Tego nikt się nie spodziewał. Ponad połowa mieszkańców Krakowa, Wrocławia i Warszawy jest, za ograniczeniem ruchu samochodów w centrum. Przeciwnicy zamykania ulic i wyższych opłat, za parkowanie są w tych miastach w mniejszości.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W badaniu „Wyborczej” i Radia TOK FM poprosiliśmy o opinie mieszkańców 19 miast, przepytaliśmy w sumie niemal 16 tys. respondentów, próby były reprezentatywne dla każdej z badanych miejscowości. Wzięliśmy pod lupę zarówno wielkie aglomeracje, jak i mniejsze miasta. Badanych spytaliśmy m.in. o komunikację publiczną i transport samochodowy, tematy w miastach coraz gorętsze, wywołujące spory i dyskusje, a wszystko z powodu jednego podstawowego dylematu: czy lepiej inwestować w rozwój infrastruktury dla samochodów, czy raczej traktować priorytetowo publiczne i alternatywne formy transportu: autobusy, tramwaje, rowery.

15 grudnia o godz. 16.30 w naszej warszawskiej siedzibie na Czerskiej 8/10 odbędzie się debata samorządowców i ekspertów pt.: Przystanek Miasto - koniec złotej ery polskich miast? Omówimy na niej wyniki naszych badań. Rejestarcja na spotkanie: przystanekmiasto.evenea.pl lub telefonicznie: 22 555 54 55.

Zapytaliśmy m.in., czy władze miasta powinny ograniczyć wjazd samochodów do centrum poprzez zamykanie ulic i wyższe opłaty. Odpowiedź? Zaskakująca. Twierdząco na to pytanie odpowiedziało aż 63 proc. badanych krakowian, 57 proc. mieszkańców Wrocławia i 55 proc. Warszawy. W Gdańsku, Poznaniu czy Łodzi więcej jest przeciwników niż zwolenników takich zmian. Ale i tak opowiadających się za restrykcjami dla ruchu samochodowego w centrach miast jest tam dużo – w granicach 40 proc. – Przeczytałem w „Wyborczej”, że akceptacja dla zamykania ulic w centrum jest w Krakowie bardzo wysoka. Myślałem, że to będzie 20-30 proc. Ale żeby 63 proc.? Tego się nie spodziewałem – mówi Marcin Hyła z Krakowa, prezes stowarzyszenia Miasta dla Rowerów.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Przystanek Miasto 2017. Polskie miasta, historia sukcesu: czyste, bogate, warte, by w nich żyć. A mieszkańcy chcą przyjąć uchodźców

Wyniki naszego badania mogą być bardzo ważną wskazówką dla polityków, społeczników i aktywistów rozważających kandydowanie w przyszłorocznych wyborach samorządowych. Prezydentom miast i radnym zdaje się bowiem często, że stoją przed trudnym wyborem: stawiać na ruch samochodowy i podobać się wyborcom czy rozwijać komunikację publiczną i ruch rowerowy, ale ryzykować utratę poparcia.

Samochód przestał być Bogiem

Z punktu widzenia posiadacza samochodu poruszanie się własnym autem jest niezwykle wygodne: pojazd jest – przynajmniej teoretycznie – szybki, w środku jest ciepło i sucho. Nie trzeba czekać na przystanku. Zupełnie inaczej wygląda to jednak z punktu widzenia całej społeczności.

– Dla samorządu samochód osobowy to najmniej efektywny środek transportu. Zajmuje bardzo dużo cennej miejskiej przestrzeni. Do tego rozbudowa i utrzymanie ulic oraz wiaduktów są bardzo kosztowne. Być może tego typu inwestycje zrealizowane w ostatnich latach na razie nie generują kosztów, ale za 15-20 lat trzeba będzie przecież te wszystkie dwupasmówki i wiadukty remontować – mówi dr Michał Beim, specjalista w dziedzinie transportu z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Dodaje, że na koszty ponoszone przez samorząd wpływ ma też wykorzystanie komunikacji publicznej – im więcej pasażerów, tym mniej trzeba do niej dopłacać. A mocno obłożone linie mogą być nawet rentowne.

W Polsce możliwość swobodnego poruszania się samochodem i dostępu do darmowych lub tanich parkingów jest – zdawałoby się – uważana za jedno z podstawowych praw obywatelskich. Skąd więc tak wysoka akceptacja dla ograniczenia ruchu w centrach miast?

