsze”, nie byłoby, gdyby nie rzesze wiernych czytelników. To oni w razie potrzeby byli zawsze gotowi stać się dziennikarzami obywatelami. To czytelnicy informowali w latach 80., gdzie jest strajk, ilu ludzi naprawdę przyszło na demonstrację, co było na tajnej egzekutywie partii, kogo pobili esbecy, komu trzeba pomóc... To czytelnicy w późniejszych latach pomagali nam poukładać zrujnowany kraj, pojechać z pomocą dla powodzian w 1997 r. albo całkowicie zmienić polskie porodówki w ramach akcji „Rodzić po ludzku”. Dziś pewnie trudno w to uwierzyć, ale 20 lat temu nie było porodów rodzinnych, a mężczyźni mieli zakaz wstępu na oddziały położnicze. Zmieniliśmy to wspólnie z Czytelnikami i Czytelniczkami.

I wierzymy, że zaangażowani czytelnicy obywatele również dzisiaj są w stanie stworzyć prawdziwą wspólnotę, coś więcej niż facebookowa społeczność zamknięta w swojej bańce. Prawdziwą agorę, na której będziemy mogli się spotkać, rozmawiać ze sobą i razem patrzeć władzy na ręce. Każdej władzy, nie tylko tej obecnej.

Takiej wspólnoty bardzo dziś potrzebujemy. Wierzymy, że jest możliwa. Po wielu chudych latach rozwój technologiczny i zmiany cywilizacyjne zaczynają nam sprzyjać. Coraz więcej osób kupuje prenumeraty prasy opiniotwórczej w internecie. W Polsce liderem sprzedaży tych prenumerat jest Wasza gazeta, „Gazeta Wyborcza”.

Nie byłoby tego, gdyby nie Wy, nasi czytelnicy. Bo „Wyborcza” to Wy, wszyscy razem i każdy z osobna. Ciekawi i czytający siebie nawzajem na naszych stronach.

Tak wracamy do punktu wyjścia. I chcemy wsłuchać się w Wasz głos. Na początek oddajemy cztery strony do Waszej dyspozycji. I zachęcamy: czytajcie nas co tydzień w wydaniu papierowym, a codziennie – na wyborcza.pl/ wyborczatowy. Piszcie na listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.