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Przystanek Miasto 2017. Śladów ruiny brak. Największy skok dokonał się w mniejszych miastach

– Wyższe poparcie dla tego rozwiązania zanotowano w miastach o większym zatłoczeniu i tam, gdzie władze prowadzą aktywną politykę transportową. Bardzo ważne jest również sukcesywne poprawianie jakości transportu publicznego, i to najlepiej jeszcze przed wprowadzeniem zakazu i wyższych opłat za parkowanie – wskazuje dr hab. inż. Maciej Kruszyna, prof. nadzwyczajny Politechniki Wrocławskiej. – Miasta, gdzie poparcie dla ograniczenia ruchu w centrum jest niższe, będą zapewne ostrożniejsze we wprowadzaniu ograniczeń w ruchu samochodów, co spowoduje, że zatłoczenie w nich wzrośnie. Wtedy też zmieni się świadomość mieszkańców, ale oznaczać to będzie zmarnowany czas – dodaje Kruszyna.

Marcin Hyła tłumaczy zaś fenomen Krakowa: – Teraz wiele miast wyrzuca samochody z centrum, robią to i Londyn, i Nowy Jork. Natomiast Kraków zrobił to już w... 1979 r., gdy wpisano miasto na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Stolica Małopolski ma teraz 10 km ulic zamkniętych dla samochodów, w tym 4 km ulic tylko dla pieszych. – Ludzie widzą, że to działa. W sumie duński urbanista Jan Gehl mógłby przyjeżdżać do nas się uczyć, bo deptak Stroget w Kopenhadze jest krótszy – komentuje Hyła.

Zadowoleni z tramwajów i autobusów

Zapytaliśmy mieszkańców polskich miast także o to, jak oceniają komunikację miejską: bliskość przystanków, punktualność, czystość, łatwość zakupu biletów. Oceny są – poza Łodzią – bardzo wysokie. W wielkich miastach 70-80 proc. mieszkańców ocenia komunikację publiczną dobrze lub bardzo dobrze, oceny negatywne to zaledwie kilka procent. Najwyraźniej doceniane są gigantyczne inwestycje miast w trasy tramwajowe, nowe autobusy i tramwaje. Wszystko za unijne dotacje z ostatniej dekady.

Dr Andrzej Soczówka z Uniwersytetu Śląskiego jest zdziwiony wysoką oceną komunikacji w aglomeracji katowickiej (76 proc. ocen dobrych i bardzo dobrych). – Jest zaskakująca w zestawieniu z faktycznym poziomem oferty i liczbą pasażerów – mówi. Wyniki badań tłumaczy tak: – Komunikację miejską na tym obszarze dobrze oceniają osoby uprawnione do ulgowych lub bezpłatnych przejazdów, ewentualnie korzystające z niej sporadycznie, a także mieszkańcy podróżujący na co dzień samochodem. Ci drudzy akceptują niski standard transportu publicznego, ponieważ nie muszą codziennie odczuwać niedogodności związanych z korzystaniem z niej.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Sondaż w "Wyborczej" i TOK FM. Opozycja broni miast, PiS w defensywie. Świetne wyniki Zdanowskiej, Jaśkowiaka i Trzaskowskiego

Czerwoną kartkę za komunikację publiczną wystawili natomiast swoim władzom mieszkańcy Łodzi – dobrze i bardzo dobrze oceniło ją tylko 41 proc. badanych, źle – aż 26 proc. – To konsekwencja błędnie przeprowadzonej reformy łódzkiego systemu komunikacji, niewłaściwie przeprowadzonych konsultacji społecznych i wprowadzenia wielu rozwiązań nieakceptowanych przez mieszkańców, wbrew ich woli. Konieczne wydają się tam poprawki w siatce połączeń – komentuje dr Soczówka.

Polscy mieszczanie chcą tras rowerowych

Coraz ważniejsze w życiu polskich miast stają się rowery. W naszym badaniu zapytaliśmy mieszkańców m.in. o to, czy byliby skłonni wydać dodatkowe 5 zł miesięcznie na budowę ścieżek rowerowych. I tu też wyniki są zaskakujące – w wielkich polskich miastach, gdzie rowery stanowią zaledwie kilka procent ruchu, około połowy mieszkańców jest gotowych na dodatkowe wydatki na infrastrukturę rowerową. Najwięcej w aglomeracji śląskiej (61 proc.), Warszawie (58 proc.) i w Krakowie (54 proc.). W mniejszych miastach – Bydgoszczy, Toruniu, Częstochowie i Radomiu – do tras rowerowych z własnej kieszeni skłonnych jest dołożyć się ponad 60 proc. badanych.

Najmniejszy entuzjazm dla inwestycji rowerowych okazują mieszkańcy Poznania (37 proc.). To o tyle zaskakujące, że prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak jeździ do pracy rowerem. Poniżej średniej wypada też Łódź (42 proc.). – W obu tych miastach nie ma bezpiecznych połączeń rowerowych wszystkich dzielnic z centrum miasta. Ludzie doceniają to, co działa, a w tych miastach to rozwiązanie działa słabo – tłumaczy dr Michał Beim.

– Infrastruktura dla rowerów musi być taka, żeby bezpiecznie na rowerze czuli się wszyscy, także kobiety wiozące dzieci w fotelikach. Wtedy ruch rowerowy będzie rósł – dopowiada Marcin Hyła ze stowarzyszenia Miasta dla Rowerów.

„Sondaż telefoniczny (CATI) zrealizowany przez firmę Kantar Millward Brown w 18 miastach i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii w dniach 11 października – 22 listopada 2017 r. na reprezentatywnych próbach mieszkańców w wieku 18+. Wielkość łącznej próby N=16 125, miks telefonów stacjonarnych i komórkowych”.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Aleksandra Sobczak poleca

Przydatne linki

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    "Infrastruktura dla rowerów musi być taka, żeby bezpiecznie na rowerze czuli się wszyscy, także kobiety wiozące dzieci w fotelikach."
    Warszawa ma jednak z tym problem. Ścieżki projektują ludzie z jakimiś problemami psychicznymi, albo robią to złośliwe, by bezpiecznie nie było. Przejazdy rowerowe oddalone od skrzyżowań w ten sposób, by kierowca nie widział rowerzysty w lusterku to zemsta, ale za co i na której grupie? Trudniej jest kierowcy, bo wymaga to większej uwagi, rowerzyście, wiadomo, bezpieczeństwo. W całym mieście większość przejazdów powinna zostać przebudowana...
    @czesio_
    ale jak mają przebudowywać nowo wybudowane?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @Kros
    Potrącenia rowerzystów i wypadki spowodowane źle zaprojektowanymi skrzyżowaniami, to nie jest wystarczający powód?
    Nigdy w takim mieście transport rowerowy nie przekroczy pewnej granicy, po prostu ze strachu o własne ja.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    @czesio_
    Wypadek zawsze spowodowany jest błędem kierowcy. Źle zaprojektowane skrzyżowanie to tylko drugorzędna przyczyna.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    @bloop
    Nie o to chodzi, nie należy tak patrzeć, bo zawsze będzie niebezpiecznie na drogach.
    Oczywiście, winny kierowca, ale to marne pocieszenie, które nie przyczyni się do tego, że rower stanie się bardziej popularnym środkiem transportu w Warszawie.
    Wypadki się zdarzają, bo ludzie popełniają błędy, czasem tak idiotyczne, że nie wiadomo dlaczego wyjechał z podporządkowanej, skręcił w lewo, uderzył w tramwaj, autobus i to nie marny kierowca, ale zawodowy, bardzo doświadczony. Dlatego zostało wymyślone obowiązkowe ubezpieczenie OC. Jeżeli drogi będą źle zaprojektowane, to wypadków będzie więcej i zwala się winę na kierowcę i bez wątpienia, jeżeli wymusił jego wina, ale to nic nie zmienia, bo wypadki są, a chodzi o to, żeby ich nie było, albo było jak najmniej.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    @bloop
    Błąd. Ludzie nie są doskonali, więcej, ludzie bywają zwyczajnie głupi, albo zamyśleni - nie pamiętanie o tym podczas projektowania czegokolwiek a szczególnie skrzyżowań zakrawa w wielu przypadkach na sabotaż.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    @bloop
    Wypadek zawsze spowodowany jest błędem kierowcy - no niewątpliwie bo rowerzysta to też kierujący, tyle, że rowerem. Chociaż nie, czasem zderzy się dwoje pieszych.
    Rzecz w tym, panie Idealny, że człowiek z natury jest istotą omylną, ma prawo do błędu. Pieszy ma prawo i kierowca ma prawo. Odpowiednia konstrukcja dróg, chodników, skrzyżowań pozwala na zmniejszenie czynnika ryzyka spowodowanego ludzkim błędem, np znienawidzone przez miejskich aktywistów kładki i przejścia podziemne eliminują możliwość wypadku z udziałem pieszego, skrzyżowania bezkolizyjne eliminują wypadki pojazdów poruszających się krzyżującymi się drogami itd.
    Życie nie jest czarno - białe no i czasem warto włączyć myślenie.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    i bardzo dobrze, spoleczenstwo sie re-europenizuje i od-sowietyzuje
    już oceniałe(a)ś
    15
    1
    każdy właściciel blaszaka na kółkach uważa, że ma święte prawo do postawienia go tam gdzie mu najwygodniej, a jeśli nie ma miejsca to problem ma ktoś inny - najczęściej właściciel trawnika. nieomal za każdym razem gdy pojawia się gdzieś świeżo odnowiony kawałek zieleni, już po kilku dniach jest rozjechany na miazgę przez jakiegoś głupka, który "musi", bo tak mu prościej. bo nie po to nabył ten kawał żelastwa za ciężkie pieniądze by się ograniczać i tracić czas na objazdy. gdy go kupował nawet przez chwilę nie przyszło mu do głowy, że nie ma miejsca pod domem, ani garażu. samochodziarze są takimi samymi egoistami jak właściciele pieców węglowych uważającymi, że liczy się tylko ich czas, kasa i wygoda. a inni? a środowisko? pusty śmiech.

    dziwne jest, że w miastach, które z natury rzeczy powinny uczyć koegzystencji ludzie, którzy mają innych za nic są tolerowani.
    @gralp
    Dobrze, że zauważyłeś, że miasta powinny uczyć koegzystencji. To proszę zastanów się, czy chcesz koegzystować z innymi warszawiakami, np. w komunikacji? Bo ja nie chcę. Spotęgowanie chamstwa, jakie tam występuje powoduje, że choć przez 30 lat życia poruszałem się zbiorkomem (szkoła podstawowa, średniej, studia, praca), to do 10 lat unikam jak ognia. Mam wrażenie, że podróżuję z kosmitami, pozbawionymi kultury, empatii, życzliwości a nawet podstawowych zasad higieny.
    Wy, młodzi , mówicie o koegzystencji, wspólnocie, współodpowiedzialności a zachowujecie się jak wolne elektrony - każdy porusza się jak chce i robi co chce nie zważając na otoczenie.
    Trochę konsekwencji.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @gralp
    Twoja koegzystencja oznacza, ze ty ich nie tolerujesz. A teraz tu i ówdzie wiekszość nie toleruje. Też mi koegzystencja.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Pytanie mieszkańca Ursynowa, Białołęki, Bemowa i innych dzielnic o to, czy ograniczyć wjazd do centrum jest tak samo sensowne jak pytanie mieszkańca centrum o budowę szpitala na Ursynowie czy domu kultury na Białołęce. Zawsze otrzymamy odpowiedź niemiarodajną. W sprawach lokalnych powinni się wypowiadać przede wszystkim mieszkańcy a nie sąsiedzi z innych dzielnic.
    80% mieszkańców Warszawy nie mieszka w centrum więc dlaczego uzurpują sobie prawo do urządzania innym życia? Może w ramach odwetu mieszkańcy centrum zagłosują za ograniczeniem ruchu na Ursynowie czy Białołęce?
    Przecież spaliny nie znają granic, przemieszczają się swobodnie po całym mieście... Jak ograniczać ruch to wszędzie a nie wybiórczo. Znów szczujecie jednych na drugich.
    @wilczek1968
    Bo wszyscy mieszkańcy Warszawy są warszawiakami i chcą bywać w centrum. Przyjść na koncert, zrobić zakupy. Ale spoko, zamkniecie ruch, przestaną bywać, będziecie mieć centrum dla siebie. Sklepy i teatry też się wyniosą gdzieś gdzie mozna dojechać. Będziecie mieli parki, puste ulice i wymarłe wiezowce wieczorami.
    już oceniałe(a)ś
    0
    1
    @niik
    doświadczenia miast na świecie pokazują że jest dokładnie odwrotnie. Do centrum łatwo dojechać komunikacją zbiorową.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Człowieku, o czym Ty piszesz, co za mrzonki śnisz już w pierwszych wersach tekstu???
    Jakie rowery, jaka zmiana myślenia, przecież to samochody ludzie kupują na potęgę!! Nigdy w życiu nie wyszedłeś na ulicę?? Nie widziałeś tych coraz bardziej zastawionych chodników, trawników, wszelkich kawałków ugoru jakiegoś zapchanego autami - jeśli tylko nie ogrodzono kawałka przestrzeni betonowymi/żeliwnymi słupkami?? Nie sprawdziłeś, ile samochodów posiadają wrocławianie, warszawiacy, krakowianie?? No to Ci podpowiem - 2 razy tyle, co berlińczycy! Mimo istnienia dość sprawnej (Warszawa, Kraków) komunikacji publicznej.
    Wyjdź kiedyś z domu i zacznij odróżniać, Ty i reszta redakcji, deklaracje ludzi widoczne w ankietach od ich prawdziwych myśli i działań. Bo fałszywy, zakłamany świat, który tworzy również Wasza gazeta poprzez wymuszanie politycznej poprawności powoduje to, że ludzie pod żadnym pozorem nie przyznają się do tego, co myślą naprawdę. Kłamią w żywe oczy, dokładnie wiedząc, co trzeba mówić, żeby wypaść przyzwoicie.
    @indywidualismus
    Naucz się czytać ze zrozumieniem ankieta dotyczyła mieszkańców miast a nie mieszkających pod miastem czy na wsiach gdzie nue ma żadnej lub jest szczątkowa komunikacja, to głównie oni kupują auta na potęgę, bo raźnie maja innego wyjścia dwa auto na wsi to wciąż symbol luksusu:/
    już oceniałe(a)ś
    7
    1
    @libusza
    Jaki symbol luksusu? My już nie jesteśmy tak biedni, żeby kogoś nie było stać na samochód. Nie każdy jeździ wyższej klasy Mercedesem, ale jeżdżą starymi Oplami i każdy ma na wsi, jak nie jeden to dwa samochody, bo tu się inaczej nie da, komunikacji miejskiej brak i nic dziwnego, bo nikogo nie stać na to, żeby utrzymywać komunikacje publiczną taką, jak w miastach.

    Problem @indywidualismus polega na tym, że nie rozumie tego, iż ktoś nie chce jego obecności w mieście. Nie chce żeby przyjeżdżał do miasta samochodem i truł okolicznych mieszkańców, a że on nie ma innego wyjścia i musi przyjechać na zakład o szóstej rano (niewierny cytat z filmu Dzień Świra), bo inaczej wyrzucą go z roboty, a to już jego problem, ale nie rozumie, że wchodzić komuś na głowę, to po prostu zwyczajne chamstwo.
    już oceniałe(a)ś
    6
    2
    @libusza
    Nie napiszę Ci nic innego niż to, że jesteś głupi i sam zarzucasz innym swoje wady. Napiszę dużymi literami, może bardziej zrozumiesz. TO WŁAŚNIE MIESZKAŃCY MIAST MAJĄ PO 2, NAWET 3 SAMOCHODY!!! Jak moi sąsiedzi - niemal w centrum dużego miasta. W odległości 100 metrów od 7 przystanków tramwajowych i autobusowych, na których zatrzymuje się 7 linii tramwajowych i kilkanaście autobusowych, jeżdżących w 4 strony miasta. Po cholerę ja to piszę?? I tak nie zrozumiesz - "Gazeta" uprawia propagandę, ludzie wypełniają ankiety tak, jak sobie tego życzy proekologiczna propaganda a nogami, życiem głosują zupełnie inaczej!! Odwrotnie niż głoszą! Nie mieszkasz w mieście albo jesteś niewidomy, jeśli tego nie dostrzegasz.
    już oceniałe(a)ś
    3
    3
    @czesio_
    Trochę chaotycznie napisałeś - tak jakby to był mój problem - ale rozumiem, że myślimy podobnie. To mieszkańcy wsi, małych miasteczek i podmiejskich osiedli nie rozumieją/mają to w du,ie/są wygodniccy/nie ogarniają mentalnie (niepotrzebne skreślić), że nie są mile widziane w mieście ich samochody!! Jakie nowoczesne by nie były - zwyczajnie nie ma gdzie ich już wcisnąć, tylko na koniec coraz większego korka!
    Dodam tylko od siebie, że zdają się tego nie rozumieć również mieszkańcy miast. A że w ankiecie deklarują coś zupełnie innego...
    już oceniałe(a)ś
    1
    2
    @indywidualismus
    Żałosny trollu nawet swojej roboty nie potrafisz porządnie zrobić, postaraj się bardziej bo jeszcze ci nie zapłacą;)
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @indywidualismus
    Muszę się z Tobą zgodzić, a nawet przyznam, że zaimponowałeś mi. Pozdrawiam.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    @indywidualismus
    Wiecie czego mi brak? Odważnego, który sprawdziłbym czym przyjeżdżają do pracy dziennikarze z Czerskiej. Kogoś, kto policzyłby, ile mają drugich, trzecich samochodów w garażu podziemnym czy przed blokiem.
    I wtedy wyszłoby szydło z worka - na 99% byłoby tak jak ktoś napisał - te artykuły wynikają z poprawności politycznej a po wyjściu z pracy pan ekolog odpala SUV Audi z 3 litrowym dizelkiem i jedzie 5km na kabaty...
    już oceniałe(a)ś
    0
    0